Facebook Google+ Twitter

Red Bull X-Alps | Z czym to się je?

Paralotniarz z 22-letnim stażem Jon Chambers, z perspektywy uczestnika opowiada nam o wszystkim, co wiąże się ze startem w Red Bull X-Alps.

 / Fot. Red Bull Content PoolJak to się stało, że trafiłeś do Red Bull X-Alps?
Od 22 lat latam na paralotni. Od połowy lat 90-tych startuje w zawodach. Zawsze byłem związany ze sceną paralotniarską, a od 1999 roku startuję w Pucharze Świata. Red Bull X-Alps jest znanym rajdem. Od innych różni się tym, że chodzi w nim bardziej o wytrzymałość, niż o umiejętność latania. Zawsze się nim interesowałem, ale z tych, czy innych względów zgłosiłem się dopiero w 2011. Wtedy byłem w zasadzie na liście rezerwowej, więc nie byłem pewien, czy wystartuje.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem?

Dla mnie osobiście, to ta wytrzymałościowa strona. Dużo biegałem, ale te zawody to inny poziom. W 2011 roku przebyłem na nogach 1500 km, średnio 62 dziennie. To ekwiwalent półtora maratonu, albo wejścia na Mont Blanc.

Czy masz specjalny plan treningowy?

W 2011 roku zacząłem przygotowania robiąc to, co uważałem za słuszne. Szybko uświadomiłem sobie, że to niewłaściwe. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak jestem słaby. Udałem się do Genewy do miejscowego, żeby ustawić trening. Zrobiliśmy testy, żeby zobaczyć w jakiej jestem kondycji i zbudowaliśmy plan treningu. W tym roku zacząłem przygotowania wcześniej. Chodzi o to by trenować mądrze, a nie ciężko, bo jeśli masz non-stop chodzić po górach, musisz być w najlepszej kondycji.

Jakiego specjalistycznego sprzętu używasz podczas wyścigu?

W tym przypadku najważniejsze jest, by twoje wyposażenie było lekkie i łatwe w użyciu. Gdy latasz w Pucharze Świata, zazwyczaj startujesz z góry określonego miejsca z oznaczonym rozbiegiem i zwykle niezłym zapleczem. Do takich zawodów masz najlepszy możliwy sprzęt. To skrzydła jak bolidy w F1, ale są też zazwyczaj bardzo ciężkie. W X-Alps nie masz pojęcia skąd będziesz startował, nawet często nie wiesz z której strony góry. Potrzebujesz wyczynowego skrzydła, które można szybko i łatwo wzbić w powietrze, a także lekkiego do noszenia. Cały zestaw waży około 8 kg, podczas gdy te do zawodów paralotniarskich 20. To duża różnica.


Na pierwszy rzut oka Red Bull X-Alps to zawody, w których każdy musi polegać wyłącznie na sobie, ale chyba nie jest to do końca prawda?

Z całą pewnością! To sport zespołowy, niezależnie od tego, co większość ludzi o tym sądzi. W 2011 każdy zawodnik miał jedną osobę wspierającą – w moim przypadku był to ojciec. W tym zasady zmieniły się i można mieć takie osoby dwie. W zasadzie jest to zespół naziemny, który podąża za tobą na ziemi w kamperze. Dostarcza jedzenia, ubrań, wsparcia morale i przygotowuje prognozę pogody. W zeszłym roku wziąłem ojca, który jest genialny, a w tym do zespołu dokooptowaliśmy Toma Payne’a. To brytyjski paralotniarz z dużym doświadczeniem, który będzie prawdziwym wsparciem w kwestii przepowiadania pogody.

Czy w zeszłym roku miałeś takie chwile, w których chciałeś się poddać?

W 2011, piątego dnia popełniłem mały błąd i próbując nadrobić stratę jeszcze ją powiększyłem i zszedłem z wyznaczonej trasy. Zrobiłem sobie przerwę w locie na czas deszczu. Zapowiadał się ulewny, niebezpieczny deszcz, a spadła lekka mżawka. Byłem przemoknięty i zobaczyłem sześciu gości szybujących przede mną. Źle przewidziałem pogodę i było to bardzo frustrujące. Skończyłem dzień w wiosce. Byłem przemoczony do suchej nitki i zdołowany. Chciałem rzucić ręcznik i poddać się. A potem zjawił się mój ojciec z jedzeniem i wyszło słońce. Byłem w miłej wiosce w Dolomitach i jakieś dzieci przyszły poprosić mnie o autograf. Potem lokalny pilot latający w tandemach zatrzymał się by zamienić ze mną kilka słów. Uświadomiłem sobie, że nie mogę się poddać mając takie wsparcie, a to było dla mnie dużo ważniejsze niż osobiste wyzwanie, z którym się mierzyłem.

Na pewno potem wydarzyło się więcej pozytywnych rzeczy?

Przedostatniego dnia szedłem łeb w łeb z trzema innymi zawodnikami. Dzieliła nas odległość kilometra. Tego ranka postanowiłem, że podejmę inną decyzję niż oni, to znaczy pójdę w inną stronę niż oni, by wystartować. Opłaciło się. Zdobyłem 60 kilometrową przewagę i zrównałem się ze zdobywcą czwartego miejsca. Byłem z siebie wtedy bardzo dumny.

Jesteś wielkim pasjonatem Red Bull X-Alps, nawet piszesz o tym książkę. Co cię do nich ciągnie?

Wszystko co niesie ze sobą ten wyścig. To zaczęło się w 2003 roku, jako coś niszowego. Na świecie aktywnie lata około 50 tysięcy osób. W 2011 roku impreza przyciągnęła dwa miliony widzów i kibiców. Przez lata z czegoś, co interesowało wyłącznie specjalistów, stało się czymś mainstreamowym. Można śledzić zawodników online – ludzie się od tego uzależniają… To jest właśnie najlepsze, pokazywanie ekscytujących rzeczy w mediach.

Jak zmieniło się Twoje podejście do startu w tym roku?

W tym roku mam podobne poglądy. Będzie trudniej, ponieważ jest więcej śniegu oraz mniej twardego lądu niż przed rokiem. Będę bardzo zajęty w maju i czerwcu ucząc się trasy i przygotowując, ale nie w samej strategii nie będzie wiele zmian.

Najtrudniejszy rajd przygodowy świata startuje 7 lipca w Salzburgu. W stawce jest Polak – Paweł Faron. Więcej na stronie zawodów: www.redbullxalps.com

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.