Facebook Google+ Twitter

Remonty w poślizg wpadają

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-09-10 12:13

Pani Bożena, jedna z mieszkanek nowych bloków przy ul. Cynarskiego na Olechowie, w marcu dostała klucze do wymarzonego lokum. Ponieważ znacznie wcześniej zamówiła ekipę malarzy i glazurników, prace wykończeniowe posuwały w dobrym tempie. Do czasu...

Po dwóch tygodniach dwóch zdolnych gipsiarzy, ledwo ukończywszy podwieszany sufit, podziękowało za pracę. W dwa dni później odlecieli na budowę do Irlandii. Podobno na rok. W czerwcu wyemigrował hydraulik, który - poza swoją specjalnością - umiał jako tako układać płytki. Na ich miejsce lokatorka nie znalazła nowych fachowców. Najwcześniejsze proponowane przez nich terminy to luty, może marzec przyszłego roku!

W trzech blokach przy ul. Cynarskiego, oddanych do użytku w zeszłym roku, na 60 mieszkań, dopiero kilkanaście jest zasiedlonych. Tak wygląda sytuacja we wszystkich nowych domach, oddawanych przeważnie w standardzie deweloperskim, czyli bez podłóg, tynków i wyposażenia łazienkowo-kuchennego.

- Z powodu emigracji pracowników zawaliłem termin remontu zaplecza Teatru Jaracza - przyznaje Piotr Świderski, właściciel zakładu rzemieślniczego. - Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale zdarzały się dni, że na 20 ludzi wyznaczonych do pracy, żaden się nie pojawiał. Emigracja fachowców spowodowała wyścig zarobków między zakładami, które pozostały w Łodzi. Ktoś u mnie zarabia 12 złotych na godzinę, ale przechodzi do konkurencji za złotówkę różnicy w stawce.

Elżbieta Sitarz z Cechu Rzemiosł Budowlanych twierdzi, że mistrzowie często pracują w pojedynkę, bo poszukiwanie nowych pracowników zabiera mnóstwo czasu. Tylko z jej rodziny 5 młodych ludzi po zdobyciu zawodu w Polsce wyemigrowało "za chlebem". Wśród bezrobotnych nie ma fachowców. Potwierdza to Henryk Musiał, który zaczął szkolić 11 bezrobotnych skierowanych przez pośredniak, a zaledwie jeden miał zadatki na dobrego pracownika.

Pan Henryk pracuje na ogół z 4-5 pracownikami. Niedawno trzech podziękowało i wsiadło w samolot do Anglii. To paraliżuje pracę. Trzeba przecież czasu, żeby nowy pracownik nauczył się starannie stawiać ścianki działowe i modelować podwieszane sufity. - W konsekwencji wyznaczam klientom terminy sięgające stycznia przyszłego roku - rozkłada ręce.

Stefan Dreko, niekoronowany król łódzkich stolarzy, pracuje z 15-osobową ekipą, specjalizującą się w zamówieniach zagranicznych. - Łódzkie mieszczuchy nie są chętne do pracy - przyznaje pan Stefan. - Wszyscy moi stolarze dojeżdżają z małych miejscowości. Niedawno moich dwóch dobrych fachowców ze świeżo uzyskanymi dyplomami czeladniczymi wyjechało do Anglii...

Trzech uczniów pan Stefan dowozi aż z Szadku. - Próbowałem załatać braki kadrowe robotnikami ukraińskimi - opowiada Piotr Świderski. - Ale ich pośrednik zaproponował warunki nie do przyjęcia: 800 dolarów miesięcznie, zakwaterowanie i jeden posiłek dziennie. Skoro mogę zawrzeć z cudzoziemcem umowę tylko na kwartał, to ja bardzo dziękuję za takie wsparcie.

Włodzimierz Kupisz

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.