Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11814 miejsce

Refleksje przy herbatce z koki

W szafce w kuchni zawsze trzymam zapas liści koki. Ale nie siedzę w więzieniu, tylko przy stole w domu w Limie, pijąc zaparzony z nich napar. I piszę ten tekst.

 / Fot. Maciej MalachowskiArtykuł nie będzie z kosmosu, bo liście koki nie wywołują halucynacji, ani weny twórczej. I nie uzależniają. O wiele trudniej odstawić mi kawę przywiezioną z Polski. Ta miejscowa jakoś mi nie smakuje. Herbata z suszonych liści koki też nie smakuje, bo... nie ma żadnego smaku. Mógłbym je żuć, ale są dla mnie za gorzkie. Dlaczego więc je spożywam? Bo jestem przeziębiony i osłabiony, a nic tak nie wzmacnia organizmu, jak napar z liści koki.

Nie zaopatruję się w nie w kartelu narkotykowym, tylko u kobieciny na targowisku. Kilogram kosztuje 25 soli (około 25 zł), ale nie kupuję naraz aż tyle. Za kilka dekagramów, które widać na zdjęciach, zapłaciłem jednego sola, czyli złotówkę. Liście handlarka przywozi do Limy z Cusco, stolicy dawnego państwa Inków i właśnie od tego miejsca trzeba zacząć, gdy się chce powiedzieć coś o koce.

U Inków koka uosabiała obecność bogów na Ziemi, dlatego pola uprawne traktowano jak sanktuaria. Ten, kto spożywał kokę, miał wszystko – szczęście, miłość, szacunek, a nawet "chody" u zmarłych przodków. Miał też końskie zdrowie. Kiedy Hiszpanie podbili inkaskie imperium, nie mogli nadziwić się górskim pasterzom niezwykle odpornym na zimno, tragarzom nie odczuwającym głodu i zmęczenia, ani górnikom ciężko pracującym praktycznie bez wytchnienia. Tajemnica tkwiła w koce. Bez jej zażywania Inkowie szybko tracili siły i zaczynali chorować.

Nie muszę wierzyć w te przekazy, bo o działaniu koki mogę się sam przekonać. Jej liście służą mi za dobre lekarstwo. Bo tak jest w istocie. Doświadczalnie stwierdzono, że roślina ta wzmacnia organizm, pomaga astmatykom, uśmierza bóle brzucha, łagodzi skutki oparzeń, stabilizuje ciśnienie, przyspiesza gojenie ran. Znane są też przypadki leczniczego działania koki w chorobach wenerycznych, żółtaczce oraz przy zapaleniach i obrzękach płuc. Ale od kiedy w 1859 roku niemiecki chemik A. Niemann wyizolował kokainę z liści koki, jej wizerunek zmienił się diametralnie. Stała się rośliną zakazaną niemal we wszystkich krajach i utożsamianą z narkomanią, korupcją i przemocą. Zupełnie niezasłużenie, bo to tak, jakby oskarżać ziemniaka o to, że na świecie pędzi się bimber i ludzie wpadają w alkoholizm.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

vegas
  • vegas
  • 30.04.2012 23:11

Wyślij mi pare listek ;D heh

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za ciekawą refleksję.

Jaka szkoda, że muszę żyć w takim ciemnym i zacofanym kraju jak Polska.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Yerba mate przywożona jest do Polski. A niewielką ilość liści koki można przywozić czy nie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kokę wolę postrzegać jako specyfik medycyny ludowej.
Czaju nie próbowałam; może i mnie podobała by się :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

A już myślałam, że autor pojechał do Peru w celach badawczych, aby zbadać ile jest cukru w cukrze. Pozdrawiam ze Starachowic_Zdrój.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i prosze, jaka ciekawostka. Podobne działanie, ale bez zakazów ma chyba herbata mate?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kartele narkotykowe mają wystarczająco rozwinięty i zasobny "aparat perswazji", aby utrzymywać na świecie prawne sankcje dotyczące narkotyków. Z chwilą legalizacji narkotyków, natychmiast, w ciągu jednej chwili, ich kilkuset-kilkutysięczno procentowy biznes przestałby istnieć. Tort jest wielki. Wystarczy kawałeczek dla wszystkich prawdziwych decydentów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.