Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24811 miejsce

Recenzja na rocznicę. Guano Apes - garaż wyremontowany na klub

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2012-04-02 09:26

Po latach milczenia, dokładnie rok temu Guano Apes wydało "Bel Air”. To album... dziwny. Dla fanów ich starego rapcorowego brzmienia, „Bel Air” to zaskoczenie. Dla tych, którzy w życiu o nich nie słyszeli, może być odkryciem.

A wszystko zaczęło się od zmiany loga. Z ostrych kształtów i kolorów, zespół przeszedł na jasnozielone koło i miękką czcionkę. Strona internetowa rozjaśniła się bielą. Zapachniało wiosną i elektro-rockowymi (jednak z przewagą elektroniki) kawałkami z solowego albumu Sandry Nasic „The Signal”. Faktycznie, chłopaki ulegli urokowi wokalistki. Do rockowego stylu Guano Apes dodano sporą dawkę elektroniki i doprawiono szczyptą popu. Chwilami, wydaje się nawet, że płytę posypano też zmiękczonym psychodelicznym brzmieniem Kornu – w dawnych czasach jednego z ulubionych zespołów Sandry. Znowu więc mamy mieszankę stylów, ale już nie mroczną, lecz jasną. Dla rockowców to zupełnie inna bajka.

Ale po kolei. Na pierwszy ogień idzie „Sunday Lover”. Pierwsza dawka clubbingu, czyli pierwszy szok. Potem troszkę gitary. Ale przede wszystkim to dość energetyczna kompozycja. W jej takt możemy jechać samochodem, a nasza głowa będzie wtórować kiwającej się główce pieska na półce pod szybą. Druga jest singlowa „Oh What a night”. Co tu dużo pisać, elektro-pop-rock. Chcecie iść na miasto? Włączcie ją na drogę. Trójka to „When the ships arrive” - balladka na wyciszenie z wokalnym przypomnieniem dawnego Guano Apes. „This Time”zaczyna dość psychodelicznie, potem mamy stary dobry wokal Sandry i niemal dyskotekowe wstawki. „She's a killer” jest mieszaniną dawnego brzmienia z clubbowym, do tego chwilami „słychać” jakby mniej mroczny Korn. I szóstka: „Tiger”. Totalny misz-masz, ale właśnie od tej pory album zaczął mi się podobać. Żeby zrozumieć „Bel Air” trzeba zrozumieć „Tiger”. Mocny początek, syntetyczny wokal, moment z szybko śpiewanymi wersami. No wszystko. I niezły kop. Rrrr....

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

@
  • @
  • 02.04.2012 22:42

No właśnie tego reggae się obawiam. ;-) To była świetna muzyka, jedyna w swoim rodzaju, i do tego niepowtarzalna wokalistka Sandra. Miło było ich zobaczyć na żywo, szkoda tylko, że można było zasnąć z nudy. Zaśpiewali tylko 4 stare przeboje, ale nawet "Lords of the boards" im zbytnio nie wyszło w warunkach polowych. A tyle czekałam na ten koncert. Mam nadzieję, że kolejny album to będą znów oni. Niektórym zespołom takie nowości wychodzą dobrze, im się niestety nie udało. Czekam na powrót dobrego brzmienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ w 2013 wychodzi ich nowa płyta. znowu może być niespodzianka. Z tego co mówił mi w wywiadzie Henning, sami nie bardzo wiedzą czego teraz chcą. Ale jeśli będą się trzymać zasady: nie powtarzamy, to spodziewałabym się jazzu albo reggae :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
@
  • @
  • 02.04.2012 16:36

Mi się nie podoba, chociaż jestem wierną fanką od wielu lat. Na koncercie w zeszłym roku "Bel Air" wypadło jeszcze bardziej tragicznie, aż mi żal było siedzieć na tym koncercie. To ani nie Guano Apes, ani muzyka wpadająca w ucho, bo lubię różne style. Jednym słowem: dla mnie całkowita porażka. Jeśli utrzymają ten styl, to przestanę ich słuchać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niespodzianka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.