Pozycja materiału w rankingach:
Na większości polskich uczelni dobiega końca rekrutacja na studia stacjonarne. Miejsca pozostały już tylko na niewielu kierunkach, które nie cieszą się zwykle popularnością. Większa część kandydatów oficjalnie stała się już studentami i po wielu stresach może w końcu odpocząć.
Jako, że chętnych na medycynę było bardzo wielu, spotykam kolejną kandydatkę, która wciąż wierzy, że się dostanie. "Może zabrzmię banalnie, ale ja po prostu chcę leczyć ludzi" - mówi. Medycyna to kierunek marzeń, niestety bardzo wielu osób - dodaje ze smutkiem. Ma zamiar próbować do skutku. Postawiła na jeden kierunek na kilku uczelniach. Jeśli nie uda się w tym roku to w kolejnym. Oczekiwanie bardzo męczy. Chciałoby się trochę odpocząć od zamieszania, a tu wciąż trzeba wpatrywać się w monitor i patrzeć czy, aby nie przesunęła się lista przyjętych. Stres? Ogromny. "Dużo jem, to mnie uspokaja" - twierdzi. Zobacz także:
Artykuły
(52)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.96)
Wiek: 25 | Miejscowość: Warszawa/ Białogard | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
CYPRIAN MARINES 02.08.2007 15:06
Skąd ja to znam? Poprzedni rok kończył się dla mnie tragicznie - nie dostałem się na studia stacjonarne we Wrocławiu /UWr/ i na domiar złego nie przygotowałem sobie żadnego planu "B" w razie niepowodzenia. Nie popełnijcie tego samego błędu! Przez rok musiałem uczęszczać do szkoły policealnej na "prawo i administrację" ponieważ do końca wierzyłem, że "musi się udać, przecież to TYLKO kilkanaście osób do przeskoczenia". Studia niestacjonarne /czy to państwowe, czy prywatne/ nie wchodziły w grę, zwyczajnie nie było mnie na nie stać. Wezwania z WKU, ciągłe naciski ze strony bliskich, problemy ze znalezieniem pracy. Koszmar. Na szczęście zdołałem się otrząsnąć i w maju przystąpiłem ponownie do egzaminu maturalnego. Dla mnie była to "mowa-nowa" matura, poziom rozszerzony różnił się znacznie od tego, który było nam dane pisać w roku 2006. Czas biegł nieubłaganie, a ja wciąż nie mogłem się zdecydować na przedmioty, które chciałbym poprawić. W końcu podjąłem męską decyzję, "idę na całość". W taki oto sposób zapisałem łącznie cztery arkusze: polski, historię, wos oraz geografię. Poprawiłem trzy pierwsze. I znów nerwówka - miasto, uniwersytet, kierunki, rekrutacja, zakwaterowanie etc. Udało się, w tym roku to ja wybierałem uniwersytet i kierunek studiów. Wszystkim niepocieszonym życzę wytrwałości. Odbierając świadectwo maturalne byłem w siódmym niebie, wyniki oscylujące w granicach sześćdziesięciu procent "z poziomu rozszerzonego" wydawały mi się wówczas mistrzostwem świata. Dopiero aneks do świadectwa i wyniki wstępnych kwalifikacji sprowadziły mnie na ziemię. Pochodzę z małej miejscowości, nie ukończyłem renomowanej szkoły średniej, chodziłem na wybrane zajęcia, stroniłem od podręczników, zamiast lektur szkolnych wolałem pozycje z biblioteki miejskiej, nie szczędziłem krytycznych opinii pod adresem swoich "wykładowców", a średnia na świadectwie ukończenia szkoły nie przekroczyła magicznego progu "trzy-zero". Wnioski robocze? Żadna szkoła nie jest w stanie przygotować ucznia do matury na poziomie rozszerzonym. Jakież zdziwienie ogarnęło tych, którzy otwierając arkusze