Facebook Google+ Twitter

Rewolucja w Bułgarii. Demonstranci zablokowali parlament

Na ulicach Bułgarii rozgrywa się od 40-tu dni rewolucja społeczno-polityczna. Ludzie protestują przeciw władzy i nędznym warunkom życia. Pod naciskiem tłumu rząd upadł a nowo wybrany też nie odpowiada oczekiwaniom. Protesty trwają.

 / Fot. EPA/STRWe wtorek wieczorem, 23 lipca, doszło przed parlamentem w Sofii do silnych starć policji z tłumem uczestników antyrządowych protestów, trwających niemal bez przerwy 40 dni. Policja nie podała informacji o liczbie rannych i zatrzymanych.

Rozwścieczeni demonstranci otoczyli budynek parlamentu i zablokowali wyjście posłom i akredytowanym dziennikarzom. Nad ranem w środę, po ponad 8 godzinach blokady, policja wyprowadziła z gmachu dwie grupy – ministrów i parlamentarzystów. Na zdjęciu w artykule - typowa bułgarska architektura (Wikipedia).

Zdaniem ochrony, w parlamencie przebywało 109 przedstawicieli narodu i mediów. Byli m.in. deputowani, trzech ministrów, szef jednej z central związkowych, reprezentanci związku pracodawców i dziennikarze. Parlamentarzyści przyjęli nowelizację ustawy budżetowej na 2013 rok, którą Sejm ma rozpatrzyć w czwartek, 25 lipca - czytamy w serwisie polskatimes.pl.

Policja, w połączeniu z oddziałami żandarmerii, próbowała wywieźć z budynku parlamentu pewną część osób, autobusem. Protestujący okrążyli autobus, rzucali kamieniami i wybili część szyb. Przygotowali też spontanicznie barykadę z kontenerów na śmieci, aby zablokować ulice do parlamentu.

Minister finansów, Petyr Czobanow, który był w zaatakowanym przez tłum autobusie, powiedział w telewizji publicznej, że mimo protestów "rząd pracuje i zamierza dalej pracować". Obecny w telewizji lewicowy deputowany, Anton Kutew, pokazał widzom, rzucony w niego kamień.

Dziś rano nie doszło do nowych starć. Przed parlamentem nadal pozostaje grupa kilkudziesięciu demonstrujących. Źródła policyjne nie podają informacji o liczbie protestujących we wtorek i w nocy z wtorku na środę. Według obserwatorów, początkowo było ich ok. 1000-1500. Późnym wieczorem, w czasie jak telewizja publiczna i główne kanały TV komercyjnych, zaczęły transmitować bezpośrednio starcia z policją, dołączyło jeszcze kilkaset osób.

Wicepremier i szef MSW Bułgarii, Cwetlina Jowczewa, poinformował, że w grupie protestujących byli prowokatorzy. Według ministra "wyraźnie dążyli oni do spowodowania napięcia".

- Naszym celem było to, by nie ucierpieli ludzie - zarówno ci w parlamencie, jak i wśród protestujących. Policja nie użyła siły i nie dała się sprowokować. Są lekko ranni policjanci i protestujący. Są zatrzymani – mówił minister Jowczew. Nie podał jednak ich liczby. Pogotowie ratunkowe w Sofii poinformowało, że rannych jest 9 osób, w tym dwóch policjantów. Ranni po opatrzeniu nie wymagali hospitalizacji.

Prezydent Bułgarii, Rosen Plewnelijew, wezwał społeczeństwo do zachowania pokojowego charakteru protestu. "Wzywam do powstrzymania się od wszelkich działań, prowadzących do eskalacji napięcia i naruszenia porządku publicznego" - powiedział prezydent w mediach. Wezwał również policję, aby nie dawała się prowokować.

Uliczne wystąpienia antyrządowe trwają w Bułgarii już od 40 dni. Rozpoczęte 14 czerwca, jako spontaniczny protest społeczny przeciwko mianowaniu kontrowersyjnego polityka i magnata medialnego, Deliana Peewskiego, na szefa Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (ABW). Mimo cofnięcia i unieważnienia tego kadrowego wyboru, protesty pozostały. Z czasem przekształciły się w antyrządowe demonstracje, z żądaniami "natychmiastowej dymisji rządu, przedterminowych wyborów i odsunięcia oligarchii od władzy".

Marszałek Sejmu, Michaił Mikow, w tej sytuacji odwołał środowe posiedzenie Zgromadzenia Narodowego. Powiedział mediom, że w takiej atmosferze parlament nie może obradować, i zwrócił się do posłów, aby nie przychodzili do pracy. Czy to ostudzi narosłe niezadowolenie i emocje protestujących ludzi? Czy szefowie central związkowych ostudzą gorące nastroje aktywu związkowego i szarych obywateli? Czy policja zechce wziąć pod uwagę prośbę prezydenta kraju o to, aby unikać starć i nie dawać się prowokować?

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Albo społeczeństwo czuje, że ma jakiś wpływ na sprawowanie władzy albo nie i wtedy się zaczyna, same frazesy, że demokracja przecież już nie wystarczą, może u nas wreszcie ktoś z tego przykładu wyciągnie jakieś wnioski

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.