Facebook Google+ Twitter

Recenzja "Kąpiąc lwa" Jonathana Carolla

Mistrz intrygujących tytułów wraca! Najpierw uwodził "Drewnianym morzem" i "Zaślubinami patyków", po czym zostawił czytelników "Na pastwę aniołów". "Kąpiąc lwa" Chaosu pokazuje, że nadal potrafi tak czarować.

Źródło zdjęcia: http://www.dobre-ksiazki.com.pl/kapiac-lwa-p378236.html / Fot. brakOświadczyli nam, że stare porządki dobiegły końca, że Chaos wrócił i już zostanie. Postawili nas przed prostą alternatywą: będziemy albo kąpać ich lwa, albo próbować z nim walczyć. Prędzej czy później lew pożre nas żywcem, tak jak pożarł naszych towarzyszy. Albo kąpiel, albo opór.*

Jonathan Carroll to pisarz specyficzny, choć znajduje sporo fanów wśród polskich czytelników, to nadal jego powieści nie są dla każdego czytelnika w równym stopniu interesujące. Często zasypując czytelnika pozornymi truizmami doprowadza on ostatecznie do swoistej, fabularnej gry, której zwieńczenie nigdy nie jest oczywiste i wymaga rozruszania wyobraźni. Jednak nie ma sobie równych w kwestii tytułów dla swoich powieści i kilku słynnych zdań, które zostają czytelnikowi w głowie. Przyciągają uwagę nawet tych czytelników, którzy z Carrollem nie potrafią zawiązać dłuższej znajomości. Trudno zresztą nie ulec temu przyciąganiu. Któż bowiem nie zatrzyma się choć chwilę przy tytule Całując Ul? Czy Muzeum psów? Albo przy zdaniu z Krainy Chichów o światłach, które dały oczy, które widziały światła, których nie widział nikt? Są w tym wszystkim niezwykłości i zwykłości dnia codziennego, które sprawiają, że ta swoista mieszanka zwyczajnie przywiązuje czytelnika do jego powieści.

Kąpiąc lwa jest w pełni oddaniem całego stylu i charakterystycznych motywów znanych wielbicielom Carrolla. Myślę, że jest również dobrym początkiem dla każdego, komu jego nazwisko było dotąd obce. Fabuła najnowszej powieści osnuwa się wokół wątku pamięci i przemijania, zapominania i doceniania tego co mamy na co dzień, a wszystko to w nieoczywistej, onirycznej otoczce, gdzie sen zlewa się z rzeczywistością, gdzie przenikają się dwa różne światy, a jednak w tej różności bardzo do siebie podobne. Podobne przede wszystkim ze względu na bohaterów, którymi zdawałoby się, są przeciętni ludzie. Vanessa, Dean, Kaspar, Jane i Edmonds. Piątka osób, których ścieżki krzyżują się w rozmaitej konfiguracji. Małżeństwo Vanessy i Deana, ot zwyczajne, pełne sprzeczności, ale pozornie - dość zgodne. Partnerstwo Deana i Kaspara we wspólnym prowadzeniu biznesu odzieżowego. Romans Vanessy i Kaspara. Trudne relacje biznesowe Jane i Vanessy. I wreszcie postać, która z resztą znajomych przenika się najmniej - Edmonds, wdowiec, który ciągle nie potrafi pogodzić się ze śmiercią ukochanej żony. Tę piątkę połączy coś niezwykłego. Wszyscy podzielą jedną przestrzeń snu, w której spotkają mówiące krzesło z bajki dla dzieci, oraz czerwoną słonicę, Mubę, która była bohaterką dzieciństwa Deana. I teraz, po przebudzeniu, cała piątka zastanawia się, co się stało. Jak to jest możliwe, że wszyscy razem pojawili się w swoich śnie? We śnie, w którym Jane, dotąd strzegąca swojej prywatności, podała swój numer telefonu Edmondsowi?

Wszystkie te zagadki z początku rozwiązuje oczywista opowieść o mechanikach, którzy po przejściu na emeryturę zostają zsyłani na inne planety, a ich pamięć po wyczyszczeniu, jest zupełnie opróżniona z wiedzy, jaką posiadali. W wyniku działań Chaosu trzeba emerytów reaktywować, a wspólny sen miał być jednym ze sposobów reaktywacji. Wydaje się, że Carroll wyjątkowo zdradził zwieńczenie fabuły już w środku powieści, odkrył wszystkie karty i w zasadzie doprowadził do ostatecznych konkluzji czytelniczych. Nic bardziej mylącego! Tradycyjnie już w swoim stylu w pewnym momencie Carroll ponownie zagra ze swoim czytelnikiem w swoją ulubioną grę, zmieniając tropy, myląc ścieżki i prowadząc do nieoczywistego zakończenia. Które powoduje, że drugą część powieści aż trzeba przeczytać ponownie!

Fani autora odnajdą tu wszystkie charakterystyczne motywy z wcześniejszych powieści. Nie mogło zabraknąć uśmiechającego się bulteriera, ulubionej rasy psów Jonathana Carrolla, której wizerunek autor znacząco ocieplił poprzez swoje powieści. Nie brakuje motywów zmiany czasoprzestrzeni, swoistego zagubienia w czasie, typowych rzeczowych opisów wyglądu kolejnych postaci, dzięki czemu wydaje się nam, że czytamy o zwykłych, szarych, przeciętnych ludziach, a jednak o nieprzeciętnych osobowościach i zainteresowaniach. I zwieńczenie fabuły, którym autor po prostu wysyła czytelnika na manowce własnej wyobraźni.

O tym, że Carroll lubi Polskę i Polaków widać już na początku książki, której dedykacja nie pozostawia żadnych wątpliwości. Jego bohaterowie odwiedzają Polskę, lubią polski żurek i wspominają ulice polskich miast. To nie pierwszy raz, gdy Carroll oddaje swoim czytelnikom z Polski swoiste podziękowanie. Przyznam, że to zawsze miły akcent i zawsze z przyjemnością czytam takie fragmenty ciesząc się, że Carroll tak lubi odwiedzać nasz kraj, jak również poświęcać mu fragmenty w swojej twórczości. Nic dziwnego, że Rebis zachwala go jako jednego z ulubionych amerykańskich pisarzy Polaków.

Wielbicielom Carrolla polecam tę powieść jako obowiązkową. Nowym czytelnikom polecam jako ciekawy początek znajomości z pisarzem. Ogółem jest to bardzo przyjemna lektura na jesienny wieczór, która ma tę jedną wadę, że jest za krótka.


Kąpiąc lwa, Jonathan Carroll, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2013
* str. 267

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.