krzyknęli zgodnie "ale my przecież tego nie przerabialiśmy!" Nie mówię, że lata spędzone nad książkami są latami zmarnowanymi, ale humaniści zwykli chyba chodzić własnymi ścieżkami. Ubolewam również nad poziomem edukacji w Polsce - tyle mówi się o "wyrównywaniu szans" młodzieży, a ciężko znaleźć nauczyciela, który potrafiłby zainteresować wykładanym przedmiotem. Wciąż słychać głosy, jaka ta nasza matura "nie do zdania", a ja na przekór wszystkim /uwaga, zabrzmi mało skromnie/ zdałem przedmioty rozszerzone w granicach 85-90%. Jedni mogą mi zarzucić, że przecież angielski, polski, historia czy wos nie wymagają takiego wysiłku jak łacina, fizyka, chemia czy matematyka. Inni powiedzą, że głupi ma zawsze szczęście. A ja Wam powiem, że prawda jak zwykle leży pośrodku. I apel na koniec, bądźcie zawsze sobą i nie zapominajcie o tym, co dla Was w życiu najważniejsze. Pod swoim komentarzem chcę czytać same "yes, yes, yes!" :P Pozdrawiam gorąco całą Społeczność i do zobaczenie na rozdaniu indeksów! PS. Przepraszam za chaos wypowiedzi i ewentualne literówki, szum kawiarenek internetowych nie pomaga człowiekowi w zebraniu myśli.
Agata Pańczyk 28.07.2007 22:47
Ech, ja wiem, że nie dostanie się na studia to nie koniec świata, ale trudno mi to teraz przychodzi ;-) Zmiany były idiotyczne, giertychowska tabelka też... Koniec, kropka... Aga, mam nadzieje, że powtórzę twój sukces.
Marta Różalska 28.07.2007 15:25
Szkoda tylko, że w tym roku dużo większy procent przyjętych to były osoby z ubiegłych lat. Peselów rozpoczynających się od 88 (tegoroczni) było mniej. Dlaczego? Efekt zmian w egzaminie maturalnym.
Melisa rozumiem - sama wzięłam historię rozszerzoną. Gdybym pisała według ubiegłorocznego scenariusza - poziom podst + rozszerz pewnie udałoby mi się. A tak - dostałam wynik z tabelki ministra. I koniec. I kropka.
Agnieszka Gierczak 28.07.2007 14:23
Melisa uszy do góry. U mnie scenariusz był identyczny. Rok zaocznych+praca. Łatwo nie było, ale jakos dałam rade. W ciągu roku wiele się zmienilo, wymarzony kierunek przestał mnie interesować. Zdałam na całkiem inne studia i dostałam się bez problemu. Najwazniejsze jest samozaparcie i czas, który przynosi nam czasem nieoczekiwane zmiany :)
Agata Pańczyk 28.07.2007 11:11
Ogromny plus. Właściwie jakbym czytała moją historię, tylko iine kierunki. Chciałam, starałam się, zrezygnowałam z wiele rzeczy. Matura z histy mnie załamała, ale skaładalam papiery na strudia. Trzy kierunki, dwa uniwersytety. Tak po szansach,, myślałam, ze się uda. I nie wyszło. Porażka, żal, łzy, niespełnienie. Wszystko razem. Wiem, że takich ludzi jak jak jest mnóstwo, ale jest garstka, której się udało. I mnie wśród nich nie ma :( alternatywa? Zaoczne, niestety... I marzenia o przeniesienie na inny kierunek. I poprawa matury. I praca. Dużo tego... ;(
Agnieszka Gierczak 28.07.2007 10:26
+ bardzo ciekawy tekst, rzeczowo napisany. Za pierwszym razem też się nie dostałam na studia więc wiem co przeżywaja bohaterowie.
Tomasz Sierpiński 28.07.2007 09:05
+ za szybkość, choc dla ścisłości - na Polibudzie we Wrocku są jeszcze wolne miejsca na Informatykę, zwykle była oblegana - wiem bo sam studiuję, ale na innym wydziale :)
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +9952)