Facebook Google+ Twitter

Recenzja "Hikikomori" Tomasza Przewoźnika

E-book "Hikikomori" to nie tylko debiutancka powieść świetnie zapowiadającego się laureata konkursu "Horyzonty Wyobraźni". Jest to, przede wszystkim, fascynująca, mistyczna i ezoteryczna podróż wgłąb ludzkiej natury.

Gejsza z Silesii

Jonasz Hosala do niedawna jeszcze był kuzyńcem – dzieckiem nieposiadającym rodzeństwa. Jako jedynak musiał zmieniać rodziny, u których mieszkał. Miało mu to pomóc w dostosowaniu się do warunków, w jakich będzie musiał żyć, będąc dorosłym człowiekiem. Miało go to też uchronić przed chorobą hikikomori. Jednak wkrótce wszystko mogło się zmienić. Urodziła się Alicja i chłopiec ucieszył się nie tylko z faktu, że nie jest już jedynakiem, ale także dlatego, iż Alicja nie będzie kuzynicą. Niespodziewanie jednak dziewczynka zapadła na tajemniczą, śmiertelną chorobę.

Debiutancka „Hikikomori” Tomasza Przewoźnika to powieść inna niż wszystkie, które do tej pory przeczytałem. Decydując się na jej lekturę, niewiele wiedziałem o autorze. Tylko tyle, że jest laureatem trzeciej edycji ogólnopolskiego konkursu na opowiadanie „Horyzonty Wyobraźni”. Sprawdziłem informacje dostępne w internecie i dowiedziałem się, że z wykształcenia jest magistrem socjologii i Trenerem Umiejętności Psychospołecznych, z zainteresowania częściowo buddystą (bliżej mu do tej filozofii niż do każdej innej), a z urodzenia Ślązakiem. Zarówno jego wiedza, jak i zainteresowania znalazły odzwierciedlenie w literackim debiucie, książce „Hikikomori”, którą śmiało mogę nazwać utworem psychologiczno-socjologiczno-ezoterycznym.

Przedstawione na początku tej recenzji wydarzenia stały się tylko początkiem emocjonującej emocjonalnej przygody głównego bohatera – Jonasza Hosali. Poznałem go tuż przed ważnym egzaminem, którego wyniki miały zdecydować nie tylko o szkole, w jakiej będzie kontynuował naukę, ale także zdeterminować całe jego dorosłe życie zawodowe. Hosala, Michał i inni uczniowie, stawiwszy się przed komisją egzaminacyjną, musieli wykonać szereg skomplikowanych zadań oraz rozwiązać testy wymagające wiedzy, sprytu i logicznego myślenia. Wśród uczestników wyróżnił się Jonasz, co nie umknęło uwadze jednego z obserwatorów, a zarazem członków komisji – gejszy Przemysławowi Osuchowi. Ku wielkiemu zdumieniu chłopca, jego kolegów i rodziców, wyniki wskazały Hosali drogę gejszy.

Główny bohater, tak jak wszystkie postacie występujące w „Hikikomori”, został przez autora bardzo dobrze wykreowany. Sprawia wrażenie żywego i nie jest papierowy tylko wielowymiarowy. Jonasz posiada uczucia, które szczególnie uwidaczniają się w jego stosunku do Alicji. Kocha ją, cieszy się, że będzie miała inne od niego życie, ale jednocześnie jej tego zazdrości. Zastanawia się, jaki stosunek do niej i do niego mają rodzice, kogo darzą większym uczuciem. Mimo że Jonasz często zachowuje się bardzo rozsądnie i dorośle, jak na swój wiek, czasami myśli jak dziecko.

