Facebook Google+ Twitter

Reklama w medycynie, czyli pomieszanie z poplątaniem

Pastylki na grypę, pastę leczniczą do zębów, coś na zgagę i uspokojenie. Do tego jakieś dobre witaminy. Mogą być te, co to ostatnio reklamują. A wszystko to z polecenia Goździkowej... Takie zamówienia często ratują niejedną aptekę.

 / Fot. ElsBrinkerink at nl.wikipedia/CC 3.0Wprowadzenie

"Reklamą produktu leczniczego jest działalność polegająca na informowaniu i zachęcaniu do stosowania produktu leczniczego, mająca na celu zwiększenie liczby przepisywanych recept, sprzedaży lub konsumpcji produktów leczniczych" - tyle powszechnie znana definicja. Według mnie, pod pojęciem produktu leczniczego trzeba rozumieć również usługi medyczne.

Wzruszająca troska

Zadziwiający jest sposób myślenia ludzi otumanionych reklamą. Dobrze o tym wiedzą specjaliści od reklam. Działa tutaj zasada skojarzeń. Na rynku jest duża liczba preparatów "coś tam robiących", ale pacjent czy klient będąc w aptece, sklepie czy na wizycie u lekarza zapyta zawsze o lek czy suplement diety ten, który wświdrowała mu do głowy wszechobecna reklama.

Wdzierająca się reklama do dystrybucji leków stworzyła sielankowy, nierzeczywisty świat. Teraz ustawodawca chce nas przed tą ułudą bronić różnymi zakazami. Chce wszystko skodyfikować, poukładać i według własnych wyobrażeń osłaniać słabszych, czytaj mało myślących ludzi, skoro w te reklamowe brednie bezkrytycznie wierzą. Czyżby powrót do wszechobecnej ingerencji państwa?

Z rynku niedoborowego, nagle zrobił się rynek obfitujący w nadmiar leków, zwłaszcza tych generycznych. Każda firma chce swoje produkty w jakiś sposób zaimplementować na rynku. Obserwuje się istny wyścig z cenami w dół, dla pacjenta w aptekach. Wszyscy znają leki "za grosik" lub "za złotówkę", ale przecież nie ma nic za darmo na tym świecie. Ktoś do tych leków musi dopłacać. Jest w związku z tym drugi wyścig, mniej widoczny dla pacjenta, po pieniądze od NFZ-u, w formie refundacji za leki.

Czy chcemy naprawdę przejmować same głupoty z poletka amerykańskiego, gdzie szczytem będzie skarżenie producentów papierosów za legalne wypuszczanie na rynek toksycznego produktu?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Panie Marku - moge sie mylic, ale wydaje mi się, że z tańszymi zamiennikami może zaistnieć dość zasadnicza rożnica na niekorzyść pacjenta, jeśli ma on problemy gastryczne, przebył chorobe trzewną itp. ma problemy z wątrobą, trzustka itp.
Podejrzewam, że wiele leków doustnych w pewnych szczególnych warunkach nie pomaga, bo się z przewodu pokarmowego nie wchłaniają należycie, albo - dają nagłe i nieprzewidziane skutki; jak w podanym przez Pana przykładzie. (poznałam na własnej skórze i dostaję BonVivę na oddziale w procedurze NFOZ = 3 razy w roku)
Tak więc farmaceuta będzie proponował, a pacjent na własną odpowiedzialność (i kieszeń) będzie decydował o jakości swojej kuracji. Może sie więc zdarzyc, że leczenie skutków tańszego zamiennika będzie o wiele kosztowniejsze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo, rozumiem pani dezaprobatę wobec rzeczywistości, jaką mamy w reklamie funkcjonującej w zakresie ochrony zdrowia.
Chcę dorzucić swój kamyczek do tego ogródka i wskażę duże niebezpieczeństwo polegające na nadmiernej ingerencji w kształtujący się wolny rynek medyczny. Rozumiem wszystkie argumenty przeciw całkowitej wolności w tym zakresie, ale wszechobecne "państwo" w tej dziedzinie działalności człowieka już mieliśmy.

Ostatnio obserwuję bardzo niebezpieczne zjawisko w stosowaniu leków. Mianowicie, coraz częściej za przyzwoleniem Ministerstwa Zdrowia i NFZ w mediach forsowana jest filozofia tańszego leku. Na farmaceutów nakłada się wręcz obowiązek informowania pacjentów, o możliwości zamiany leku na tak zwany odtwórczy lub generyczny. Jest to wpychanie farmaceuty w proceder aktywnego zalecania, promowania czy reklamowania specyfików nie zawsze najwyższej jakości.
"Przecież to jest to samo, a w dodatku tańsze!" - słyszy pacjent coraz częściej w aptece.

