Facebook Google+ Twitter

Rekrutacje - kretyńskie akcje?

To, że pracodawcy przed przyjęciem danej osoby chcą poznać przyszłego pracownika jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Jednak sposób, w jaki niektórzy przeprowadzają tzw. "rozmowy kwalifikacyjne" rozkłada mnie na łopatki.

Krótkie spojrzenie wstecz



Zdjęcie ilustracyjne. Ubiegający się o pracę młodzi ludzie czekają w kolejce na rozmowę kwalifikacyjną / Fot. PAPUrząd Pracy w jednym z małych miast w województwie podkarpackim. Rok 2006. Świeżo po maturze, wspaniale wyedukowana, z głową pełną zdobywanej przez wszystkie lata wiedzy i z czerwonym paskiem na każdym świadectwie stawiam się na rozmowę kwalifikacyjną. Chęć do podjęcia pracy rozpiera mnie. Powodów tego entuzjazmu jest kilka: nowe doświadczenie w życiu, wkroczenie w dorosłość, pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze no i fakt, że może nadarzyć się okazja do odkładania wypłat na zaplanowane na przyszły rok studia. Jednak realia szybko burzą to, co ułożyłam sobie w myślach. Gdy przybywam na pierwsze piętro UP spostrzegam, że kandydatek jest tak "trochę" więcej niż się spodziewałam. Stanowisko, o jakie będziemy wszystkie zaciekle walczyć, to sprzedawca-stażysta w sklepie odzieżowym. Czyli skromnie wynagradzany przez państwo pachołek do pomocy. Było nas 10. Młodych, niedoświadczonych, płochliwych dziewczątek, które zapragnęły rozpocząć swoją przygodę z pracą za pośrednictwem UP. Przypominam sobie, ile wiary i nadziei nosiła w sercu każda z nas, wierząc, że to właśnie ona zostanie "tą wybraną". Ta nasza wspólna, grupowa nadzieja zaczynała powoli gasnąć, kiedy kolejna z kandydatek wychodziła z gabinetu lekko poddenerwowana, żeby nie powiedzieć: roztrzęsiona. Niektóre opuszczały gabinet dyrektora w milczeniu, z głową w dół, całkowicie dobite i zdruzgotane.

Szybko miałam się przekonać i ja, że rozmowa kwalifikacyjna z miłą pogawędką nie ma nic wspólnego. Dyrektor całej instytucji (swoją drogą bardzo młody i elegancki) już na wstępie zlustrował mnie całą od góry do dołu. Ton jego głosu daleki był od jakże spokojnych i wdzięcznych dźwięków, jakimi potrafią władać mistrzowie komunikacji. Ale nie miałam zamiaru się tak łatwo poddać. W bardzo dziwnej, podejrzanej atmosferze, jaka utrzymywała się przez cały czas próbował zaskakującymi pytaniami całkowicie mnie zmylić, zbić z tropu a co więcej tak prowadził rozmowę, by udowodnić mi, że jestem małą, głupią i nic nie wiedzącą smarkulą. Nic mu nie pasowało, nic nie odpowiadało, na wszystko co usłyszał robił krzywe miny tudzież puszczał w moją stronę sarkastyczne uśmieszki. Widząc, że dobrze mi idzie, bo nieustannie utrzymuję z nim kontakt wzrokowy, nie peszę się, ani nie dezorientuję podczas tych jego głupkowatych pytań postanawił mnie zgnoić. Pokazał mi spinacz biurowy i kazał mi go sprzedać. Co to za zadanie, na litość boską?! Że niby co? Ma wykazać jak szybko potrafię wcisnąć komuś dany produkt? Czy że będę potrafiła wymyśleć nieprawdziwe zalety, zachwalić i obałamucić kupującego? Nie wiem, co w końcu zadecydowało o tym, że to mnie wybrali wtedy na to stanowisko. Może upór, pewność siebie?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (22):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 06.10.2009 23:54