Przewoźnik nie tylko skupił się na losach głównego bohatera, które śledziłem od wieku dziecięcego do osiągnięcia przez niego dorosłości i dojrzałości. Autor położył główny nacisk na jego wnętrze, dzięki czemu powieść stała się w dużym stopniu książką psychologiczną. Na przykładzie młodego Hosali opisał drogę prowadzącą do osiągnięcia doskonałości, zrozumienia życia i współczesnego bohaterowi świata. Jest to droga wojownika, którego największymi wrogami są wewnętrzne rozterki, słabości i niewiedza. Jednak nie tylko Jonasz ją przechodzi. Jest ona udziałem wszystkich uczniów.

Autor zawarł w „Hikikomori” uniwersalne prawdy. Pokazał także, że, niezależnie od czasów, dzieci zachowują się podobnie i targają nimi te same emocje, takie jak: strach, chęć rywalizacji, zazdrość, pierwsze miłości i mają chwile zwątpienia. Uczą się także odpowiedzialności. Przewoźnik ukazał również, że wszyscy wojownicy, chociaż podążają własnymi ścieżkami, to natykają się nieustannie na te same przeszkody, niezależnie od swojego wieku i doświadczenia.

Przyznam się, że liczyłem na to, iż drugim bardzo ważnym bohaterem będzie występujący na początku książki Michał, ale tak nie jest. Stał się nim natomiast Grek Aleksandros Anthis i, choć autor położył mniejszy nacisk na ukazanie jego losów, chwilami jest równie ważny, jak Hosala, a momentami nawet ważniejszy. Chłopiec przechodzi podobną do jego drogę, ale została ona inaczej przedstawiona. Przewoźnik rozdzielił te dwie postacie, aby ukazać ich poszczególne etapy wchodzenia w dorosłość. Nie pominął także inicjacji seksualnych uczniów. Bardzo plastycznie przedstawił kilka scen erotycznych, każdą inaczej, ale wszystkie w fascynujący i interesujący sposób.

W książce występuje kilku bohaterów, którzy z początku wydają się tylko epizodyczni, ale w tracie rozwoju fabuły znajdują w niej ważne miejsce. Prawie każdy czemuś służy. Najważniejszymi są: kontrowersyjny Mark Hallber, praczka Tsultrim i tajemniczy Taikomochi. Pierwszy z nich jest opatem Diamentowego Lotosu – okiya, do którego trafiają Jonasz i Aleks (Aleksandros Anthis). Mężczyzna nie tylko uczy, wychowuje swoich podopiecznych i poddaje ich nieustannym testom, nie tylko nagrywa ich całe życie i je analizuje, ale manipuluje uczuciami i urabia chłopców, jak glinę. Uczniowie, nazywani „maiko” są nieustannie inwigilowani. Tsultrim, nazywana w skrócie Tsu, pracuje w domu gejsz jako praczka, ale staje się dla Jonasza przyjaciółką, w której chłopiec znajduje oparcie i matczyne uczucie. Dzięki niej poznaje smak miłości, otwiera się na świat i ludzi, znajduje wśród nich swoje miejsce. Trzecia z wymienionych postaci to błazen – Taikomochi, który sprawia wrażenie ducha, zmory i istoty wyjętej z obchodów Halloween, ale pełni funkcję obserwatora, pomocnika i szamana.

Kolorytu stworzonych przez Przewoźnika kreacji dopełniają yujo – nauczyciele seksu, którymi są kobiety i mężczyźni. Ich zadaniem jest rozbudzić w uczniach zmysły, nauczyć ich dawać innym rozkosz i wykorzystywać ją i swoją dla własnych celów. Yujo sprawiają wrażenie idealnych, nieczułych robotów, w których można się zakochać, ale przeżywają własne dramaty.

Oddając się lekturze „Hikikomori” spojrzałem na bliżej nieokreśloną przyszłość, w której emocje zastąpiono tabletkami i ludzie nie wyobrażają sobie bez nich normalnej egzystencji, a dzieci żywe zwierzęta oglądają na obrazkach, jako relikty zamierzchłej przeszłości. W czasach opisanych w powieści niemal całkowicie zatarły się granice międzyludzkie, międzykulturowe, religia katolicka została wyjaśniona wiedzą, filozofią i nauką. Autor napisał, że: „[...] wieloosobowe zgromadzenia religijne w większości cywilizowanych krajów były zabronione.”, homoseksualizm nie wywołuje negatywnych emocji, a ludzie nie mają chwili wytchnienia. Tylko gdzieniegdzie ostały się pojedyncze enklawy, sprawiające wrażenie zacofanych z jednej strony, a spokojnych i rajskich z drugiej.

