Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

70906 miejsce

Relacja z wyprawy na Kresy

Postanowiłem wybrać się z mamą na Kresy i zobaczyć skąd pochodzą moje korzenie. Mieszkam w Jeleniej Górze, ale chyba tylko dlatego, że „sami swoi” tu mieszkają. Mama moja urodziła się bowiem w roku 1931 w Brodach.

 / Fot. gnAżeby połączyć przyjemne z pożytecznym, zabrałem ze sobą dzieci. I tak oto przygodę swoją, nie licząc tego, że celnik ukraiński chciał nam zarekwirować stare auto nie wiedzieć czemu, zacząłem od tego pięknego miasta.

 / Fot. arch.Zakwaterowaliśmy się u przemiłej pani Alicji, na ul. Antonowicza, za małe pieniądze, jednocześnie smakowaliśmy ukraińskiej kuchni. Dwa dni spacerowaliśmy po Lwowie. Widzieliśmy Operę Lwowską, Prospekt Swobody, Pomnik Tarasa Szewczenki, Kolumnę Maryjną, Pomnik Adama Mickiewicza, Hotel „George”, Pomnik Danyla Halyckiego, Kaplicę Boimów, Katedrę N.M.P., przepiękny Ratusz, Muzeum Jana III Sobieskiego, Czarną Kamienicę, „Aptekę” - muzeum, Kościół Dominikanów i Katedrę Ormiańską.

 / Fot. gnZwiedziliśmy Kopiec „Wysokyj Zamok”, Wieżę Prochową, Kościół Karmelitów, Arsenał, Kościół Bernardynów, Prospekt Szewczenki, Pałac Potockich, Pocztę Główną, Uniwersytet im. I. Franka, Park im. I. Franka, Katedrę św. Jura, Politechnikę Lwowską oraz Kościół św. Elżbiety. Przed odjazdem, po powrocie z Brodów złożyliśmy hołd „Orlętom” na Cmentarzu Łyczakowskim, a także „zaliczyliśmy” Gaj Szewczenki i Park Stryjski. Oczywiście byłbym zapomniał o Aqua Parku, którego Jelenia Góra chyba się nie doczeka.

 / Fot. gnW piątek cały dzień penetrowaliśmy Brody, gdzie jak już wspomniałem urodziła się mama. Miejsca swojego dzieciństwa, niestety bez pomocy miejscowego burmistrza i życzliwych ludzi, by nie odnalazła. Trzeba przyznać, że miałem fałszywe wyobrażenie o Ukraińcach. Zresztą większość doskonale mówiła po polsku, a i Polaków nie tylko w kaplicy ks. Anatola Szpaka można było wielu spotkać. Gościnność kustosza muzeum brodzkiego i miejscowych notabli przypieczętowaliśmy wpisem w lokalnej księdze pamiątkowej.
 / Fot. gn
Niestety nie zachowały się żadne dane w archiwach na temat moich dziadków. Potwierdziły się tylko opowieści z dzieciństwa mojej mamy, że dziadek był wachmistrzem w austriackim wojsku i odkryliśmy nową tajemnicę, iż pradziadek, który wybudował czwórce dzieci domy w jednym szeregu na głównej ulicy, ufundował również dzwon do kościoła, który miał ponoć dzwonić tylko przy okazji śmierci mera, czyli ówczesnego sołtysa. Niestety wszystkie domy zostały spalone przez Niemców, gdy front się cofał i obecni lokatorzy ulicy „wysokiej” pobudowali nowe chałupy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.