Facebook Google+ Twitter

Relacja: Dope D.O.D w Krakowie

Ten koncert można opisywać samymi epitetami i w samych superlatywach. Uwierzcie, to nie artykuł sponsorowany. To czysta radość z tak mocnego i dopracowanego powrotu Fabryki!

 / Fot. Mat. zespołuNa Zabłocie 23 dotarłam koło 22:00, pełna wątpliwości. Nie tylko odnośnie gwiazdy wieczoru, ale kwestii obsuwy, nagłośnienia, szatni i wszystkich tych elementów, które niejednokrotnie zabijają mój entuzjazm na koncertach. Na samym wstępie trafiłam na kolejkę do szatni, jednak ku mojej radości nikt się nie przepychał, nikt nie krzyczał, a miłe dziewczyny dwoiły się i troiły, żeby szybko odbierać nasze kurtki i zamieniać je na numerki. Zresztą cała Fabryka pozytywnie mnie zaskoczyła, nigdzie nie trafiliśmy na ścisk czy długie oczekiwanie (np. przy barze), chociaż ludzi było naprawdę sporo, a na wyjście nie było szans...

Główna sala, którą wypełniały dźwięki była niezwykle przestronna - dwa wejścia umożliwiały łatwy przepływ ludzi, bez ryzyka zalania piwem czy sokiem. Trzeba przyznać, że supporty tego wieczoru zostały dobrane idealnie. Choć miałam okazję posłuchać setów PZG wcześniej, mieszanka zaserwowana w Walentynki była wprost idealna dla każdego. Plątanina elektrycznych melodii spacerowała pomiędzy trapem, dubstepem i mocnym drum'n'bassem. Ewidentnie części publiki wystarczyłby zapewne tylko świetnie wyselekcjonowany set PZG. Wszyscy jednak niecierpliwie czekaliśmy na gwiazdę wieczoru, która pojawiła się bardzo szybko. Nikt nie zdążył ochłonąć po supportach, bo na scenie pojawiło się holendersko-brytyjskie trio.


 / Fot. Klub FabrykaPo cichu liczyłam, że koncert zacznie się jednym z dwóch moich ulubionych kawałków (What Happened / Psychosis), ale już na starcie przestałam w ogóle na nie czekać i dałam porwać się energii płynącej z każdej strony. Dopey Rotten, Jay Reaper i Skits Viscious dawali z siebie na scenie 150%. Można nazwać ich świrami, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Świetny kontakt z publiką oraz mnóstwo energii sprawiały, że nie można było stać spokojnie. Oczywiście doczekałam się What Happened i chyba był to nie tylko mój ulubiony kawałek, bo publika wręcz oszalała! Mam wrażenie, że nie ma ani jednej osoby, która skrytykuje ten koncert, stare utwory, przeplatane z tymi najbardziej znanymi i przedpremierowymi. Mieszanka wybuchowa, której brakowało mi na krakowskiej scenie koncertowej!



Niestety na koncercie ucierpiał mój aparat, który miał służyć do fotorelacji. Na szczęście nic straconego, bo całkiem pokaźną galerię, na stronie T-Mobile udostępnił Łukasz Jaszak. Zajrzyjcie i przekonajcie się sami, co Was ominęło: http://www.t-mobile-music.pl/galerie/dope-dod-trzesie-fabryka,687.html

A co z Fabryką? Nowa czy stara - trzyma poziom. W końcu Kraków odzyskał miejsce, gdzie koncerty będą na wysokim poziomie. Zarówno brzmieniowym jak i organizacyjnym. Zatem jeśli Wasz ulubiony wykonawca będzie grał w Fabryce, nawet nie zastanawiajcie się nad kupnem biletu, zwłaszcza kiedy za organizację bierze się United Visions! Naprawdę warto!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.