Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

84175 miejsce

Red Bull Salzburg. Jak złapać byka za rogi?

Symbioza futbolu i biznesu. Po tytuł sięgnęli w tym samym tempie co Bayern. Jest więcej niz prawdopodobne, że skończą sezon z największą liczbą punktów w historii austriackiej Bundesligi.

 / Fot. By Steindy (talk) 23:50, 13 May 2012 (UTC) (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC-BY-SA-3.0-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons"Nowy klub bez historii" - tak mówili szefowie Red Bulla latem 2005 r., kiedy składali ostatnie podpisy na umowie przejęcia przedostatniej wówczas drużyny w tabeli. Koncern, którego siedziba znajduje się nieopodal Salzburga w bajecznej położonej miejscowości Fuschl am See, przejął kontrolę nad każdym wycinkiem rzeczywistości. Fioletowo-białe barwy ustąpiły biało czerwonym, logo właściciela zajęło centralne miejsce na koszulkach, nazwę stadionu przemianowano na Red Bull Arena.

W takich okolicznościach proces rebrandingu nie miał prawa przebiec spokojnie. Część audytorium nie pogodziła się ze zmianami i własnymi siłami utworzyła alternatywny zespół, który do dziś tuła sie po regionalnych ligach. Współcześnie wiele na temat operacji na otwartym klubowym sercu mogą powiedzieć zasiadający na trybunach Cardiff City i Hull Tigers, gdzie również tradycje przegrały nierówny mecz z marketingiem. Z jednej strony to wymóg współczesnego sportu, z drugiej - zadanie bolesnego ciosu tym, dla których romantyczne spojrzenie na futbol ograniczone jest liniami boiska.

W służbie reklamie


W branży sportowej Red Bull dostrzegł idealnego partnera do promocji własnej marki. Już od lat 90-tych inwestował w sporty ekstremalne, miał swoją załogę w wyścigach Nascar i Rajdzie Dakar. Operujący środkami rzędu 300 mln euro Red Bull Racing od czterech lat pozostaje niepokonany w klasyfikacji konstruktorów Formuły 1, klasy skuszonego nieograniczonymi perspektywami Sebastiana Vettela nie trzeba uzasadniać.

Klub z Slazburga nie jest jedynym, który wystaje z portfela austriackiego giganta. Rok później dwa czerwone byki pojawiły w emblemacie zagarniętego New York MertoStars (teraz New York Red Bulls). Do prowadzenia drużyny zaproszono kończącego przygodę z reprezentacją USA Bruce'a Arenę, w ciągu kilku lat z Europy ściągnięto doświadczonych zawodników (Thierry Henry, Tim Cahill i Peguy Luyindula). Mało? Kolejne aktywa to trzecioligowiec z Lipska (niemieckie prawo zabrania dołączania członów sponsorskich do nazwy klubu, formalnie występuje jako RB Lipsk) i Red Bull Brasil z Campinas, który występuje w drugiej lidze stanu Sao Paulo. Międzykontynentalne korporacyjne derby wydają się kwestią czasu.

Daleko do ideału

Kupić można wiele, ale nie wszystko. Czwarty tytuł w swojej nowej erze salzburczycy zdobywają w najbardziej spektakularny sposób (na sześć kolejek przed końcem mają 23 punkty przewagi nad resztą, bilans bramek plus 72), ale stacją graniczną, jak przy każdej takiej okazji, będą eliminacje Ligi Mistrzów. Jeżeli kolejni mistrzowie Polski posądzani są o totalną indolencję, to co powiedzieć o drużynie, która nie dokonała sztuki awansu z budżetem sięgającym 40 mln euro? W tym miejscu zawsze aktualne będzie pytanie o priorytety: dla multidyscyplinarnej firmy ważniejsza jest liczba sprzedanych puszek niż jakość drużyny, która poza rolą nośnika reklamowego ma zawężone pola do uzyskiwania przychodów. Mimo zaciągnięto hamulca w inwestowaniu (w porównaniu z rosyjskimi oligarchami i inwestorami z Zatoki Perskiej wręcz nędza) do Salzburga zawitali niewidziani wcześniej w tych rejonach trenerzy: najpierw duet Giovanni Trapattoni-Lothar Matthaeus, potem nastał czas holenderskiej myśli reprezentowanej przez Co Adriaanse, Huuba Stevensa i świeżego trenera gdańskiej Lechii Ricardo Moniza. Żaden nie wzniósł klubu ponad Alpy, choć rywale w końcowym etapie eliminacji, jak Maccabi Hajfa czy Standard Liege wydawali się reprezentować podobne umiejętności.

Porażka w rewanżowym meczu 1/16 Ligi Europy z FC Basel zamknęła klamrą najlepszy występ Red Bulla w europejskich pucharach od finału PZP w 1994 r. Poza Tottenhamem, zespół niemieckiego szkoleniowca Rodgera Schmidta (sponsorzy UEFA wymogli, żeby federacja zakazała używania nazw komercyjnych. W oficjalnych dokumentach klub figuruje jako FC Salzburg) jako jedyny wygrał wszystkie mecze w fazie grupowej, potem w dwumeczu rozbił Ajax. Ozdobą tej ostatniej rywalizacji był gol z połowy boiska Jonathana Soriano. Przez ponad 8 lat rządów Red Bulla przewinęła się gromada piłkarzy, ale dopiero wychowanek Espanyolu w pełnym wymiarze uzasadnia slogan "dodaje skrzydeł".

Portal transfermarkt.de wycenia 29-latka na 5 mln euro. Na obecnym etapie rozgrywek jest ich najlepszym strzelcem i przedstawicielem nadal nielicznego grona, którego poziom można opisać jako wyższy niż ligowy. W roli superstrzelca zastąpił Marca Janko, który w sezonie 2008/2009 trafił 39 razy w 34 meczach i stał się nieformalnym ambasadorem rosnących wpływów klubu na piłkarskiej mapie Austrii. Potem dla niego było tylko gorzej. Nie zadomowił się w Twente, nie przebił w Porto, teraz marnieje w Trabznsporze. Jego losy to wypisane czarno na białym zaświadczenie o niskiej wiarygodności ligi i jednak mocno przeciętnej jakości międzynarodowo dobieranej kadry (obecnie 16 obcokrajowców, w tym znany z polskich boisk Rodnei).

Postawa Red Bulla na obu frontach może okazać się zwiastunem, że granatowa symbolika Ligi Mistrzów zagości w mieście Mozarta do jesieni. Ale jak to ze zwiastunami bywa - uwypuklając to, co warte pokazania, chowają wady.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.