Co do UP- kiedy przyszłam się zarejestrować ok. godz10.00 (urząd otwarty do godz 14.30)nie zdążyłam. Przede mną były trzy inne petentki, ale pani urzędniczka, nawiasem mówiąc z ok. 2 lata starsza ode mnie, miała akurat urodziny. Punkt 14.00 poinformowała mnie, że mam przyjść na drugi dzień, ponieważ ona i tak nie zdąży... Jeśli zaś chodzi o rozmowy kwalifikacyjne, to całe szczęście mam lepsze doświadczenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze napisany artykuł. 5.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:46

Dodam tylko, że straciłem ochotę na banany :D Bo to wszystko przez nie !!! Bananom mówimy stanowcze - NIE !!! (ale tylko tym czarnym ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łukaszu, ja nikomu nigdzie bananów nie wciskam :P Jasne, że taka taktyka jest nie fair. Dlatego ja się za taką robotę nie biorę, mam za dobre serce chyba ;-) Ale rozumiem, dlaczego inni to robią. Z braku perspektyw lepiej jest zarabiać na naiwniakach, niż nie zarabiać wcale... :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A teraz do Pani S Z:
- "ile przystanków autobusowych jest w warszawie?" - przykładowa odpowiedź: "biorąc pod uwagę chaos komunikacyjny, panujący w naszym mieście, sądzę, że nikt tego nie wie" - oto jak łatwo można wybrnąć z opresji. A taka odpowiedź na pewno brzmi lepiej niż słynne "yyyy... nie wiem?"
- "co Pani zrobi jeśli będzie miała Pani stłuczkę samochodową?" - proste pytanie, dzięki któremu sprawdzamy, czy będzie Pani w stanie zachować zimną krew. Zwykłe radzenie sobie w sytuacjach stresowych.
- "jaki film ostatnio Pani oglądała w kinie?" - przecież to ważne jak cholera. Jeśli nie rozumie Pani dlaczego, to ja chętnie wytłumaczę. ;-)
- "ile zajmuje Pani dojazd do firmy?" - To jest bardzo istotne, kiedy np. ktoś z pracowników weźmie urlop na żądanie i będą na gwałt potrzebować zastępcy. Także w przypadku kontroli, nadzwyczajnych zebrań, itd. Pewnie, że lepiej mieć kogoś, kto mieszka za rogiem, niż kogoś, kto dojeżdża dwie godziny ;)
- "czy ma Pani skłonności biseksualne?" - czy pracodawca był kobietą? ;-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:27

Ostatnie zdanie to słuszne spostrzeżenie ;) Spodobało mi się bardzo... w sumie mamy podobne zdanie, ale podchodzimy do tego z innej strony. Bo mi chodzi o to, że my będąc w danej pracy nie powinniśmy wciskać ludziom tego nieszczęsnego "czarnego banana". Ehhhh to wszystko przez ten "postęp"... w sumie ja też mogę się nie zgadzać z kierunkiem jaki przybrała ławica, a płynąć trzeba... :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie, Łukaszu, jak widzę czarnego banana, to nikt mi nie wciśnie, że jest różowy. Pamiętaj, że to od kupującego zależy, czy dany produkt nabędzie. Bo jeśli sprzedający będzie nawet mistrzem manipulacji, to i tak nie wciśnie go osobie o odrobinie zdrowego rozsądku. Zimno, bardzo zimno? Zimno to nam będzie, jeśli przez tak pojętą "moralność" nie będziemy się godzić na żadną pracę i nie będzie nas stać na węgiel zimą. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:18

oszukiwanie klienta, wprowadzanie w błąd jest niezgodne z prawem. Takie rzeczy należy zgłaszać na policję. Pytanie o "ilość przystanków w Warszawie" w żaden jednak sposób nie implikuje tego że przedsiębiorca jest nieuczciwy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:05

No tak, ale jeżeli godzicie się na takie coś, to znaczy że godzicie się też na "czarnego banana"...obojętność, obojętność, obojętność...zimno bardzo zimno...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 21:00

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgodzić się z... Joanną. To że czegoś nie rozumiemy, nie oznacza od razu że jest idiotyczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.