
Trener Franciszek Smuda jak zwykle odkrył karty już w przeddzień spotkania, choć - jak zażartował - podczas Euro 2012 będzie się starał być bardziej powściągliwy.
Kamerun to nie Hiszpania, tym bardziej że po nieudanym mundialu w RPA doszło w tym zespole do kadrowej rewolucji. Krycie się za podwójną gardą nie ma więc większego sensu. Po dwóch bezbramkowych remisach z Finlandią i Serbią, a zwłaszcza po spektakularnej klęsce 0:6 ze wspomnianymi mistrzami świata i Europy, tylko zwycięstwo obroni wizję selekcjonera, który postanowił, że prowadzona przez niego reprezentacja ma grać ofensywnie i widowiskowo. Problem w tym, że wykonawców takiej taktyki na razie brakuje. Zwłaszcza w ataku.
Na pozór wygląda to nieźle, mimo absencji kontuzjowanego Artura Sobiecha. Jest Robert Lewandowski, którego niemieckie media zdążyły wykreować na jedną z gwiazd Bundesligi, ale jego forma po ciężkich treningach w Niemczech jest niewiadomą. Dużo do życzenia pozostawia dyspozycja Pawła Brożka.
Podobnie Rafała Boguskiego. Widać to było wyraźnie w przegranych przez Wisłę Kraków eliminacjach Ligi Europejskiej z Karabachem Agdam, w których obaj się skompromitowali. W przypadku Brożka można się w ogóle zastanawiać, czy jest sens opierania gry kadry na piłkarzu, któremu wyszedł w niej ledwie jeden mecz, i to prawie dwa lata temu (z Czechami w eliminacjach MŚ).
Problemy Smudy nie kończą się na środku ataku. Przeziębiony jest Jakub Błaszczykowski (we wtorek rano nie trenował). Bez formy, co było widać w sobotnim meczu Legii z Arsenalem, jest Maciej Rybus. Nie wiadomo, na co stać Rafała Murawskiego i Dariusza Dudkę, który po konsultacjach z selekcjonerem ma w środę wrócić na pozycję defensywnego pomocnika. - Z korzyścią dla wszystkich - uśmiecha się piłkarz Auxerre.
- Nie zmieniłem taktyki. Nadal będziemy grać ofensywnie. Murawski to uniwersalny pomocnik, który potrafi iść do przodu - tłumaczył Smuda na konferencji prasowej przed drugim wtorkowym treningiem Polaków.
- Chcę oczywiście wygrać, ale bardziej niż wynik liczy się dla mnie dobra gra. Co z tego, że wygramy, skoro będziemy kopać się przy tym po czołach - dodał.
Selekcjoner twierdzi, że eksperymentować ze składem będzie do końca połowy przyszłego roku, później oprze się na wyselekcjonowanej grupie piłkarzy. Na razie jednak nie wiadomo, kto ją tworzy.
- W moim przekonaniu wszystko jest na bladym początku. Można dużo sobie obiecywać po dobrych meczach z Kanadą czy Bułgarią, ale to nie są potęgi. Mecz z Hiszpanami pokazał, że dzieli nas od nich taki dystans jak zespół grający w Lidze Mistrzów od zespołu z ligi kambodżańskiej - szczerze przyznaje Michał Żewłakow.
Czytaj więcej:
www.ekstraklasa.net