Facebook Google+ Twitter

Referendum ws. odwołania prezydent Warszawy: pogwałcenie reguł

Mimo iż referendum okazało się niewiążące, to jest bardzo ważne. Pokazało degenerację partii władzy, która potrafiła zaciągnąć do orszaku przeciwników demokracji urzędującego prezydenta, Bronisława Komorowskiego i premiera Donalda Tuska.

Sonda

Czy podczas referendum w Warszawie doszło do nadużyć?

Hanna Gronkiewicz-Waltz dziękuje Warszawiakom grafiką. / Fot. Fot. Platforma ObywatelskaReferendum ws. odwołania Prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz okazało się nieważne. Platforma Obywatelska zaciera ręce, premier Donald Tusk cieszy się, że "znów przywitał pięknie nas, warszawski dzień". Radna Elżbieta Igras z Ursynowskiej Platformy wyznaje na facebooku miłość do stolicy, gratulując jej wybranie grzybobrania zamiast głosowania, a wybitny aktor nie ukrywający swoich politycznych sympatii, Daniel Olbrychski żądą od prezesa opozycyjnej partii zapłacenia za referendum. Zamiast refleksji dlafczego aż 94 proc. spośród 25 proc. głosujących Warszawiaków powiedziało NIE dla dalszych rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz, rządząca partia uderza w hurraoptymistyczne tony i triumfalizm. Najbardziej cieszą się Ci politycy PO, którzy czerpią frukty ze zgodnej współpracy z ratuszem, jak ultrakatolicka posłanka Joanna Fabisiak otrzymująca dla swojej fundacji rokrocznie 200 tysięcy złotych od ratusza.


Mimo iż referendum okazało się niewiążące, to jest bardzo ważne. Pokazało degenerację partii władzy, która potrafiła zaciągnąć do orszaku przeciwników demokracji urzędującego prezydenta, Bronisława Komorowskiego i premiera Donalda Tuska. Nie wahała się robić kontroli meldunku wyborcom dopisującym się do spisu o czym dowiedzieliśmy się od radnego niezależnego, Krystiana Legierskiego. W spisach wyborców figurowały osoby zmarłe, co skutecznie podwyższało próg frekwencji. Zmiana paradygmatu z głosowania TAK lub NIE na pójście lub niepójście na referendum skutecznie zniszczyła tajność głosowania.

Jak najgorsze świadectwo wystawiła sobie "Gazeta Wyborcza". Największy dziennik dzień przed ciszą wyborczą porównywał biorących udział w referendum do "pożytecznych idiotów", podczas ciszy, nawoływał do bojkotu głosowania wrzucając deklarujących udział w głosowaniu do kategorii zwolenników PiS i Jarosława Kaczyńskiego. "Gazeta" nie udawała neutralności i tu niestety (poza sympatią do obozu władzy) również można przypisać dość nieczyste intencje: dziennik, a w szczególności jego stołeczne wydanie jest beneficjentem reklam z Ratusza, następca Hanny Gronkiewicz-Waltz, mógłby zdywersyfikować miejsca, w których publikuje ogłoszenia, będące głównym źródłem utrzymania "Stołecznej".

Tak jak "Gazeta" nie zachowała neutralności, tak Sojusz Lewicy Demokratycznej (z kilkoma chlubnymi wyjątkami takimi jak szef młodzieżówki i członek zarządu partii, Grzegorz Gruchalski) okazał się cichym sojusznikiem Hanny Gronkiewicz-Waltz, referendum nazywając PiS-owską hucpą. Jest to klasyczne obwąchiwanie się partnerów przed przyszłą koalicją w Radzie Warszawy. SLD pokazało, że nie będzie walczyć o realizację socjaldemokratycznego programu na szczeblu stolicy, za to wypina pierś do podziału rad nadzorczych w miejskich spółkach. Zresztą obiecał to już Włodzimierz Czarzasty, gdy został wybrany na szefa mazowieckiego Sojuszu. Sojusz jest głodny władzy i dla Platformy stał się bardzo tanim partnerem, a dla wyborców niewiarygodną alternatywą.

Główne partie polityczne i część mediów wychodzą z referendum przegrane - pokazały, że są w stanie istotnie naginać reguły dla osiągnięcia partykularnych celów. Tworzy to niebezpieczny precedens - gdy np. PiS kiedyś zachowa się podobnie, z pewnością będzie mówił "Platforma robiła tak samo".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Myślę, że nie powinno się płakać nad rozlanym mlekiem, ponieważ PiS po raz kolejny okazał się partią niezdolną do wygrywania wyborów. Może trzeba było spokojnie czekać aż Piotr Guział i jego ruch obywatelski doprowadzi do referendum, a tuż przed referendum (tak jak inni) zachęcić swój elektorat do wysokiej frekwencji. Mieszkaniec Warszawy tuż przed referendum prawdopodobnie nie wiedział na kogo w końcu głosuje. Nawet Piotr Guział stwierdził, że odebrano mu referendum i je upolityczniono. A przystawki takie jak Kalisz, Palikot i inni chcieli niby poprzeć, lecz bali się włączyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.