Przewoźnik wykreował i skonfrontował ze sobą trzy różne światy: Silesię, okiya Diamentowego Lotosu i wyspę Uedę. Pierwsza z nich jest wysoko rozwiniętym wielokulturowym regionem, „Śląskim Okręgiem Autonomicznym”, o którym autor pisze, na przykładzie stosunku jednego z bohaterów do innych ludzi, że: „[...] denerwował ją ten ich wymuszony uśmiech. Tak samo, jak obce twarze, kolory skóry i nieznane języki. Wielu emigrantów pracowało dla mieszkańców Silesii, którzy woleli zamknąć się w czterech ścianach i nie wychodzić bez potrzeby. Większość autochtonów mogła wykonywać swoją pracę w domu. Wynajęte z agencji osoby (najczęściej byli to przybysze z państw aspirujących do Unii Europejskiej lub z niej wydalonych) dostarczały jedzenie i załatwiały podstawowe sprawy...”. Jest to świat, w którym bezpieczeństwo i wolność są tylko ułudą, o czym świadczą te myśli Jonasza: "Podobno kiedyś dzieci w najmniej odpowiednim momencie życia musiały decydować o karierze, same wybierały szkoły i kierunki studiów bez wsparcia jakichkolwiek testów lub ze wsparciem testów nienadających się do niczego. Ludzie po omacku szukali swojego miejsca w życiu i nazywali to prawdziwą wolnością.". Główną przyczyną takiego stanu jest technologia oraz nieustannie rozwijająca się i ewoluująca nauka.

Przeciwwagą Silesii są wyspa Ueda i znajdujące się na niej okiya. Pierwsza, należąca do Chińskiej Republiki Ludowej, przypomina nieco wieś zacofaną w rozwoju technologicznym, a sama siedziba Diamentowego Lotosu sprawia wrażenie raju, miejsca spokojnego i stworzonego do medytacji, nauki i poznawania samego siebie. Dodatkowo jest wysoko zaawansowana technologicznie. Jej konstrukcja posiada także wyraźne aspekty psychologiczne i ezoteryczne.

Czytając opisy stworzone przez autora, miałem wrażenie, że oglądam zdjęcia, albowiem są bardzo plastyczne. Przewoźnik, kreując szkołę gejsz, jej konstrukcję i panujące w niej zwyczaje, nawiązał do głębokiej symboliki buddyjskiej. Miałem także wrażenie, że zasady stosowane przez opata stanowią mieszankę elementów sekciarskich i nauk mnichów Shaolin.

Narracja w utworze została poprowadzona trzecioosobowo, ale skierowana na różnych bohaterów. Kolejnym z plusów utworu są, pojawiające się w fabule, cytaty, na przykład: „Wyryto na nim słowa jednego ze starożytnych mistrzów: „Moment spotkania jest zawsze początkiem rozstania”.”, „Kiedy dochodzimy do końca ścieżki, wystarczy odwrócić się, żeby znaleźć się na jej początku”. Nie potrafię, niestety, określić, czy są one wymysłem autora, czy rzeczywiście jakiegoś starożytnego mistrza buddyzmu. Podoba mi także zastosowana w utworze czytelna, zróżnicowana czcionka, która jest inna w narracji, a inna w listach, wiadomościach od Tsu zostawianych dla Jonasza i w pewnej, tajemniczej przepowiedni. Ale pojawiają się w treści także elementy źle sformatowane.

