Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4353 miejsce

Reporterka Bożena Aksamit: Gdzie się schylę, znajduję temat

- Najtrudniejsze w zawodzie dziennikarza jest mierzenie się z ogromnym napięciem emocjonalnym. Niełatwo rozmawia się o bolesnych sprawach z zupełnie obcymi ludźmi, a mnie interesuje człowiek wrzucony w wir historii – mówi reporterka Bożena Aksamit.

 / Fot. Artur Andrzej- Pisałam kiedyś reportaż o księdzu, który odwiedzał chorych na raka. Jeździłam z nim po wsiach. Potrafiłam przez godzinę chodzić wokół domu, ale nie weszłam do środka – opowiada Bożena Aksamit.

Najtrudniejsze w zawodzie dziennikarza jest dla niej mierzenie się z ogromnym napięciem emocjonalnym. - Niełatwo rozmawia się o bolesnych sprawach z zupełnie obcymi ludźmi – przyznaje. Wspomina reportaż o księdzu pedofilu czy staruszce porwanej i wielokrotnie gwałconej w czasie wojny przez Rosjan. - Interesuje mnie człowiek wrzucony w wir historii – mówi. To zwykle bohater złamany przez sytuację historyczną czy polityczną. Bożena Aksamit specjalizuje się w takich tematach.

W redakcji Gazety Wyborczej jest zresztą z tego znana. Dlatego kiedy ruszyła akcja „Umierać po ludzku” dostała zlecenie napisania cyklu artykułów o hospicjach. - Mam poczucie misji. Chcę, żeby to co robię miało sens – mówi. Za swój największy sukces uważa uratowanie młodej, niepełnoletniej dziewczyny przed odebraniem jej dziecka przez siostrę zakonną. Poruszanie wesołych, optymistycznych spraw jest dla niej banalne. - Ja mam zresztą naturę depresyjną – przyznaje.

Od grafiki do dziennikarstwa


Nie chciała być dziennikarką. Skończyła oceanografię fizyczną na Uniwersytecie Gdańskim. Po studiach wyjechała z mężem do Szwecji, ale ciągnęło go do Polski, do domu w Sopocie, więc wrócili. Znalazła pracę w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Nie zagrzała tam długo miejsca. - Nie chciało mi się wstawać o 7 rano – żartem tłumaczy powód rezygnacji. Znalazła posadę grafika w „Głosie Wybrzeża”, a następnie w trójmiejskim oddziale „Gazety Wyborczej”. - Zmarł akurat naczelny. Jego zastępca był moim znajomym. Z grafika uczynił mnie dziennikarką – opowiada. Pracowała w dziale Nowe Inwestycje. Pozostali redaktorzy nieco się burzyli. Jej też niezbyt się to podobało. Chciała się rozwijać. Marzyła o pisaniu reportaży. W redakcji nikt nie wierzył, że jej się uda. - Od zawsze dobrze pisałam. Miałam piątkę na maturze z polskiego – wspomina. Dzięki talentowi, ale i uporowi już po roku pracy dziennikarskiej, w Dużym Formacie ukazał się jej pierwszy reportaż. Opowiadał o księdzu z Chmielnika, który nie zgodził się na utworzenie we wsi sekcji karate. - Był tak śmieszny i absurdalny, że zgodzili się go wydrukować – mówi.

Wychowana na Dużym Formacie


Czuła satysfakcję, bo udało jej się osiągnąć to, w co nikt nie wierzył. Źródło sukcesu? - Jestem uparta. I zawsze wiedziałam czego chcę – tłumaczy. Od tego czasu minęło prawie osiem lat. Jej reportaże ukazują się w Dużym Formacie, Wysokich Obcasach, Wysokich Obcasach Extra, Wydaniu Świątecznym Gazety Wyborczej. Na tym pierwszym magazynie się wychowała. Teksty w nim publikowane ukształtowały jej warsztat. - Trzeba pamiętać, że to jest zupełnie inne pisanie niż w szkole – podkreśla. Reportażyści stosują krótkie, proste zdania. Posługują się stylem wzorowanym na mowie potocznej.

Ceni sobie sposób pracy w Wyborczej. - Tu nikt się nie spieszy. Szczygieł nad swoim ostatnim reportażem pracował pół roku - mówi. Ona, na przygotowanie materiału poświęca zwykle około miesiąca. Pracuje nad kilkoma tekstami jednocześnie. Dużo czyta na dany temat, kilkakrotnie spotyka się ze swoimi bohaterami, analizuje, dopytuje. Zdarzają jej się też pisać reportaże zlecone przez redakcję. Na te ma zwykle mniej czasu. Przygotowuje też cykl starych fotografii kobiet. Przyznaje, że to praca wyłącznie dla pieniędzy. - Szczygieł czy Hugo- Bader, oni to nie muszą pracować – śmieje się. - Ale to jest pierwsza kategoria reportażystów. Ja muszę z czegoś żyć - mówi - Chociaż tekstu o Iwonie Wieczorek bym nie napisała – dodaje. Przywołuje akurat ten przykład, bo przypomina sobie jak długi czas żyła nim redakcja trójmiejskiej „Gazety Wyborczej”. Pamięta, że nie podobało jej się podgrzewanie atmosfery wokół tego tematu.

Wywiad jak dobry film


Lubi swoją pracę. Daje jej możliwość dotarcia do wielu, interesujących informacji. Pozwala zetknąć się z fascynującymi osobami i ich niesamowitymi historiami. Ze swoimi bohaterami się jednak nie zaprzyjaźnia. - Nie chcę, żeby ktoś mną manipulował – tłumaczy. Zna osoby, które reportażami załatwiają swoje interesy. - Za coś takiego wyleciałabym z redakcji – przyznaje.

Wkrótce ukaże się jej rozmowa z dyrektorem Opery Bałtyckiej Markiem Weissem. O kobietach, miłości i feminizmie.
Dla niej spotkania z bohaterami są jak dobre kino – Kończąc wywiad czuję się jak po udanym seansie filmowym – przyznaje. Dlatego musi uważać, żeby nie dać się nazbyt wciągnąć w opisywane historie. - To przecież nie jest realny świat.

21 lutego w filii nr 2 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku odbyło się spotkanie z reportażystką Bożeną Aksamit. Zapoczątkowało ono cykl warsztatów: Wydział Literatury/Katedra Reportażu Oliwskiej Akademii Sztuki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

"Kim pan jest, panie Hartman" - warto przeczytać jako przykład warsztatu pani Aksamit.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.