Przedstawię jedną z moich obserwacji. Było to w nieodległych czasach, gdy "panował" jeden tylko amerykański alendronian na rynku, lek służący do leczenia osteoporozy. Dość zamożna kobieta, która już długo go używała, poprosiła mnie o wypisanie leku generycznego wchodzącego na nasz rynek, tłumacząc, że przecież jeżeli został dopuszczony do obrotu i jest dużo tańszy, to ona jest zdecydowana.

Pierwsze opakowanie użyła i wszystko było dobrze. Natomiast, gdy zaczęła przyjmować lek z drugiego opakowania druga kolejna tabletka rozpadła się w jamie ustnej powodując w kilku miejscach owrzodzenia. Chorzy, którzy te leki przyjmują, wiedzą, że lek musi znaleźć się natychmiast w żołądku, czyli w środowisku kwaśnym. Pech chciał, że tej pani tabletka rozpadła się w ustach, gdzie środowisko nie ma wymaganej kwasowości i spowodowało to wspomniane owrzodzenia (wcale nie wykluczam, że mogła nie zastosować do końca zaleceń przyjmowania tego specyfiku). Ta pani zrozumiała, dlaczego jednak markowe leki kosztują więcej i zapowiedziała, że już nikt jej nie namówi na jakiś lek generyczny, co uważam za nadmierną reakcję na to wydarzenie.
Inna sprawa, że oryginalne leki zbyt dużo kosztują. To jest jednak zupełnie odrębne zagadnienie.
Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku - bardziej byłabym skłonna nazywać reklamę, o ktorej Pan pisze, reklamą w handlu lekami i preperatami lekopodobnymi.
Niewiele ma to wspólnego z medycyną i ludzie otumanienia cudownymi właściwościami pseudo-leków, czyli suplementów diety najcześciej, skłonni sa kupic każde g..., zeby sobie poprawić: komfort żarcia - bez ataków wątroby, wzdęcia i zgagi, wygląd - żeby urosły piekne włosy i cudowne paznokcie, ilość rozumu - bo im się oleum z pastylek prosto do głowy dostanie itp.itp.
Całość obłędu czyli naszego systemu lecznictwa można podsumować słynnym "Nie o take Polske..."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki za wspierające słowa, Pani Ewo.
Oczywiście, że artykuł mogłem napisać w innym tonie. Lepiej byłoby wesprzeć decydentów w administracyjnej walce ograniczającej agresywny marketing. Ale uważam, że jest to polityka krótkowzroczna i wolałbym raczej, pokazać czytelnikom, w których miejscach dają się manipulować. Wyrobić zdrowsze podejście do tego, co reklama nam "wciska". Należy być zawsze bardzo czujnym i krytycznym, bo inaczej Goździkowa przejmie inicjatywę.

Mogłem napisać w takim oto stylu.
Świetnym przykładem robienia krzywdy pacjentom przy pomocy reklamy jest wypuszczenie na rynek bez recepty leków osłonowych dla żołądka. Każdy pamięta owe "już w porządku mój żołądku", a lekarze wykonujący endoskopię (badanie żołądka połączone z oglądaniem jego błony śluzowej) zastanawiali się skąd wzięło się coraz więcej krwawień z przewodu pokarmowego. Po wnikliwej obserwacji okazało się, że niewłaściwe połączenia szeroko reklamowanego leku z lekami z grupy niesterydowych leków przeciwzapalnych (NLPZ), były tego przyczyną. Znalazłoby się jeszcze coś więcej, ale nie chciałbym wylewać dziecka z kąpielą. Musimy nauczyć się krytycyzmu wobec reklam. To już przecież nie o medycynę w tym przypadku chodzi.
Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widać jak na dłoni, Panie Marku, a świadczy o tym niska ocena Pana tekstu, że ludzie wolą być oszukiwani i manipulowani przez głupawe reklamy leków, niżby chciało im się spojrzeć realistycznie na to co Pan tutaj wyłożył. Ech... Pana artykuł oceniam na 5* a nawet na 5* z plusem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku: Faktycznie trzeba mieć w sobie sporo luzu (tekst został zamieszczony w MTG - Na Luzie), czyli dystansu do reklam leków - serwowanych nam nieustannie tu ówdzie. Mnie osobiście wyjątkowo śmieszy pewna ratowniczka TOPR-u, która zażywa pewien środek na przeziębienie i już jest w pełni gotowa do akcji ratowania jakiegoś nieszczęśnika. Nawet już nie wspomnę o pewnym specyfiku - ratującym tych, którym zdarzyło się zachorować na grypę żołądkową. Rozmowy pasażerów w pociągu zmierzającym ze Szczecina do Krakowa (i dalej) na temat skuteczności pewnego medykamentu powstrzymującego zgagę - przyprawiają mnie o rechotanie pępka. Skoro jednak reklama tych produktów farmaceutycznych jest skuteczna - znaczy się, że ich autorzy dobrze wiedzą jak ludziom zamącić w głowach.
Acha! Donoszę przy okazji, że jedna z aptek na moim osiedlu już padła. Widocznie jej byli klienci jednak są odporni na głupoty serwowane z ekranów telewizyjnych. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.