Opisywany utwór, tak samo, jak większość książek, posiada, niestety, plusy i minusy. Najbardziej przeszkadzał mnie niewyjustowany tekst. (Nie wiem, jak wygląda on w innych formatach, ja czytałem EPUB). W powieści występują wulgaryzmy i, chociaż język jest żywy, pojawiają się w nim neologizmy i jest dostosowany do stanów emocjonalnych bohaterów, to nie wydaje mi się, żeby dzieci przebywające w odosobnieniu, w otoczeniu nieprzeklinających dorosłych, mogły przeklinać. Poza tym momentami sprawia wrażenie naukowego, a w niektórych chwilach jest potoczny. W utworze pojawiają się także błędne odmiany imion i literówki, także w nazwach. Brakowało mi przypisów, bo, choć niektóre wyrazy zostały przez autora wyjaśnione w tekście i dowiedziałem się, kim był Drukpa Kunley, tłumaczony przez autora jako „Święty Szaleniec”, czym są: tulku, mala, kangling i damaru, to nie poznałem zasady działa i powstania holosymów oraz znaczenia wyrażeń „rite de pasagge”, „bodhisattw” „katak”. W niektórych momentach gubiłem się także w dialogach i nie wiedziałem kto, co mówił. Dodatkowo w fabule występuje niekonsekwencja czasowa. (Część „Hikikomori” została napisana w czasie teraźniejszym, a większość w przeszłym).

Powieść jest niejednolita w budowaniu nastroju i napięcia. Co prawda pojawiają się w fabule elementy grozy, które przerażają Jonasza, ale mnie nie przeraziły. Pojawia się tylko jeden moment, który przyprawił mnie o lekki dreszczyk. W utworze występuje również niewiele nieoczekiwanych zwrotów akcji, ale „Hikikomori” posiada za to zaskakujące zakończenie.

Wyżej wymienione elementy sprawiły, że „Hikikomori” jest interesującą powieścią i nie nudziłem się w trakcie lektury. Dzięki Przewoźnikowi i wykreowanym przez niego bohaterom poznałem, między innymi, różnice między typem narcystycznym a neurotycznym oraz historię i ewolucję zawodu gejszy, a także zasady szine i medytacji. Zafascynowały mnie występujące w „Hikikomori” elementy gnozy. Wstąpiłem również do legendarnego miasta i nauczyłem się wspinaczki. Poznałem koncepcje buddyzmu i różne aspekty seksualności. Nie ukrywam, że powieść Przewoźnika zachęciła mnie do pogłębiania swojej wiedzy i, podążając śladem jego wywodów na temat koncepcji Nijhout, trafiłem na interesującego bloga w internecie.

Niewiele, niestety, mogę powiedzieć o okładce i szacie graficznej utworu, ponieważ recenzowany przeze mnie egzemplarz „Hikikomori” jest e-bookiem. Na okładce, na zdjęciu na ciemnym tle przedstawiono umalowaną ludzką głowę. Jest ona bardzo intrygująca. Z ilustracją kontrastują tytuł i imię i nazwisko autora.

„Hikikomori” Tomasza Przewoźnika jest intrygującą i ciekawą powieścią. Polecam ją nie tylko miłośnikom science fiction, ale także czytelnikom interesującym się innymi kulturami, a w szczególności buddyzmem. Odbiorcy poznają dzięki autorowi nie tylko tajniki e-tantry, ale zajrzą w głąb ludzkiej psychiki i dojrzewania. Być może zrozumieją przemijalność życia i nauczą się nim cieszyć.

Konrad Staszewski

Autor: Tomasz Przewoźnik
Tytuł: Hikikomori
Projekt okładki: Kinga Ochendowska http://www.tylkoebooki.pl
Foto: dreamstime.com
Wydawnictwo: Self Publishing
Data wydania: 2011 r.
Miejsce wydania: Pszczyna
ISBN: 978-83-272-2688-3
Liczba stron: 659 (według programu calibre)
Cena: około 10,00 zł.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.