Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

82612 miejsce

Robert Brylewski - gigant w ukryciu

Rolą w przewrotnym musicalu, który diagnozuje stan przemysłu muzycznego w Polsce przypomniał o swoim istnieniu Robert Brylewski.

Człowiek, który stworzył podwaliny polskiej muzyki niezależnej lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych od jakiegoś czasu milczał i nie dawał znać o swoim istnieniu. Robert Brylewski jest w dużej mierze odpowiedzialny za to, że polska muzyka, z dźwiękami której kończyły się czasy realnego socjalizmu, trzyma tak dobry, równy poziom. I to do dziś, kiedy łatwo jest zweryfikować jakość muzyki w ogóle, skoro wszystko (lub prawie wszystko) dostępne jest w Internecie na wyciągnięcie ręki czy klik klawiatury.

Jeśli komuś niewiele mówią nazwy Kryzys, Brygada Kryzys, Izrael czy Armia, to znaczy, że niewiele wie o muzyce polskiej – to wszak filary, na których kształtował się gust muzyczny całego pokolenia młodych ludzi. Jako gitarzysta, wokalista, autor tekstów zapisał w każdym wyżej wymienionym zespole sążnisty rozdział. Niezwykłej jakości są również jednorazowe projekty, w jakich Brylewski wziął udział – Falarek Band, Świat Czarownik czy Users, w którym spotkały się tak różne osobowości, jak Marcin Świetlicki, Mikołaj Trzaska, Tymon Tymański czy Milo Kurtis.

Wciąż wierny swoim ideałom w ostatnio przeprowadzonym wywiadzie przestrzega przed pójściem w jego ślady młodych ludzi – sama muzyka – jakkolwiek jest cenne to, czego dokonał – nie zapewniła mu godziwych środków materialnych, choć sytuacja może się nieco poprawić – Robert Brylewski ma w planach odwiedzić siedzibę ZAiKSu w Warszawie i odebrać należne tantiemy za wykorzystanie praw autorskich. A trzeba wiedzieć, że utwory jego kompozycji i współkompozycji były i są wykonywane wyjątkowo często.

Dorastał w czasach, kiedy na zagranicznych rynkach muzycy dawali sobie radę i finansowo stali pewnie na nogach tylko dzięki wykonywanemu przez siebie rzemiośle. Podobna sytuacja w Polsce, choć teoretycznie możliwa, nie była częsta. Częściej za to decydowano się na wyjazd zarobkowy i Robert Brylewski nie był tutaj wyjątkiem (w latach osiemdziesiątych wyjechał do Londynu i pracował jako stolarz).

Obecnie również trudno utrzymać się z samej muzyki – zainteresowaniom i spełnianiu się na scenie muzycznej musi towarzyszyć coś jeszcze – tutaj ">przykład Pezeta, choć to inna muzyczna bajka. Oby renesans popularności Roberta Brylewskiego doprowadził go znowu do studia nagraniowego, by przypomniał o swoim istnieniu nie tylko przez ekran filmowy, ale również membranę głośnika.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.