Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

182611 miejsce

Reżyser David Frankel - męski feminista z Hollywood

Kilka dni temu na polskie ekrany wszedł głośny film pt. "Diabeł ubiera się u Prady" w reżyserii Davida Frankela. Obraz ten miał swoją światową premierę na festiwalu w Wenecji, gdzie autorce Wiadomości24.pl udało się porozmawiać z reżyserem.

Scena z filmu pt. Serial TV "Seks w wielkim mieście", którego kilka odcinków Pan wyreżyserował i w którym dochodzi do przełamania wielu obyczajowych tabu oraz film "Diabeł ubiera się u Prady", gdzie portretuje Pan kobietę, stawiającą pracę na pierwszym miejscu - sprawiły, że w Hollywood zyskał Pan opinie męskiego...feministy. Zgadza się Pan z tym?
David Frankel: ­- Skoro tak o mnie mówią, to niech tak zostanie! Nie będę się sprzeciwiał.

A nie jest tak?
Nie wiem, czy etykieta feministy pasuje do mnie w stu procentach, ale na pewno nie jestem typem mężczyzny, który boi się ambitnych, silnych i władczych kobiet, osiągających wysoką pozycję zawodową. Ja je podziwiam i cenię. I zawsze to podkreślam. Taka jest na przykład moja żona. Cieszę się jej sukcesami i jestem z niej dumny. Zresztą wychowałem się w otoczeniu wspaniałych i niezależnych kobiet.

Podziwia Pan także szefową "Vogue'a" Annę Wintour? W filmie "Diabeł ubiera się u Prady" mimo zmiany nazwy pisma i nazwiska głównej bohaterki na Mirindę Priestley, w którą wcieliła się Meryl Streep i tak wszyscy wiedzą o kogo chodzi.
Ależ ja uwielbiam Annę Wintour! Imponuje mi! To prawda, że dla swoich współpracowników była koszmarną szefową, jędzą, babą z piekła rodem. Jej asystentki nazywały ją "Nuklearną Anna", "Lodówką", "Chudym rekinem". Jeśli ktoś nie spełniał jej trudnych nieraz do wykonania poleceń, potrafiła go poniżyć, upokorzyć. Była bezlitosna. W pracy bardzo wiele wymagała od siebie i tego samego oczekiwała od innych. Poza tym nie znosiła rozmieniać się na drobne, marnować czasu na tak przyjemne może, ale nieefektywne "przerywniki" jak kawa czy ploteczki. Ta "jędza", ubóstwiana przez Lagerfelda i Galiano osiągnęła jednak niesamowite sukcesy.

Jakie na przykład?
Scena z filmu pt. Okazała się najlepszą naczelną w ponad stuletniej historii "Vouge'a". Mimo kryzysu czytelnictwa w USA pismo to pod kierownictwem Anny Wintour utrzymało prymat na rynku. Roczne wpływy z reklam sięgają prawie 350 milionów dolarów. Stworzyła prawdziwe imperium mody, wypromowała wielu wspaniałych projektantów. Jednak absolutnym strzałem w dziesiątkę było zerwanie ze snobistyczną formułą tej „biblii mody”, za jaką uchodzi "Vogue". Obok luksusowych kreacji, zaczęto tutaj promować modę także dla zwykłych klientek, ale w dobrym guście. Anna pociągnęła za sobą innych wielkich kreatorów mody. Na przykład Karla Lagerfelda, który także produkując dla sieci H&M zaczął spełniać marzenia kobiet o modnych ubraniach za niewielkie pieniądze.

