Facebook Google+ Twitter

Rekrutacja na studia - bitwy ciąg dalszy

Na większości polskich uczelni dobiega końca rekrutacja na studia stacjonarne. Miejsca pozostały już tylko na niewielu kierunkach, które nie cieszą się zwykle popularnością. Większa część kandydatów oficjalnie stała się już studentami i po wielu stresach może w końcu odpocząć.

Jeśli się nie udało

Pozostają jednak ci, którym w pierwszym naborze się nie udało. Są źli, rozżaleni, ale i pełni nadziei, że może jednak zwolni się miejsce. Co więc dalej? Czekać i liczyć na kolejne etapy rekrutacji, czy może już rozglądać się za jakąś alternatywą? Wielu z nich obok kierunku marzeń, postawiła również na inne, które miały stanowić ewentualną asekurację. Nadchodzi chyba czas, by z niej skorzystać.

Zaglądając na fora internetowe największych polskich uczelni napotykam na wiele osób zawiedzionych, jednak o bliżej sprecyzowanych planach. Moją uwagę zwraca to, że większość kandydatów kryje się pod swoimi numerami PESEL. Tylko cyferki. Trochę to bezduszne, bo przecież za nimi jest żywy, młody człowiek, jego historia, plany, marzenia, ambicje i często niespełnione nadzieje. Próbuje więc poznać kilka historii ukrytych pod tajemniczym kodem.

Co dalej?

Paweł. Skończył dobre liceum. Myślał o psychologii. Jednak podszedł do sprawy praktycznie. Jak twierdzi, ogromna popularność tego kierunku i zwiększająca się ilość jego absolwentów pozbawia szans na pracę. Choć czuje, że spełniłby się w tym zawodzie to rezygnuje. Przy rekrutacji mogłoby być ciężko. Wybiera socjologię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, która również go interesuje. Niestety. Nie udaje się. Przynajmniej na razie. A szkoda. W Toruniu ma wielu znajomych, a magia miasta go oczarowała. Czeka więc dalej, choć nie rozbudza w sobie wielkich nadziei. Przypomina mu się początek roku w klasie maturalnej. Wielkie plany i marzenia, a później wyniki matur i niestety rozczarowanie. Wśród kandydatów chodziły jednak pogłoski, że progi przyjęć mają się obniżyć. Dano mu nadzieję, jednak na krótko. Paweł ma alternatywę. Dostał się na politologię w Bydgoszczy, więc zamierza tam podjąć studia. To nie do końca to, o czym marzył, ale zapewnia, że za rok poprawi wyniki matury i po raz kolejny spróbuje zdobyć Toruń. Nie martwi sie na zapas, bo twierdzi, że w życiu da sobie radę. W przyszłości chce pracować z ludźmi. Ma wiele pomysłów, dlatego nie opuszcza go dobry nastrój.

Ludzi w tej sytuacji tak pozytywnie nastawionych spotykam niewielu. Bo choć życie nie kończy się na studiach, to dla licznej grupy było to ogromnym marzeniem, a gdy się nie spełnia, to zawsze boli.

Jakaś alternatywa?

Klaudia nie dostała się na żaden kierunek. Podobnie jak Paweł wybrała Toruń. Postawiła na ochronę środowiska i biologię. Nie powiodło się. Czy tego właśnie chciała? Nie. Pragnęła studiować medycynę, ale jak wielu maturzystom, wyniki egzaminu dojrzałości zweryfikowały plany. Zostawiła więc marzenia za sobą i wybrała mniej oblegane kierunki. I choć się nie udało, to nadal czeka z nadzieją. Bo w końcu jest 2 tura, później trzecia. Może się uda. A jeśli nie? Pozostaną przygotowania do matury za rok i praca w rodzinnym mieście. Chyba, że zdecyduje się na studia zaoczne. Twierdzi, że zdecydowanie za dużo w przeciągu ostatniego pół roku było sytuacji stresujących. Nie każdy to wytrzymuje. Jest zdania, że uczelniane forum to dobre źródło informacji. Można również spotkać ludzi w podobnej do swojej sytuacji. Pomaga? Nie bardzo. Wciąż pozostaje żal.

Podczas gdy wielu spełniło już swoje marzenia i stawia sobie kolejne cele, oni wciąż starają się pokonać przeszkodę postawioną na swojej drodze. Bo za nią są ich pragnienia, cele, ambicje. Część ich życia.

