Facebook Google+ Twitter

Rekrutacje - kretyńskie akcje?

To, że pracodawcy przed przyjęciem danej osoby chcą poznać przyszłego pracownika jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Jednak sposób, w jaki niektórzy przeprowadzają tzw. "rozmowy kwalifikacyjne" rozkłada mnie na łopatki.


Powtórzmy to raz jeszcze


Rok 2009. Kraków. Od czasu tamtej pamiętnej rekrutacji minęły 3 lata. Odbyłam ten staż, bo żadnych innych perspektyw nie mogłam znaleźć w moim rodzinnym małym miasteczku. Później były kolejne epizody: praca recepcjonistki w solarium w Londynie, rozdawanie ulotek, kelnerka no i wreszcie w Krakowie sekretarka w firmie prywatnej. Miałam dość zrzędzenia starych Angielek, które przychodziły do solarium i wciąż na coś narzekały. Uciekłam w papierki. Praca nie była zła, ale po 1,5 roku z różnych powodów musiałam ją zmienić. To był czerwiec. Miałam mnóstwo czasu, by zaliczyć porządnie sesję, co mi się udało i zaowocowało stypendium naukowym. W międzyczasie odbyłam praktyki w jednej z krakowskich stacji telewizyjnych, które naprawdę okazały się fantastycznym przeżyciem. Przyszedł jednak wrzesień i trzeba było rozejrzeć się za czymś na stałe. CV wzbogacone o nowe referencje puściłam w internetowy obieg. Szukałam, wysyłałam, aplikowałam. W końcu zostałam zaproszona na rozmowę. Cieszę się, bo praca dedykowana jest do osób bez doświadczenia a w wymogach wszystko to, czemu na dzień dzisiejszy po wcześniejszych praktykach mogę sprostać. Tak jak sobie życzy pracodawca studiuję w trybie zaocznym, lubię pracę przy komputerze, znam bardzo dobrze język angielski, jestem komunikatywna i chcę zdobywać doświadczenie zawodowe. Do tego dochodzi opis moich obowiązków, do których należałoby pisanie i przygotowywanie ofert i tekstów, obsługa klientów, wyszukiwanie i wprowadzanie danych itp. Myślę sobie: rewelacja.

Dzień przed rozmową solidnie przygotowuję się, przypominam słówka, na wypadek gdyby pracodawca zechciał poprowadzić rozmowę w języku angielskim. Pozytywnie się nastawiam i powtarzam w duchu: do boju, młoda kobieto! Jakież było moje rozczarowanie, gdy zamiast przyjemnego oblicza mojego przyszłego pracodawcy ujrzałam gburowatą, nieruchomą twarz mężczyzny, który miał mnie rekrutować. Ulokowano mnie w małym pokoiku, w którym oprócz mnie i dyrektora zadającego pytania znalazł się jeszcze jakiś jegomość towarzyszący - mniemam, że pracownik firmy tudzież prawa ręka szefa. Żaden z nich ani przez chwilę nie raczył choć na moment ułożyć swych ust w uśmiech. Poważni, oschli, w grobowej atmosferze zaczęli zarzucać mnie pytaniami i przerywali moje wypowiedzi, nie dając mi skończyć. I znów podobnie jak kilka lat temu, gdy już zostałam zarzucona w tempie przyśpieszonym serią idiotycznych pytań: A dlaczego pani zrezygnowała z poprzedniej pracy? A co pani wniesie do naszej firmy? Jaki przedmiot z pani kierunku studiów (dziennikarstwo) mogłaby mi pani opisać, który przydałby się pani do pracy? Dostałam bonusowe pytanie ekstra. Polecenie brzmiało: "Proszę jednym tchem wymienić cechy widelca". Wspaniałe, jakże twórcze zadanie dla kandydata na stanowisko specjalisty ds. rozwoju i promocji serwisu internetowego.

Człowiek człowiekowi wilkiem


Być może ktoś nie zgodzi się z moją wypowiedzią, twierdząc, że tego typu rozmowy mają swój sens. Mnie w tym artykule zależało przede wszystkim na tym, by zwrócić uwagę wszystkich czytających na to, jak diametralnie zmieniają się stosunki międzyludzkie. Jak bardzo bezosobowo traktujemy siebie nawzajem. Nie wiem, czy to czasy, w których teraz żyjemy, czy winą mam obarczyć obecnie panujący ustrój? Czy to kapitalizm, dostępność wszystkiego, dobrobyt i wspinanie się po trupach do celu tak bardzo zmieniły ludzi? Jest mi strasznie z tym źle, bo wiem, że nadal będę uczestniczyć w tym wyścigu szczurów, by znaleźć dobrą pracę i mieć za co się utrzymać. Niejedna rekrutacja przede mną, niejeden zawód i rozczarowanie, niejeden zarozumiały "boss", który będzie pokazywać mi swoją wyższość. Dam radę. Podobno ludzie z natury są dobrzy. Bardzo chcę w to uwierzyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (22):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 06.10.2009 23:54

