Facebook Google+ Twitter

Religia w szkole: uczniu, uwierz...

Siedzą z boku, gdy koledzy wypisują grzechy i warunki spowiedzi. Nie mogą wyjść, więc zaczynają rozmawiać. O polskiej szkole, o tolerancji, o wolności religijnej. Z roku na rok w ich głosach jest coraz więcej rozpaczy.

Wtorek, piąta godzina lekcyjna. Na korytarzach cisza, przerywana niekiedy stukotem obcasów dyrektorki. Przed jedną z sal siedzi grupka uczniów, drugoklasistów. Przeczekują religię. Nie wiedzą, że wkrótce zostaną siłą wtłoczeni do sal.

Poprzedni rok był prostszy – dali szansę młodej katechetce i nie żałowali. Mówiła o społecznym pochodzeniu religii, o islamie, judaizmie, potem o historycznej genezie Biblii. Teraz pod czujnym okiem franciszkanina piszą kartkówki z historii życia Jana Pawła II. Raz dyskutowali o aborcji – świecka wymiana argumentów, bez wkraczania na grunty teologiczne. Na trzy minuty przed dzwonkiem brat ogłosił, że jeśli nie wiedzą, jak to do końca jest, powinni czynić tak, jak nakazał papież. Papież się nie myli.

fot. Olgierd Górny/Dziennik Zachodni Dogmat o nieomylności ogłoszony został w 1870 r. Wiedzą o tym. Z trudem, ale oficjalnie opuszczają religię, zostawiając kolegów nad życiorysami świętych. Do powrotu zmusiły ich rozporządzenia ministerialne, konsekwencja „sprawy Ani”. Nie mogą siedzieć na korytarzu podczas lekcji religii, ponieważ nie ma z nimi żadnego nauczyciela. Nie mogą opuścić terenu szkoły. Nie mogą spędzić tego czasu w bibliotece ani czytelni – ze względu na niedostateczną ilość sal odbywają się tam zajęcia.

Wrócili, ale nie uczestniczą w lekcji. Siedzą z boku, cicho rozmawiając o wolności wyznaniowej, mimo której są zmuszeni siedzieć pod okiem brata i wysłuchiwać jego wykładów. O tolerancji religijnej, szczególnie wyraźnej, gdy ten, kto nie poszedł na mszę ku czci Jana Pawła II został okrzyknięty Antychrystem. O nieobecnych lekcjach etyki, dobrze znanych każdemu z nich – w tej kwestii szkoły są nad podziw zgodne. Nieważne, czy to podstawówka, gimnazjum czy liceum, żadnej nie opłaca się dla kilku uczniów zatrudniać nowego nauczyciela. A planu nie da się ustalić tak, by każda klasa religię miała na pierwszej lub ostatniej lekcji.

Wspominają o katolicyzmie, okazuje się, że trafili na temat-rzekę. Dyskutują, ale inaczej niż brat. Oni powołują się na Hansa Künga, Utę Ranke-Heineman, Eliade. On – na siebie lub na papieża. O sytuacji, w jakiej się znaleźli, nie mówią. Nie ma o czym.

Gdy nudzą im się dyskusje, zaczynają się uczyć. Geografia, chemia, biologia... Na każdy ten przedmiot poświęcona jest jedna godzina w tygodniu. Religii – zawsze dwie. Mówią o sobie: niewierzący praktykujący. Cynicznie przypominają, jak wielu jest katolików w ich kraju. Koledzy nad kartkami zastawiają się, czego dotyczyło dziesiąte przykazanie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Bdb artykuł, lekkie pióro, skłania do refleksji, porusza istotny temat, tekst krótki a jednocześnie nastrojowy i zawierający wiele haczyków, na które można złowić - poruszające się pod powierzchnią treści - ryby myśli. Odpowiadając na zarzut że brak tu konkluzji czy puenty - są, właśnie w postaci tych haczyków, jak "Koledzy nad kartkami zastawiają się, czego dotyczyło dziesiąte przykazanie." Odpowiadając na zarzut że to nie artykuł publicystyczny tylko tekst literacki - publicystyka nie ogranicza się do notatek prasowych, zawiera cały wachlarz gatunków literackich, w których są istotniejsze od informowania inne wyznaczniki i zalety. Mi najbardziej podoba się w tym tekście to co można złowić pod powierzchnią samej obiektywnej informacji, to że pod poprawnym politycznie bezstronnym tekstem jest stronnicze jezioro.

