
Prezes Centralnego Banku w Hararze Gideon Gono podjął decyzję o wprowadzeniu nowych pieniędzy ze skreślonymi dziesięcioma zerami. System fiskalny nie wytrzymywał już wydawania banknotów o to tak dużych nominałach. Każdy obywatel chcący zrobić nawet najbardziej podstawowe zakupy musiał zabierać ze sobą torbę pieniędzy. Reforma polega na drastycznej zmianie nominałów wypuszczonych do użytku. I tak, od teraz najwyższym obowiązującym będzie banknot 500-dolarowy, a najniższym dolarowy. Stara waluta będzie ważna do końca roku. Do użytku weszły również monety.
Przyczyną tej decyzji jest szalejąca inflacja, która według słów prezydenta Roberta Mugabe jest "zmorą" Zimbabwe. W opublikowanym w połowie lipca raporcie władz przekazano, że poziom inflacji przekroczył 2,200 000 proc. Szef Centralnego Urzędu Statystycznego Moffat Nyoni zastrzegł jednak, że są to dane jedynie przybliżone ze względu na ograniczoną ilość danych. Według nieoficjalnych źródeł jest ona jeszcze wyższa.
To nie pierwsza tego typu reforma fiskalna stworzona przez rząd Zimbabwe. Rok temu "skreślono" zaledwie trzy zera i skutkiem tego były rosnące ceny niemal z dnia na dzień. W ciągu kilku miesięcy obywatele znów zaczęli płacić za podstawowe produkty milionami.
Hiperinflacja zaczęła zbierać swoje żniwo od 2006 r. kiedy przekroczyła poziom 1000 proc. Sprzedawcy musieli zmieniać ceny produktów niemal kilka razy dziennie. Wskaźnik PKB spadł o kilkadziesiąt punktów procentowych, zaś rzesza bezrobotnych w Zimbabwe sięgnęła 80 proc. Dodatkowo epidemia AIDS zaczęła zataczać coraz większe kręgi. Sytuacja obecnie jest dramatyczna, w sklepach nie ma najbardziej podstawowych produktów takich jak choćby ryż, nie wspominając o mięsie. Ceny żywności zostały zamrożone przez rząd przez co na ogół mieszkańców Zimbabwe nie stać na choćby jeden posiłek dziennie. Brakuje również wody a przerwy w dostawach elektryczności są coraz dłuższe. Sytuację pogarsza fakt, że obywatele Zimbabwe nie mogą liczyć na pomoc państw europejskich i Stanów Zjednoczonych, które obłożyło kraj embargiem.
Mieszkańcy Zimbabwe o całą sytuację obwiniają rządzącego prezydenta Roberta Mugabe, który w ciągu 28 lat swojego panowanie doprowadził kraj do ruiny. Przed rozpoczęciem jego rządów Zimbabwe było uważane za spichlerz Afryki. Jednak przeprowadzona przez Mugabego reforma rolna, polegająca na wywłaszczeniu białych osadników i oddanie wielkich farm rolnych kombatantom walki o wolność stała się przyczynkiem do obecnej sytuacji. W czerwcowych wyborach prezydenckich, w których jedynym kandydatem był Robert Mugabe po wycofaniu się faworyta Morgana Tsvangiraniego, doszło do krwawego stłumienia opozycjonistów. Dopiero po reakcji państw Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i Unii Afrykańskiej rząd zaczął rozmawiać z opozycją - Tsvnagiraniemu zaproponowano stanowisko III wiceprezydenta. Drogą do zażegnania kryzysu według Roberta Mugabego jest wzrost produkcji „Im więcej będzie dóbr, tym mniejszy będzie popyt... gdy zmniejszy się popyt spadną i ceny”. Nie powiedział jednak jak zmierza się do tego zabrać.
źródła: gazeta.pl, afryka24.pl, news.bbc.co.uk