Facebook Google+ Twitter

Recenzja książki "Moje nagrody" Thomasa Bernharda

Podsumowując swoje życie warto napisać książkę. Najlepiej gdyby opowiadała o otrzymanych wyróżnieniach i nagrodach. Taką ścieżkę obrał austriacki dramaturg, Thomas Bernhard.

okładka książki / Fot. Thomas Bernhard "Moje nagrody".Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że „Moje nagrody”, to nudna i smętna powieść opisująca co, kto i dlaczego. Nic bardziej mylnego. Bernhard, znany w Polsce m.in. z powieści "Wyzwanie" i "Dawni mistrzowie", stworzył niecodzienny obraz. Ironicznie, żartobliwie, czasem z odrobiną krytyki wylicza uroczystościowe wpadki, traktując każdą z życiowych nagród z przymrużeniem oka. Nie ukrywa, że dzięki wyróżnieniom kupił dom, samochód, podróżował po świecie. Wskazuje gotówkę jako główny impuls odbieranych nagród.

Nagroda Grillparzera, Juliusa Campego, Antona Wildgansa, czy Buchnera, to tylko nieliczne odznaczenia austriackiego pisarza. Każda z uroczystości zawierała w sobie jakiś komiczny wątek. Ktoś wymienił dzieła, których Bernhard nie stworzył, przyznano mu nagrodę (jako czterdziestolatkowi) przeznaczoną dla młodych twórców (dwudziestolatków), w końcu nie został w miarę szybko rozpoznany na jednej z uroczystości. Oprócz organizatorskich wpadek, Bernhard nie kryje również własnych. Pewnego razu kupił zbyt ciasny garnitur lub przyszedł średnio przygotowanym do uroczystej przemowy.

Dosadnie wyrażał się o podmiotach przyznających odznaczenia – "W Senacie Sztuki same dupki zasiadają, w dodatku dupki katolickie tudzież narodowo-socjalistyczne, a do tego może jeszcze garstka Żydów, żeby było alibi". Nie szczędził także złośliwości ministerialnym VIP-om, dla których od rolnictwa do kultury i sztuki było o rzut kamieniem. "Ten Piffl-Percevic nie potrafił sklecić poprawnie ani jednego zdania i choć możliwe, że znał się trochę na styryjskich cielakach i dolnostyryjskim inspektowym gnoju, absolutnie nie znał się na kulturze."

Z powieści snuje się smutna refleksja, że życie znanego pisarza biegnie od nagrody do nagrody, gdzieś pomiędzy wkomponowane są pieniądze. Jednak autor doskonale zaakcentował dystans między powagą a literackim żartem. „Moje nagrody” kończy seria wygłoszonych przemówień przez Bernharda, w których dominuje wręcz filozoficzno-teologiczna tonacja. Widać, że czegoś w życiu mu brakowało, może sympatii Austriaków dla których był strasznie krytyczny, może prawdziwej rodziny, a może poczucia zwycięstwa nad nieuleczalną chorobą, z którą niestety ostatecznie przegrał.

Thomas Bernhard
"Moje nagrody"
Wydawnictwo Czytelnik, 2010

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

5* Ta książka chyba bardziej by mnie porwała niż link Tomku, pożyczysz? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.