Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

173900 miejsce

Reguła Chamforta

Zdzisiu cieszy się w swojej wsi opinią miejscowego bogacza. I słusznie, bo small-biznes, który go wessał, z racji prostego połączenia dwóch inicjatyw, pozwala mu na skuteczne wiązanie końca z końcem.

Zdzichu wozi rodziny na uroczystość wojskowej przysięgi oraz prowadzi mały sklepik spożywczy, według ostatniej mody zwany buńczucznie… marketem. Zdzisek, jak przystało na mężczyznę z wyraźną tendencją do tycia, jest człowiekiem pogodnym i pełnym wiary. Także tej, co w każdą niedzielę każe mu uczęszczać na mszę do parafialnego kościółka. Sterroryzowany wspomnianą opinią Zdzich, w czas tak zwanej tacy czeka zawsze na księdza z papierkową dyszką w dłoni. I skromnie milczy. Kiedyś jednakże nie wytrzymał i musiał się odezwać.

A było tak: Gdy skryty w garści banknocik, niczym kwiat, miał już wylądować na szarym bilonie przykrywającym dno koszyczka, doszedł go nagle zdumiewający szept zaprzyjaźnionego proboszcza: – Mało coś dzisiaj.
Zdzisiunia na moment zamurowało. Ale w chwilę potem, widać pod wpływem refleksu zgorzkniałego przedsiębiorcy, zdobył się na błyskawiczną ripostę, z której później przyszło mu się spowiadać:– Pieniądze szczęścia nie dają – proszę księdza. Pasterz obrzucił go pełnym nagany spojrzeniem i z miną człowieka, któremu przed momentem wyrwano ząb, rozpłynął się między ławkami.

Ulicami miasteczka K., dzień w dzień, z roszczeniowym wyrazem w przekrwionych od bełta oczach, snują się młodzi żebracy. Podchodzą i zamiast prosić, żądają. Kierowany szkolną zażyłością, a także faktem, że nigdy nie wiadomo co człowieka spotka - bywa - wspieram ich jakąś sumką, która, jeśli znaczna, zawsze wyzwala u nich reakcję z pogranicza nienawiści.

Innym razem, znad pewnego domu wiatr zerwał dach. To nie był mój dach, nie osłaniał mojego mieszkania. Jednak, bez względu na to, postanowiłem go naprawić. Rezultat z tego taki, że współmieszkańcy przestali mi odpowiadać na moje „dzień dobry”. Dawanie, to bezinteresowne zwłaszcza, natrafia na niechęć obdarowywanych. Widać, że tracona w momencie brania siła odradza się w nienawiści do darczyńcy. To nawet ludzkie. Tylko cóż z tego, skoro poniżej odczuwania czworonogów.

Takie i inne przemyślenia naszły mnie w czasie lektury „Reguły Chamforta”: „Uczucie, jakie żywimy do naszych dobroczyńców, przypomina wdzięczność, jaką odczuwamy wobec dentystów w trakcie wyrywania zęba”. Po krótkim namyśle postanowiłem niczego dobrego od Ciebie nie oczekiwać – Drogi Czytelniku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

+ :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moja babcia mawiała: nigdy nikomu nie pomagaj na siłę. Tylko wtedy, gdy wyraźnie o to prosi i w takim zakresie jaki sam określa.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.10.2007 19:42

+
Prawda:) Przyjmowanie Daru jest trudne. Dziwne uczucia temu towarzyszą...od zażenowania...poczucie dyskomfortu...po reakcje jakie Pan opisał, a to z tytułu przerobienia mentalnie Daru w rzecz, która się NALEŻY. Bo tak jest łatwiej. Lub też przelanie na Darczyńcę własnych pogmatwanych nieprzepracowanych emocji. Zasada Lustra.
Branie..to wyższa szkoła jazdy, hahaha! A niektórym..pozornie..przychodzi tak łatwo;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.