Facebook Google+ Twitter

Recenzja: Tom Clancy's H.A.W.X. 2

  • Źródło: Nasze Miasto
  • Data dodania: 2010-09-21 11:25

Bezkresne niebo i bojowe samoloty. Czy to połączenie może ponownie zahipnotyzować graczy?

 / Fot. materiały prasoweWydany w zeszłym roku Tom Clancy's HAWX spotkał się z umiarkowanym przyjęciem ze strony recenzentów (średnia ocen w internecie to 72 proc.). Graczom najwyraźniej brakowało jednak powietrznych strzelanek, bo tytuł sprzedał się dobrze. Ubisoft postanowiło szybko pójść za ciosem i już od września wszyscy domorośli piloci znów mogą zasiąść za sterami samolotów.

Twórcy potrzebowali tylko rok na stworzenie swojego dzieła. To budzi podejrzenie, że duża część gry została po prostu skopiowana z poprzedniczki. Ubawy są uzasadnione. Dodano kilka elementów, takich jak start i lądowanie, ale sam styl rozgrywki praktycznie się nie zmienił. Co więcej, pierwsza część obsługiwała sterowanie głosem. System ten musiał się nie sprawdzić, bo tutaj zrezygnowano z tego rozwiązania.

Więcej gier i recenzji znajdziesz zawsze na giernik.pl


Wow, you guys really are cowboys

HAWX 2, podobnie jak poprzednik, w żaden sposób nie może być traktowany jako symulator. Właściwie każdy aspekt lotu jest tu uproszczony. Maszyny potrafią przyjąć na siebie nawet kilka rakiet (choć zależy to od poziomu trudności) i co chwila wykonują ewolucje, które w rzeczywistości są zarezerwowane tylko dla najzdolniejszych pilotów. Żeby nie było za łatwo, gra posyła w naszym kierunku masę najróżniejszych przeciwników - myśliwce, śmigłowce czy wozy pancerne.

Niestety luźne podejście do zasad fizyki związane jest z największą bolączką gry. W zasadzie nie czujemy, że jesteśmy za sterami wielkich, potężnych i groźnych maszyn. Samoloty są łatwe w prowadzeniu i bardzo ciche, nie czujemy też ogromnych prędkości, które rzekomo rozwijają. Twórcy przygotowali wiele różnorodnych maszyn, lecz różnice w locie są minimalne - smukły F-15 jest praktycznie tak samo zwrotny, jak potężny A-10 Thunderbolt.

Remember, boys, no points for second place
Grze nazwiska użyczył jeden z najpopularniejszych pisarzy nurtu political-fiction, ale fabuła jest właściwie tylko pretekstem do wykonywania kolejnych misji. Akcja, przynajmniej na początku, rozgrywa się w okolicach Bliskiego Wschodu, gdzie stacjonujące wojska amerykańskie zostają niespodziewanie zaatakowane przez rebeliantów. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy z rosyjskiej bazy w niewyjaśnionych okolicznościach znikają trzy głowice atomowe. Historia nie budzi uczucia zażenowania i nie przeszkadza w niszczeniu kolejnych celów. Jeśli jednak ktoś umieszcza w tytule nazwisko Toma Clancy'ego, to sugeruje graczowi, że fabuła będzie lepsza niż tylko poprawna.

Gra nie ma jednego bohatera i w czasie rozgrywki wcielimy się w pilotów z USA, Rosji i Wielkiej Brytanii. Dzięki temu możemy kierować myśliwcami na wyposażeniu armii tych trzech krajów, choć większość zabawy spędzimy w amerykańskim maszynach. Twórcy, wzorem słynnych misji z Modern Warfare, dali graczowi możliwość wcielenia się w strzelca pokładowego z samolotu wsparcia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.