Co do UP- kiedy przyszłam się zarejestrować ok. godz10.00 (urząd otwarty do godz 14.30)nie zdążyłam. Przede mną były trzy inne petentki, ale pani urzędniczka, nawiasem mówiąc z ok. 2 lata starsza ode mnie, miała akurat urodziny. Punkt 14.00 poinformowała mnie, że mam przyjść na drugi dzień, ponieważ ona i tak nie zdąży... Jeśli zaś chodzi o rozmowy kwalifikacyjne, to całe szczęście mam lepsze doświadczenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze napisany artykuł. 5.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:46

Dodam tylko, że straciłem ochotę na banany :D Bo to wszystko przez nie !!! Bananom mówimy stanowcze - NIE !!! (ale tylko tym czarnym ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łukaszu, ja nikomu nigdzie bananów nie wciskam :P Jasne, że taka taktyka jest nie fair. Dlatego ja się za taką robotę nie biorę, mam za dobre serce chyba ;-) Ale rozumiem, dlaczego inni to robią. Z braku perspektyw lepiej jest zarabiać na naiwniakach, niż nie zarabiać wcale... :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A teraz do Pani S Z:
- "ile przystanków autobusowych jest w warszawie?" - przykładowa odpowiedź: "biorąc pod uwagę chaos komunikacyjny, panujący w naszym mieście, sądzę, że nikt tego nie wie" - oto jak łatwo można wybrnąć z opresji. A taka odpowiedź na pewno brzmi lepiej niż słynne "yyyy... nie wiem?"
- "co Pani zrobi jeśli będzie miała Pani stłuczkę samochodową?" - proste pytanie, dzięki któremu sprawdzamy, czy będzie Pani w stanie zachować zimną krew. Zwykłe radzenie sobie w sytuacjach stresowych.
- "jaki film ostatnio Pani oglądała w kinie?" - przecież to ważne jak cholera. Jeśli nie rozumie Pani dlaczego, to ja chętnie wytłumaczę. ;-)
- "ile zajmuje Pani dojazd do firmy?" - To jest bardzo istotne, kiedy np. ktoś z pracowników weźmie urlop na żądanie i będą na gwałt potrzebować zastępcy. Także w przypadku kontroli, nadzwyczajnych zebrań, itd. Pewnie, że lepiej mieć kogoś, kto mieszka za rogiem, niż kogoś, kto dojeżdża dwie godziny ;)
- "czy ma Pani skłonności biseksualne?" - czy pracodawca był kobietą? ;-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:27

Ostatnie zdanie to słuszne spostrzeżenie ;) Spodobało mi się bardzo... w sumie mamy podobne zdanie, ale podchodzimy do tego z innej strony. Bo mi chodzi o to, że my będąc w danej pracy nie powinniśmy wciskać ludziom tego nieszczęsnego "czarnego banana". Ehhhh to wszystko przez ten "postęp"... w sumie ja też mogę się nie zgadzać z kierunkiem jaki przybrała ławica, a płynąć trzeba... :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie, Łukaszu, jak widzę czarnego banana, to nikt mi nie wciśnie, że jest różowy. Pamiętaj, że to od kupującego zależy, czy dany produkt nabędzie. Bo jeśli sprzedający będzie nawet mistrzem manipulacji, to i tak nie wciśnie go osobie o odrobinie zdrowego rozsądku. Zimno, bardzo zimno? Zimno to nam będzie, jeśli przez tak pojętą "moralność" nie będziemy się godzić na żadną pracę i nie będzie nas stać na węgiel zimą. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:18

oszukiwanie klienta, wprowadzanie w błąd jest niezgodne z prawem. Takie rzeczy należy zgłaszać na policję. Pytanie o "ilość przystanków w Warszawie" w żaden jednak sposób nie implikuje tego że przedsiębiorca jest nieuczciwy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:05

No tak, ale jeżeli godzicie się na takie coś, to znaczy że godzicie się też na "czarnego banana"...obojętność, obojętność, obojętność...zimno bardzo zimno...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:00

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgodzić się z... Joanną. To że czegoś nie rozumiemy, nie oznacza od razu że jest idiotyczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.