Ja miałem szczęście co do religii w liceum - uczęszczałem tam na zajęcia do księdza, który nie narzucał nikomu jedynych prawdziwych i jedynych poprawnych poglądów. Byłem ateistą, napisałem pracę maturalną z religii, w której kwestionowałem świętość Biblii i istnienie Boga, i dostałem za nią ocenę celującą - jak powiedział ksiądz - za wiedzę i dążenie do prawdy. Dzięki temu szanuję nadal swojego katechetę i nie stałem się wojującym ateistą, który twierdzi że religia to źródło wszelkiego zła.

Czytając dosłownie Konstytucję RP, czy Kartę Praw Człowieka lub Konkordat, widać że religia w szkole państwowej (na świadectwie, na maturze) to łamanie praw człowieka, przestępstwo polegające na nieprzestrzeganiu prawa, choćby rozdzielności religii i państwa. Jednak w demokracji z zasady nie ma wolności, bo zawsze decyduje większość, a większość zawsze jest niekompetentna w większości spraw. No i tak powstają prawne buble i bełkoty, typu ustawa o promocji krzyża (zwana nielogicznie Ustawą o obronie wolności).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam serdecznie.
Niestety, coraz bardziej uwidacznia sie w Polsce cos , co nazwalbym pseudokatolicyzmem. Przynaleznosc do KK nie wyplywa z koniecznosci wewnetrznej ale z tzw. Tradycji; no bo jak jesc niedzielny obiad, nie bedac przedtem w kosciele. Na sile wprowadzany sa lekcje religii w szkolach, ba, nawet w pürzedszkolach, ktore zamiast krzewic wiare w mlodym pokoleniu, odstraszaja je, powodujac w niedalekiej przyszlosci to, co jest juz za nasza zachodnia granica. Puste koscioly, ktore sa zamykane, gdyz brakuje srodkow finansowach na ich utrzymanie (kazdy obywatel Niemiec ma na swej karcie podatkowej wpisane wyznanie (rk- rzymsko.katol. lub ev.-ewangel.) lub 0 jesli jest niewierzacy lub wystapil z Kosciola ( mozna tego dokonac w sadzie w miejscu zamieszkania ).
Jestem bardzo ciekaw, czy gdyby w RP z dnia na dzien wprowadzono wlasnie taki zapis i odciagano podatek koscielny , ilu Prawdziwych Katolikow ( i innych wyznawcow) przyznaloby sie do przynaleznosci do Kosciola? Nie robmy z Polski drugiego Iranu!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ważny problem, o którym należy mówić. W tym semestrze plan lekcji zmusza mnie do uczęszczania na religię, co większe szkody przynosi chyba księdzu niż mnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Zastanawia mnie, dlaczego można zdawać maturę z religii (katolickiej, dodam) a nie można np. z religioznawstwa" A można zdawać maturę z religii? Jeśli tak to od niedawna i zapewne dlatego, że Kościół o to zabiegał, a zabiegał dlatego, że np. zdając na teologię w takim wypadku pewnie nie trzeba zdawać dodatkowego egzaminu z tego przedmiotu. Z religioznawstwa pewnie nie można zdawać matury dlatego, że albo nikt o to nie zabiegał, albo za mało osób tego chciało, albo brakowało osób, które by te matury sprawdzały - po prostu.