Czy tylko ze względu na zasługi dla świata mody Miranda Priestley w kreacji Meryl Streep jest o wiele mniej demoniczna, niż Wintour w rzeczywistości i w głośnej powieści "Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weinberger, byłej asystentki, która nie pozostawiła suchej nitki na swej dawnej szefowej?
Meryl Streep w filmie pt. Nie! Nieporozumienie polega na tym, że nasz film nie jest filmem o Annie Wintour, choć został jej postacią zainspirowany. Natomiast dotyczy ogólnie fenomenu kobiet, które osiągnęły zawodowy sukces. W postaci Mirandy Priestley skoncentrowałem się na jej determinacji, ustępstwach i kompromisach, jakich musiała dokonać na drodze do osiągnięcia swoich celów. Pod maską chłodu i niedostępności ukrywa się kobieta, która zapłaciła bardzo wysoką cenę za sukces zawodowy. Tytaniczna praca, talent, kreatywność i przedsiębiorczość to nie wszystko. Kobieta, która stawia pracę i samorealizację na pierwszym miejscu musi jeszcze dodatkowo zmierzyć się z wrogością i nietolerancją otoczenia. Jeśli mężczyzna poświęca swoje życie pracy i zaniedbuje rodzinę bądź przyjaciół, to jakoś to mu uchodzi. Kobieta w takiej samej sytuacji prawie zawsze musi się liczyć z zaostrzoną krytyką. Uważam, że to nie fair.

Teraz rozumiem, dlaczego wątek faustowski nie wypalił. Bohaterka Meryl Streep daleka jest od diablicy konsekwentne kuszącej młodziutką asystentkę mirażem sławy i bogactwa za cenę zaprzedania duszy kapryśnemu imperium mody.
Tak, chociaż próbuje, ale ze słabym skutkiem. To ta maska na pokaz. W głębi duszy Miranda jest kobietą rozdartą, przegraną. Rzuca się w wir pracy, jak szalona, by zabić dręczące ją wątpliwości i stłumić depresję. Jej asystentka, którą fantastycznie zagrała Anna Hathaway, na szczęście odkrywa to drugie oblicze swojej szefowej, a to ułatwia jej podjęcie decyzji, w sprawie dalszego pokierowania własnym życiem.

Trzeba było talentu Meryl Streep, by wygrać wszystkie niuanse wieloznacznej postaci Mirandy. Po pokazie filmu w Wenecji, słyszałam, oprócz pochlebnych opinii i takie, że gdyby nie kreacja Streep, film byłby jedynie ruchomym żurnalem mody na ekranie.
Scena z filmu pt. Zdaję sobie sprawę z tego, że Meryl unosi ten film. Od kiedy zobaczyłem ją w Manhattanie" Woody Allena marzyłem, by kiedyś móc z nią współpracować. Z chęcią zgodziła się zagrać w filmie "Diabeł ubiera się u Prady". Jej Miranda waha się między tragedią i komedią. Potrafi wydobyć komizm z sytuacji, które wcale nie wydają się zabawne. I na odwrót. Myślę, że Meryl zdecydowała się na udział w tym filmie także trochę na przekór sobie. Prywatnie najlepiej czuje się w dżinsach i podkoszulkach. Nie nosi wszystkich tych luksusowych, markowych ubrań, w które musiała się przebierać po kilka razy dziennie. W filmie pojawia się w blisko 60 kreacjach od najlepszych projektantów. Nie tylko od Prady, ale i Valentino, Chanel, Donny Karan, Calvina Kleina, Armaniego i innych. To prawdziwa rewia mody.

Drugim strzałem w dziesiątkę, oprócz zaangażowania w filmie Meryl Streep okazało się powierzenie roli stylistki na planie słynnej Patrycji Field.
Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. W filmie o modzie podróbki są wykluczone. Wszystko musi być autentyczne i precyzyjnie skomponowane. Z Pat i jej nieprawdopodobną intuicją oraz wyczuciem stylu zetknąłem się już na planie "Małżeńskiej rapsodii", a potem "Seksu w wielkim mieście". Grającej w obu tych filmach Sarah Jessice Parker, Pat kazała nosić tak dziwaczne ubrania, że sam zachodziłem w głowę, co to jest. Tymczasem za dwa lata wszyscy ubierali się w te same kreacje. W związku z ogromną popularnością "Seksu..." i jego wpływu na sposób ubierania się Amerykanek zaczęto pisać, że ubrania aktorek odciągają uwagę widzów od dialogów. Dzięki brawurowym popisom aktorskim w filmie "Diabeł ubiera się u Prady", mam nadzieję, że udało się tego niebezpieczeństwa uniknąć. Za sprawą swoich kontaktów w świecie mody udało się Pat wypożyczyć wiele luksusowych kolekcji dla potrzeb filmu i zaoszczędzić w ten sposób sporo pieniędzy.

