Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

67105 miejsce

Refleksje z bagna i łajna

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-09-16 11:21

Piłki nożnej za bardzo nie lubię. Kiedy jednak zdarza się czasem biegać po zarośniętej bieżni wokół boiska piłkarskiego, to chyba można coś o nielubianym przez siebie sporcie napisać...

Pierwsze okrążenie.Wszechogarniający żenujący bełkot, który rozpoczął pan Szpakowski pod koniec meczu ze Słowenią, bełkot na poziomie prawie (?) całej polskiej piłki nożnej, która zdaje się być synonimem tego, co w sporcie może być najgorsze i najpodlejsze. Tony analiz porażek, podwórkowe analizy psychiki pana Beenhakkera, znęcanie się nad gamoniami zarabiającymi koszmarne pieniądze za upiorne nieudacznictwo. Mamże ja, spokojny, skromny wiejski nauczyciel, który lubi sobie pobiegać i pobloogować zejść do poziomu pezetpeenowskiego bagna zmieszanego z beenhakkerowskim łajnem. Zaryzykuję.

Trzecie okrążenie. Jestem gorszy od pezetpeenowskich błotogrzebów i kałołapów. Słyszałem, że podobno cieszyli się, widząc, że mecze eliminacji do mundialu Polakom się nie układają. Jam, niegodny, wcześniej od nich nie życzyłem naszym piłkarzom zbyt dobrze. Źle im życzyłem. Taki wróg ojczyzny, który chciał, aby reprezentacja jego kraju odpadła z rozgrywek. Żal mi było paru nędznych groszy, które wydawano na cenne dla team spirit wyjazdy do RPA, na
pracowników zajmujących się reprezentacją, na pensje, mieszkania, przywileje pana Beenhakkera. Przecież wydać je na szkolenie młodzieży na tak zapyziałych wiochach jak mój Unisław to pomysł co najmniej poroniony. Przecież w dobie kryzysu nie można za wiele wymagać. Przecież dostajemy orliki, które nie wiedzieć dlaczego niektórzy każą panu Drzewieckiemu wsadzić sobie wiadomo gdzie. Wiadomo, wsiur taki jak ja za wiele nie zrozumie.

Piąte okrążenie. Przypomina mi się jeden z moich ulubionych bloogów. Bloog pana Barnaby barnaba.bloog.pl. I kilka myśli tam zawartych. Myśli, które nie wymagają mojego komentarza, a jedynie tylko skorzystanie z umiejętności kopiowania i wklejania treści...

Nawet trudno powiedzieć - duch był słabszy, czy ciało, bo jedno i drugie było mało sportowo-wyczynowe. I to w reprezentacji specjalności sportowej, która jak żadna z pozostałych ma wszystko, z ptasim mlekiem włącznie. Związek najbogatszy, marne ligi biją rekordy wpływów reklamowych, pensje niebotyczne, transfery... z poprzeczkę jeszcze wyżej. Wszystko - jak w światowej elicie, tylko granie coraz bardziej prowincjonalne. Tylko mania wielkości niezmienna...

Będzie teraz - łatwo przewidzieć - „mecz z Beenhakkerem". Że zły, że zadufany. Że uparty, arogancki. Że się wypalił i za szybko zgasł ogień, który kiedyś przywiózł. Że za dużo „for money". Że trzeba było wystawiać więcej młodych i stawiać na granie ofensywne... i tak dalej. Od skandowania „Leo-Leo" - do szukania jednoosobowej odpowiedzialności za wszystko. Szkoleniowca nie bronię - jego umowa i jego honor - ale... z piasku bicza się nie ukręci. A piszę to dlatego, by ktoś za łatwo nie uznał, że „mecz ze szkoleniowcem" sprawę jakości piłki pozytywnie rozwiąże oraz ustawi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.