Sam artykuł mnie zaciekawił, choć zgadzam się z Agatą, że jest bardziej literacki niż dziennikarski. A brak konkluzji... hmm?? no tak wyraźnej nie ma, ale pewnie dlatego, że tekst miał z założenia skłaniać do refleksji... tak sądzę

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zastanowiło mnie bardzo stwierdzenie Joli o sposobie układania planu przez dyrektorów. Czyżby chodziło o przymuszenie do uczestnictwa w zajęciach religii poprzez umiejętne ułożenie planu lekcji ?.
Uważam się za osobę tolerancyjną ale też oczekuję tolerancji od innych tym bardziej instytucji państwowych.
Może zabrzmi to kuriozalnie ale przedstawiony w artykule stan rzeczy określiłbym jako próbę "obejścia" ustawy zasadniczej, która każdemu gwarantuje swobodę wyznania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko, znani mi dyrektorzy mówią, że mają obowiązek tak układać plan. A tutaj jeszcze czytam, że: "Nie mogą spędzić tego czasu w bibliotece ani czytelni – ze względu na niedostateczną ilość sal odbywają się tam zajęcia". Myślę, że coś w tej szkole nie tak (zła organizacja - np.dba się o nauczycieli, nie dba o uczniów). I dziwne, że dyrektorka może sobie na to pozwolić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam sie z Agatą. Jeśli juz mamy sie zajmowac się religoa w szkole to kazda, a nie tylko katolicka. Chociaz nie chodze do kościoła, nie modlę się i moje poglady czesto sa odmienne od tych, ktore glosi koscioł katolicki, to jednak chodzilam w l.o na lekcje religii. Dlaczego? Bo zajecia prowadził wspaniały ksiadz, ktory umiał mnie zaciekawic. Dyskutował z nami, pozwalal na wyglaszanie swoich pogladow. Jesli tylko chcielismy moglismy rozmawiac o innych religiach, wyznaniach, odlamach itd. Jak teraz o tym mysle to te lekcje mialy wiecej wspolnego z religioznawstwem niz religia (katolicka).
Jolu niestety ukladajacy plan nie zawsze ma tyle dobrej woli, aby religoa byla na ostatniej lub na pierwszej lekcji. Z drugiej strony nie zawsze jest to mozliwe, bo osoba prowadzaca te zajecia jest jedna, a klas np. 20.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwigo: religia w szkole, w takiej formie, w jakiej jest prowadzona, jest wg mnie bez sensu, a przeniesienie jej do salek katechetycznych nie do konca rozwiaze sprawe. Bo to bedzie dokladnie taki sam przedmiot...
Uwazam, ze religia, jesli ma juz byc PRZEDMIOTEM, powinna isc w kierunku religioznwstwa i dotyczyc nie tylko katolicyzmu. To powinien byc przedmiot, na ktory trzeba sie uczyc i przygotowywac. Religia, ktora ja mialam w szkole, byla lekka paranoja. Mialam ja przez parenascie lat i nikt nigdy nie zrobil z nami lekcji chociazby o historii kosciola, o innych wyznaniach (chyba ze w kontekscie: oni sa zli) etc. Lekcje polegaly na odpisywaniu zadan z innych przedmiotow.
Uwazam, ze etyka i religioznawstwo to istotne rzeczy i warto, by mlody czlowiek mogl sie z nimi zapoznac w ramach szkolnej nauki. Ale do tego trzeba wielkich zmian. Dlatego, wg mnie: nie miejsce, ale charakter i nazwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie chodziłam na religię w LO, zdarzało mi się słyszeć niewłaściwe uwagi na ten temat. Była to moja w pełni świadoma decyzja, nie zaś przejaw buntu, a jednak część osób traktowała to właśnie w taki sposób. Na szczęście nikt mnie nie zmuszał. Taki nakaz - choć rozumi8em względy bezpieczeństwa etc - nie powinien mieć miejsca, kojarzy mi się z represjami. Ale nikt w Polsce nie powraca już do debaty, czy szkoła jest dobrym miejscem na religię, czy może powinna być neutralna światopoglądowo. Zastanawia mnie, dlaczego można zdawać maturę z religii (katolickiej, dodam) a nie można np. z religioznawstwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A dla mnie ten tekst jest zupełnie jasny: przeniesienie lekcji religii z sal katechetycznych, gdzie uczęszczano dobrowolnie (i z dobrym skutkiem) do szkół, gdzie nie ma rozsądnego miejsca dla inaczej lub niewierzących - jest usankcjonowaniem jednej z wielu naszych bzdur codziennych. Usankcjonowaniem zakłamania , indoktrynacji i źle pojętego misjonarstwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.