Chyba nie było to aż tak trudne? W końcu to świetna reklama dla projektantów.
No tak, ale proszę wziąć pod uwagę, że wartość wszystkich kreacji łącznie z setkami dodatków: butów, torebek, okularów przekroczyła milion dolarów. To absolutny rekord w historii kina. Zbankrutowalibyśmy, gdyby trzeba było za to wszystko płacić.

No to teraz chodzi Pan wyłącznie w butach od Prady i w garniturach od Armaniego?
Rozczaruję Panią! Otóż nie. Solidarnie zdecydowaliśmy, że oddamy wszystkie te ubrania, które moglibyśmy zatrzymać za zgodą projektantów, dla ofiar huraganu Katrina. I tak też się stało.

Gwiazdy filmowe uchodzą za najlepszych ambasadorów mody. Czy Meryl Streep w wieczorowej sukni od Valentino i w szpilkach od Prady okaże się tak samo skuteczna w promowaniu tych marek, jak Sarah Jessica Parker, która wylansowała buty Manolo Blahnika?
Scena z filmu pt. A dlaczego nie? Być może fakt, że Meryl nie ukrywa, że nie przywiązywała dotąd do mody tak wielkiego znaczenia - bardziej przekona przeciętne kobiety do tego, że od czasu do czasu warto zaryzykować i zmienić coś w swoim wyglądzie. Młodsze i piękniejsze aktorki oraz modelki, jak np. Halle Berry (Versace), Christy Turlington (Vero Moda) czy Scarlett Johanson (Reebok) paradoksalnie są mniej wiarygodne. Trudniej jest zachować powab i zmysłowość po 50-tce, niż wtedy, gdy jest się młodym i ślicznym. A Meryl w sukni od Valentino wygląda naprawdę zjawiskowo.

Czy to jednak nie przesada, gdy niektóre media nazywają Benedykta XVI "Papieżem Prady". Podobno nalegano na zmianę niefortunnego tytułu Pana filmu. A może chodziło o zwykły chwyt marketingowy?
Czytałem o tym w prasie, ale zapewniam, że w żadnym wypadku nie ośmielilibyśmy się wykorzystywać osoby Ojca Świętego do tak przyziemnych celów. Poza tym bestseller Weinberger napisany został, kiedy Benedykt XVI był jeszcze kardynałem Ratzingerem. Z tego, co wiem, czerwone mokasyny papieża, o które tyle szumu - wykonuje na zamówienie Jego osobisty szewc. Niewykluczone jednak, że Ojciec Święty faktycznie ubiera się u Prady, bo gdzieś musi. To marka dyskretnej elegancji i prostoty, bez ostentacyjnie okazywanego logo.

