Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11240 miejsce

Recenzja nowej płyty Evanescence: "The Open Door"

Dziś miała miejsce polska premiera drugiego longplaya Evanescence – amerykańskiego zespołu metalowego, który jednak swoje numery jeden plasował na popowych listach przebojów.

Amy Lee z zespołu Evanescence podczas gali MTV. | Fot. AKPA. Płyta „The Open Door” była długo oczekiwana – trasa koncertowa, zbieranie materiału na następny krążek, problemy z Benem Moodym – założycielem zespołu, kompozytorem, tekściarzem, który zaraz po wydaniu trzeciego singla z debiutanckiej płyty postanowił odpuścić zespół, na pewno nie sprzyjały powstawaniu albumu.

Patronem płyty w Polsce jest jeden z portali internetowych, który umożliwił przesłuchanie całej płyty zupełnie za darmo. Pierwsza płyta „Fallen” wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie – krążek zdecydowanie wyróżniał się spośród innych metalowo-komercyjnych produkcji. Pomimo prób wylansowania Evanescence na rockowy zespół, dla wiernych fanów jasne było, że słowo "rock", czy "metal" to za mało, by określić "Fallen"

Krążek przepełniony był dyskretnym chłodem: chóry, zawodzenie, pianino, tajemnicze szepty wprowadzały nastrój grozy, hermetyczności – muzykę z “Fallen” prędzej można było nazwać „subtelną, tajemniczą muzyką z domieszką grozy, graną przy pełni księżyca” niż metalem czy rockiem. Utwory takie, jak „Hello” czy „My Last Breath” dosłownie zmuszały do płaczu.

Nowa płyta, choć głos Amy Lee pozostaje nadal zachwycająco dobry – odbiega od pierwszej. Mówi się, że najtrudniejsze dla artysty jest powtórzenie sukcesu debiutu. Jeżeli jest to faktycznie prawdą, to trzeba przyznać, iż Evanescence wyszło obronną ręką z tego egzaminu. Pomimo, iż płyta ta nie odbiega poziomem od pierwszej, to jest zdecydowanie inna. Fani szukający powtórki debiutu mogą się jednak zawieść. Ci, którzy nie oczekują tego, na pewno będą zadowoleni z zakupu płyty, a koszt jest spory, bo około 70 zł.

Fani typowego metalu, którzy nie wzgardzą popem (jakkolwiek karykaturalnie to brzmi, ale przecież wszyscy wiemy, że w tej chwili nawet najlepsze zespoły muszą w jakiś sposób popularyzować swoją muzykę, by osiągnąć takie sukcesy jak Evanescence na popowych listach przebojów) będą na pewno zachwyceni.

Pierwsze, co nasuwa się podczas słuchania „The Open Door” to zdecydowanie mocniejsze gitary i zdecydowana ich dominacja w utworach. Zasmuca brak wysuwającego się na pierwszy plan w, jak debiutanckim longplayu, pianina. Klimaty debiutu przypomina utwór „Lacrymosa”.

Do płyty może zniechęcić pierwszy singiel i teledysk do niego - “Call Me When You're Sober”. Dziwię się wyborowi utworu promującego cały album, gdyż zdecydowanie jest on jednym z najsłabszych na całej płycie. Marnego efektu dopełnia teledysk. Trzeba przyznać, że Evanescence nie słyną z dobrych teledysków, ale ich ostatni twór jest po prostu kiepski. Amy Lee latająca w stroju Czerwonego Kapturka i przymilająca się do super-amerykańskiego boy`a to zdecydowanie nie to, co chciałoby się zobaczyć.

Być może klimat płyty związany jest z innym podejściem do albumu. Artyści przyznają, że podczas tworzenia debiutanckiej płyty dominującym uczuciem był smutek. Tym razem muzycy nie byli już tak pesymistyczni – wiąże się z tym również nazwa nowej płyty „The Open Door”. Artyści wiedzą, że ich drzwi zostały otwarte, a możliwości są nieograniczone. Mam nadzieję, że Amy Lee skorzysta z tych możliwości i w przyszłości nagra jeszcze jeden tak dobry, nastrojowy album, jakim był „Fallen”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Przepraszam, ale musze coś tu napisać. 'Fallen' nie była wcale płytą typu metal, a jedyne co zmusza do płaczu to ta recenzja. 'The Open Door' nie jest wcale gorsza od poprzednika i jestem pewna, że warto było czekać te 3 lata. Nowa płyta jest bardziej dojrzała i uważam, że wierni fani spodziewali się takiego klimatu. Debiutancka płyta była bardziej mieszanką 'popu' z gitarami elektrycznymi. Kawałek 'Call me, when you're sober' na 100% nie jest jednym z gorszych utworów, przyznaje można było wybrać lepiej, ale nie przesadzajmy! Teledyski Evanescence wręcz przeciwnie zawsze miało fascynujące teledyski, po prostu trzeba je dobrze odbierać i interpretować. Jeszcze jedno 'The Open Door' to nie typowy metal tylko 'rockowy gotyk'. Ogólnie rzecz biorąc recenzja beznadziejna, odbiegająca od rzeczywistości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetna recenzja, tylko czemu od razu nie słynął z dobrych teledysków? Czy "Going Under" lub "My Immortal" były złe?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.