Prób ciąg dalszy

Alicję spotykam na forum Uniwersytetu Warszawskiego. Bardzo chciała się tu dostać. Głównie ze względu na prestiż uczelni, ale także rodzinę i znajomych w Warszawie. Wyniki matury? No cóż, myślała, że stać ją na więcej. Chciała studiować ekonomię. Po odebraniu maturalnego świadectwa poddała się. Wybrała kierunki pokrewne na kilku uczelniach. Mniej oblegane. Tu niestety również się nie udało. Co dalej? Czeka. Może uda się w 2 turze dostać na geografię, a jeśli nie, wybrała również wieczorową informatykę. Alternatywą pozostaje stacjonarna fizyka. Jak widać opcji jest wiele, niestety to nie ekonomia. Zapewnia, że za rok spróbuje. Nie zrezygnuje z marzeń, tylko ze względu na jedną porażkę. Wspiera ją zarówno rodzina jak i przyjaciele, dlatego też łatwiej jest znieść stres. Teraz najbardziej liczy na geografię. "W końcu nadzieja umiera ostatnia"- mówi z nadzieją.

Rekrutacja na studia. / Fot. Gazeta Krakowska Katarzyna ProkuskaJako, że chętnych na medycynę było bardzo wielu, spotykam kolejną kandydatkę, która wciąż wierzy, że się dostanie. "Może zabrzmię banalnie, ale ja po prostu chcę leczyć ludzi" - mówi. Medycyna to kierunek marzeń, niestety bardzo wielu osób - dodaje ze smutkiem. Ma zamiar próbować do skutku. Postawiła na jeden kierunek na kilku uczelniach. Jeśli nie uda się w tym roku to w kolejnym. Oczekiwanie bardzo męczy. Chciałoby się trochę odpocząć od zamieszania, a tu wciąż trzeba wpatrywać się w monitor i patrzeć czy, aby nie przesunęła się lista przyjętych. Stres? Ogromny. "Dużo jem, to mnie uspokaja" - twierdzi.

Do rozmowy włącza się Magda. Chce być tłumaczem przysięgłym języka niemieckiego. Niestety póki co, to nadal tylko marzenie, bo nie dostała się na filologię germańską. Matura ją rozczarowała. Była przekonana, że wyniki będą lepsze. Postawiła na jeden kierunek, ale aż na sześciu uczelniach. Nie dopuszcza do siebie myśli, że się nie uda. Musi się udać. Nie chce żadnej alternatywy. Ma ściśle określone plany, ale najpierw musi skończyć studia. Stres jest ogromny. Nie jest łatwo zasnąć, gdy wciąż myśli się o tym, że nasze marzenia się oddalają. Najbardziej chciałaby dostać się do Torunia. Wielu znajomych, świetna atmosfera. A czy się uda? Nadal na to liczy. Wydaje się być pozytywnie nastawiona. W tej sytuacji to spore osiągnięcie.

Tylko wytrwałość i nadzieja

Przed nimi kolejne dni wyczekiwania, aż na monitorze komputera pojawi się upragnione zdanie: kandydat został zakwalifikowany na studia. Można życzyć im jedynie wytrwałości.

