Facebook Google+ Twitter

Recenzja minialbumu "EP 2" Pixies

Zapowiadana przez zespół seria minialbumów w swojej drugiej odsłonie. Pixies nie rozczarowuje. Jest nastrojowo, jest drapieżnie, jest kosmicznie.

Okładka Ostatnie dokonania Pixies zdążyły w jakimś stopniu już dotrzeć do odbiorców poprzez prezentacje koncertowe lub amatorskie zapisy z występów. Jednakże fakt pojawienia się nowej płyty wywołał niemałe poruszenie w rockowym światku. "EP 1" ukazała się we wrześniu poprzedzana pilotażowym "Bagboy". "EP 2", to miła niespodzianka na początek 2014 roku. Pixies nie obniżają lotów. Nie uciekają w programowaną papkę dla mas. Nadal grają swoje.

Zespół zaistniał w 1986 roku w Bostonie. Nagrali pięć płyt długogrających (w tym mój ulubiony LP "Doolittle" z 1989r.). Longplay "Trompe le Monde" wydany w 1991r. był ostatnim dziełem Pixies. W 1993r. muzycy postanowili zawiesić działalność. Przez ten czas zdążyli stać się pomnikową definicją muzyki alternatywnej. Granie postpunkowe, indie rockowe z ornamentyką noise to struktura w jakiej Pixies czuje się najlepiej. Zespół nie muzykuje w sposób manieryczny i łatwo rozpoznawalny. Ciągłe poszukiwanie i eksperyment jest na trwałe wpisane w bio formacji. Charakterystyczne jest prowadzenie linii melodycznej w drugim planie z nakładem kontrolowanego chaosu instrumentarium. Nie brakuje przy tym muzyki przyjemnej dla ucha, żartobliwie "popowej". Pixies pojawili się znów na scenie w 2004 roku. Seria płyt extended play* to powrót na oficjalne nośniki po 22 latach (!). Materiał nagrywano w 2012r. w walijskich Rockfield Studios. Producent Gil Norton znany jest ze współpracy z zespołami alternatywnego rocka i jego pochodnych, m.in. Echo & the Bunnymen, Counting Crows i in. Nie jest to też pierwsze spotkanie z Pixies. Realizował "Doolittle", "Bossanova" i "Trompe Le Monde". "Czwórka" firmowana jego nazwiskiem zyskuje na wartości.

"Blue-Eyed Hexe"
"Ruszyłem przeprowadzić wiwisekcję
Ujrzałem gwiazdę wykrojoną na jej piersiach"


Jedyne co nie wzbudza mojego entuzjazmu, to "kolażowe" video do tego utworu. Konwencja niemiłosiernie eksploatowana przez ostatnie dekady nie sprawia już wrażenia stylistycznego nawiązania. Coś stanęło w miejscu i tyle. Sam utwór sprawia jak najlepsze wrażenie. Bazowy hard rockowy riff wnosi pewien pierwiastek niepokoju. Nie ma w tym śladu kopiowania grunge'owych wzorców. Nie jest też sztandarowe dla alternatywy. Skrzyżowanie amerykańskiego "plażowego" punka z brytyjską tradycją hard'n'heavy. Black Francis (voc, g) mówi: "To jest opowieść z północnego zachodu kraju [z Anglii - przyp. aut.] i jest to piosenka o pewnym typie kobiety-wiedźmy. To czym jest wiedźma. I ta wiedźma ma niebieskie oczy!"



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.