Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

31526 miejsce

Referendum do poprawki

Hipokryzja związana z nawoływaniem do niegłosowania w Warszawie ze strony PO, w Wadowicach, a wcześniej w Łodzi ze strony PiS-u, każe postawić pytanie o istotę i sens instytucji referendum.

 / Fot. PAP/Bartłomiej ZborowskiJedni mówią, że sensu w nim brak, że prawdziwym weryfikatorem są wybory. Inni wskazują, iż mieszkańcy muszą mieć w zanadrzu plan B, w postaci przedwczesnego odwołania swojego włodarza. Teorie są różne, ale najgorsze dla demokracji jest nawoływanie do odpuszczenia sobie głosowania, wtedy gdy jest to wygodne dla określonej partii lub polityka. Jak zatem zaradzić sytuacji, gdy wypełnienie swojego demokratycznego przywileju, a jednocześnie obowiązku w postaci zagłosowania, jest równoznaczny z głosem za pozostawieniem takiej czy innej osoby na funkcji burmistrza, wójta, prezydenta, natomiast głos przeciw, to nieuraczenie lokalu wyborczego swoją obecnością?

Jak wiadomo dla uznania ważności głosowania referendalnego konieczna jest odpowiednia ku temu frekwencja. W przypadku organu takiego jak prezydent miasta, ma to być 3/5 tych, którzy uczestniczyli pierwotnie w jego wyborze. Wiadomym jest także, że zbyt niski próg, od którego można przyjąć ważność referendum może przyczynić się do zbytniego "rozpolitykowania" i prawdziwej referendalnej plagi, co całkowicie zdeprecjonuje tę instytucję. Dlatego, być może pewnego rodzaju kompromisem wyborczym, mogłoby się stać wprowadzenie drugiego, alternatywnego kryterium uznawania ważności głosowania. Niechby było nim wprowadzenie zapisu co do tego, iż referendum uznaje się za wiążące, pomimo braku frekwencji, gdy głosów za odwołaniem jest dostatecznie dużo - np. 90 proc., 95 proc.. Reasumując, ważność głosowania zachodziłaby w pierwszej kolejności według dotychczasowych zasad, ale gdyby to nie dało skutku, to mimo wszystko referendum wiąże przy określonym procencie głosów za.

Przy takim rozwiązaniu nie mielibyśmy do czynienia z nawoływaniem do wyborczej bierności, ponieważ świadomość uzbierania chociażby 90 proc. byłaby skutecznym katalizatorem tego rodzaju zapędów. Z drugiej strony, oczywiście istnieje możliwość, iż np. 5 proc. mieszkańców może zdecydować o losach organu. Tyle, że taka sytuacja raczej zdarzyć się nie powinna - gdy wszyscy zainteresowani będą zachęcali do opowiedzenia się za taką czy inną opcją przy urnie wyborczej. Nie należy też zapomnieć o perspektywie mniejszych miejscowości, gdzie dużą część mieszkańców przed ewentualnym udziałem w referendum na obecnych zasadach, odstrasza właśnie małomiasteczkowość, to że każdy każdego zna, że "życzliwy" doniesie, iż Iksiński - nauczyciel z podstawówki (która podlega gminie) był na głosowaniu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Smutna prawda jest taka, że te wszystkie demokratyczne mechanizmy jakie są teroretycznie do dyspozycji obywatela są traktowane przez władze jak wrzód, no napiszmy na ręku, hasło jest mniej więcej takie " jak mam władzę to robię co uważam i z nikim liczył się nie będę"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.