To tylko kilka historii spośród tysiąca im podobnym. Niestety nie wszystkim może się udać. W końcu po to jest rekrutacja, by wyłonić najlepszych. Jednak każdy, bez wyjątku wiąże z nią jakieś nadzieje i plany. A kiedy się nie udaje uważa za swoją porażkę. Niektórzy się nie poddają i mają zamiar próbować w kolejnych latach, pozostali biorą to co daje im los, a jeszcze inni szukają nowego pomysłu na życie. Każda z tych historii znajdzie kiedyś zakończenie. Pozostaje tylko wierzyć, że będzie ono szczęśliwe.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Skąd ja to znam? Poprzedni rok kończył się dla mnie tragicznie - nie dostałem się na studia stacjonarne we Wrocławiu /UWr/ i na domiar złego nie przygotowałem sobie żadnego planu "B" w razie niepowodzenia. Nie popełnijcie tego samego błędu! Przez rok musiałem uczęszczać do szkoły policealnej na "prawo i administrację" ponieważ do końca wierzyłem, że "musi się udać, przecież to TYLKO kilkanaście osób do przeskoczenia". Studia niestacjonarne /czy to państwowe, czy prywatne/ nie wchodziły w grę, zwyczajnie nie było mnie na nie stać. Wezwania z WKU, ciągłe naciski ze strony bliskich, problemy ze znalezieniem pracy. Koszmar. Na szczęście zdołałem się otrząsnąć i w maju przystąpiłem ponownie do egzaminu maturalnego. Dla mnie była to "mowa-nowa" matura, poziom rozszerzony różnił się znacznie od tego, który było nam dane pisać w roku 2006. Czas biegł nieubłaganie, a ja wciąż nie mogłem się zdecydować na przedmioty, które chciałbym poprawić. W końcu podjąłem męską decyzję, "idę na całość". W taki oto sposób zapisałem łącznie cztery arkusze: polski, historię, wos oraz geografię. Poprawiłem trzy pierwsze. I znów nerwówka - miasto, uniwersytet, kierunki, rekrutacja, zakwaterowanie etc. Udało się, w tym roku to ja wybierałem uniwersytet i kierunek studiów. Wszystkim niepocieszonym życzę wytrwałości. Odbierając świadectwo maturalne byłem w siódmym niebie, wyniki oscylujące w granicach sześćdziesięciu procent "z poziomu rozszerzonego" wydawały mi się wówczas mistrzostwem świata. Dopiero aneks do świadectwa i wyniki wstępnych kwalifikacji sprowadziły mnie na ziemię. Pochodzę z małej miejscowości, nie ukończyłem renomowanej szkoły średniej, chodziłem na wybrane zajęcia, stroniłem od podręczników, zamiast lektur szkolnych wolałem pozycje z biblioteki miejskiej, nie szczędziłem krytycznych opinii pod adresem swoich "wykładowców", a średnia na świadectwie ukończenia szkoły nie przekroczyła magicznego progu "trzy-zero". Wnioski robocze? Żadna szkoła nie jest w stanie przygotować ucznia do matury na poziomie rozszerzonym. Jakież zdziwienie ogarnęło tych, którzy otwierając arkusze krzyknęli zgodnie "ale my przecież tego nie przerabialiśmy!" Nie mówię, że lata spędzone nad książkami są latami zmarnowanymi, ale humaniści zwykli chyba chodzić własnymi ścieżkami. Ubolewam również nad poziomem edukacji w Polsce - tyle mówi się o "wyrównywaniu szans" młodzieży, a ciężko znaleźć nauczyciela, który potrafiłby zainteresować wykładanym przedmiotem. Wciąż słychać głosy, jaka ta nasza matura "nie do zdania", a ja na przekór wszystkim /uwaga, zabrzmi mało skromnie/ zdałem przedmioty rozszerzone w granicach 85-90%. Jedni mogą mi zarzucić, że przecież angielski, polski, historia czy wos nie wymagają takiego wysiłku jak łacina, fizyka, chemia czy matematyka. Inni powiedzą, że głupi ma zawsze szczęście. A ja Wam powiem, że prawda jak zwykle leży pośrodku. I apel na koniec, bądźcie zawsze sobą i nie zapominajcie o tym, co dla Was w życiu najważniejsze. Pod swoim komentarzem chcę czytać same "yes, yes, yes!" :P Pozdrawiam gorąco całą Społeczność i do zobaczenie na rozdaniu indeksów! PS. Przepraszam za chaos wypowiedzi i ewentualne literówki, szum kawiarenek internetowych nie pomaga człowiekowi w zebraniu myśli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech, ja wiem, że nie dostanie się na studia to nie koniec świata, ale trudno mi to teraz przychodzi ;-) Zmiany były idiotyczne, giertychowska tabelka też... Koniec, kropka... Aga, mam nadzieje, że powtórzę twój sukces.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda tylko, że w tym roku dużo większy procent przyjętych to były osoby z ubiegłych lat. Peselów rozpoczynających się od 88 (tegoroczni) było mniej. Dlaczego? Efekt zmian w egzaminie maturalnym.
Melisa rozumiem - sama wzięłam historię rozszerzoną. Gdybym pisała według ubiegłorocznego scenariusza - poziom podst + rozszerz pewnie udałoby mi się. A tak - dostałam wynik z tabelki ministra. I koniec. I kropka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Melisa uszy do góry. U mnie scenariusz był identyczny. Rok zaocznych+praca. Łatwo nie było, ale jakos dałam rade. W ciągu roku wiele się zmienilo, wymarzony kierunek przestał mnie interesować. Zdałam na całkiem inne studia i dostałam się bez problemu. Najwazniejsze jest samozaparcie i czas, który przynosi nam czasem nieoczekiwane zmiany :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ogromny plus. Właściwie jakbym czytała moją historię, tylko iine kierunki. Chciałam, starałam się, zrezygnowałam z wiele rzeczy. Matura z histy mnie załamała, ale skaładalam papiery na strudia. Trzy kierunki, dwa uniwersytety. Tak po szansach,, myślałam, ze się uda. I nie wyszło. Porażka, żal, łzy, niespełnienie. Wszystko razem. Wiem, że takich ludzi jak jak jest mnóstwo, ale jest garstka, której się udało. I mnie wśród nich nie ma :( alternatywa? Zaoczne, niestety... I marzenia o przeniesienie na inny kierunek. I poprawa matury. I praca. Dużo tego... ;(

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ bardzo ciekawy tekst, rzeczowo napisany. Za pierwszym razem też się nie dostałam na studia więc wiem co przeżywaja bohaterowie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za szybkość, choc dla ścisłości - na Polibudzie we Wrocku są jeszcze wolne miejsca na Informatykę, zwykle była oblegana - wiem bo sam studiuję, ale na innym wydziale :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.