Facebook Google+ Twitter

Rewolucje w świecie arabskim. Debata na Uniwersytecie Warszawskim

Debata odbyła się w środę, 20 kwietnia, w Instytucie Socjologii UW. Gośćmi byli: były ambasador RP w Sudanie, Egipcie i Grecji, Grzegorz Dziemidowicz, oraz dwoje wykładowców IS UW: dr Renata Włoch oraz dr Przemysław Sadura.

Nie przypadkiem debata odbyła się w Instytucie Socjologii. Już bowiem na samym początku spotkania dr Renata Włoch, zapytana o przyczyny niepokojów w Świecie Arabskim, podkreśliła gruntowny społeczny charakter wydarzeń, jakich jesteśmy świadkami.

Przyczyny


Sama rewolucja jest zwykle wywołana iskrą, jakimś przypadkowym wydarzeniem; za nimi zaś stoją przyczyny długofalowe. Jedną z takich przyczyn jest bez wątpienia trapiący ten region problem demograficzny, co rzeczowo omówił ambasador Dziemidowicz. W latach 70. w Egipcie było 28 mln ludzi. W tej chwili populacja tego kraju wynosi ponad 80 mln mieszkańców, z czego znaczna większość mieszka w dolinie Nilu, stanowiącej 6 proc. jego terytorium (1 mld km kwadratowych, dla porównania Polska - ok. 323 mln). Co roku przybywa około 2 mln Egipcjan; do roku 2050 będzie ich już zatem 160 mln. Taki stan rzeczy jest spowodowany m.in znaczącym wydłużeniem długości życia, ale nie tylko - trzeba przy tym zauważyć, że 60 proc. populacji jest poniżej trzydziestego roku życia.

Z kolei proporcjonalnie do liczby ludności rośnie tam liczba ludzi wykształconych. O ile po drugiej wojnie światowej była to liczba rzędu 30 proc., teraz jest to procent 80. To właśnie ci młodzi ludzie po studiach, nie mogący się odnaleźć na przeludnionym rynku pracy, świadomi braku wszelkich perspektyw, wyprowadzili tłumy na plac Tahrir. Pociągnęli za sobą wielu innych, niemających nie tylko zatrudnienia, ale i środków do życia. W Egipcie takich osób jest ponad 8 mln., ludzi żyjących "z dnia na dzień"

Czytaj też: Kolejne protesty w Kairze. Są ofiary

Prelegenci zwrócili także uwagę na fakt rozwiniętej turystyki w krajach regionu. Mieszkańcy świata arabskiego nieustannie stykają się z zamożnymi, uśmiechniętymi turystami, ludźmi pewnymi swojej przyszłości. Można sobie wyobrazić narastającą w nich frustrację. A reżim? Reżim trwa sobie niezmiennie od zawsze, bo przecież od zawsze pamięta go względnie młode społeczeństwo. Kadafi - 42 lata, dyktatura al-Assadów w Syrii - 40 lat, Mubarak - 30 lat, Saleh w Jemenie- 21 lat. Kto ma więc ponosić odpowiedzialność, jak nie oni?

Jednym z tematów debaty był aspekt nowych mediów w rewolucjach arabskich. To właśnie na portalach społecznościowych, takich jak Facebook, powstały inicjatywy pierwszych protestów w Tunezji i Egipcie, i to właśnie odcięcie kraju od internetu było pierwszą reakcją reżimów na rosnącą determinację ludu. Jednak nie należy przypisywać temu czynnikowi zbyt wielkiej wagi. "Każda rewolucja ma swoje medium", jak podkreślał dr Sadura. Rewolucja "Solidarności" miała telewizję, rewolucja irańska miała kasety magnetofonowe, zawierające nawoływania Chomeiniego do walki z szachem.

Nie czekaj, zgłoś się! Trwa konkurs Dziennikarz Obywatelski 2010 Roku

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.