Czy fascynacja modą, tak wyraźna w Pana filmach, nie stoi w sprzeczności z deklarowanymi przez Pana na początku naszej rozmowy feministycznymi sympatiami? Myślę o uprzedmiotowieniu kobiety.
Scena z filmu pt. Nie, bo myli Pani kobiecą zmysłowość z seksizmem. Oczywiście, że na wybiegu czy w reklamach pojawiają się roznegliżowane modelki, ale niekoniecznie te obrazki czy sytuacje muszą mieć seksistowski charakter. Poza tym wiele kolekcji wręcz lansuje wizerunek kobiety pewnej siebie, silnej, przewrotnej a przy tym emanującej zmysłowością. Nawet jeśli taka modelka więcej odsłania, niż zasłania, to nie musi to mieć nic wspólnego z męską dominacją lub nienawiścią do kobiet. Proszę też zwrócić uwagę na to, że zarówno w reklamie, jak i na wybiegach pojawia się także coraz więcej wizerunków męskiego ciała. Chanel przeobraziła kobiety w chłopczyce. Damskie smokingi szyje Karl Lagerfeld i Ralph Lauren. Zabawne jest to, że swojego czasu feministki zarzuciły Yves Saint Laurentowi uprzedmiotowienie kobiet, podczas, gdy on jako jeden z pierwszych wprowadził elementy męskiego stroju do damskiej garderoby. To za jego sprawą modelki stały się boginiami, ikonami kultury - wyniosłymi, grymaśnymi i niedostępnymi.

Rozmawiała Mariola Wiktor.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

A ja się przyczepię czegoś innego... nazwisko Frankel w każdym języku, w każdym przypadku brzmi tak samo a jeśli już bardzo musisz odmieniać to czego się nie odmienia to bardziej swojsko brzmi "Frankla" zamiast "Frankela"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wprawdzie pojęcie *szowinista* jest "bezpłciowe", więc przykład raczej niewłaściwy, ale może masz rację; w końcu jeśli jest *prostytutka" i *męska prostytutka" (nie ma *żeńska prostytutka*), to pewnie jest *feministka* i *męski feminista* (nie ma *żeński feminista*), choć z drugiej strony - czy *męski feminista* to nie (po prostu) *feminista*? I kółko się zamyka...

Komentarz został ukrytyrozwiń

mariola.wiktor

Dziekuje za komentarze. Nie ma w wywiadzie określenia "żeński feminista". Byloby to faktycznie masło maślane. Jest za to "męski feminista", a to jednak różnica. Skoro utarlo sie w polskim jezyku i nikt przeciez tego nie kwestionuje, ze istnieje "męski szowinista", to nie widzę powodu dla którego "męski feminista" nie miałby racji bytu. Mam na mysli statystycznie rzadsze (w koncu feminizm jest wynalazkiem kobiet) ale jednak istniejace przypadki feminizmu propagowanego przez mężczyzn.
Co do przytoczonej wypowiedzi Davida Frankela to jest skrót myślowy, ale zarazem doslowny cytat tego, co rezyser powiedzial, a czego nie moge zmieniac. Na konferencji prasowej w Wenecji Meryl Streep potwierdziła, ze ubrania zostaly zlicytowane. Nie dodała na co konkretnie przeznaczono pieniadze ale niewykluczone ze wlasnie na zywnosc. Zreszta przy tak wielkiej tragedii, gdy ludzie zostaja bez niczego - potrzebne jest wszystko.

Komentarz został ukrytyrozwiń

*No to teraz chodzi Pan wyłącznie w butach od Prady i w garniturach od Armaniego?
– Rozczaruję Panią! Otóż nie. Solidarnie zdecydowaliśmy, że oddamy wszystkie te ubrania, które moglibyśmy zatrzymać za zgodą projektantów, dla ofiar huraganu Katrina. I tak też się stało.*
Ludzie są dziwni. Rozumiem - pomagać w nieszczęściu, ale nie wiem, czy dla umorusanych, bezdomnych, upodlonych przez żywioł ludzkich cieni, akurat drogie garnitury od Armaniego to właściwa pomoc? Ubranka powinny być zlicytowane, a za otrzymane pieniążki można byłoby kupić wagon żywności. Chyba że to skrót myślowy...
Rzeczywiście - *męski femnista* to brzmi dziwnie, pod. jak *żeński (kobiecy) oddział porodowy*...

Komentarz został ukrytyrozwiń

tekst bardzo przyjemny choć o żeńskim feminiście w życiu nie słyszałam :) ech chciałoby się popolemizować...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.