Facebook Google+ Twitter

Roberto Bolano "2666" - opowieść nieskończona

Fala publikacji i audycji na temat pierwszej powieści chilijskiego pisarza wydanej w Polsce już minęła - trudno dołożyć jeszcze jedną odkrywczą cegiełkę do tego monumentu, dzieła doskonałego w swej niedoskonałości.

 / Fot. bolanoJak słusznie zauważył sam Bolano w jednej z pięciu części opasłego dzieła, i jak następnie potwierdził to w posłowiu Ignacio Echevarria, czytelnik, nawet najbardziej zaprawiony w bojach literackich, zwykle boi się sięgać po tak gigantyczne i wymagające książki, jaką jest "2666". Z kolei nieunikniona trudność pisarza podejmującego się ogromnego wysiłku stworzenia kompletnej całości w postaci wielowątkowej, rozbitej na pozornie niezależne części, polega na budowaniu fabularnych wątków, przeplataniu niewidzialnych, subtelnych nici sensów i odniesień, które w wyobraźni odbiorcy w końcu jawić się będą jako logiczna całość. Skromność i pokora polegają wreszcie na odgórnej akceptacji faktu, że nie będzie to ostatecznie rzecz doskonała, tak jak doskonałe potrafią być krótkie formy, dojrzała i dopieszczona, ale raczej obarczona piętnem nieskończoności, nienasycenia, ujawniająca uniwersalną trudność w stworzeniu powieści idealnej.

Po części więc "2666" to wprawka i próba, książka wydana w umownie ostatecznej wersji, przyjętej za taką przez wydawców, którzy po namyśle stwierdzili, że wersja trafiająca do naszych rąk mniej więcej spełni zarówno swoją funkcję, jak i nasze oczekiwania. Jako że twórczość artystyczna każdego rodzaju podlega tej samej dynamice wiecznej niepewności i nieustannego kreślenia, poprawiania i szlifowania, warto się na taki układ z Bolano zgodzić: niczego od góry nie przyjmować za ostateczne i zamknięte, dać się ponieść pięciu książkom zamkniętym w jednym tomie, z których żadna nie znajduje swojego końca. Otwartość formy pozwala na spekulacje i wyobrażenia, pozostawia więc szersze pole odbiorcy - kolejne wyzwanie, jakie nie każdy czytelnik gotów jest podjąć.

Ale jeśli już, czytelniku, zdecydujesz się na spędzenie z tym 1000-stronicowym dziełem swojego bezcennego czasu, czeka na ciebie podróż pełna podniet i radości, z których otrząsał się będziesz porankami i do której tęsknił będziesz w każdej chwili, która nie będzie spędzana z autorem czy jego bohaterami. Spotkasz przedziwne postaci osadzone w zupełnie innych światach - historycznych, geograficznych, społecznych, intelektualnych - których losy nie spotykają się ot, po prostu, na ulicy meksykańskiego miasteczka, jednego z kilku wyraźnych wspólnych mianowników dla tych narracji, mimo to ich fatum ciąży w kierunku tego miejsca, a niesamowitość tych zbieżności można by banalnie porównać do efektu motyla, dynamiki świata pełnego subtelnych splotów okoliczności i wypadków. Bolano pokazuje, jak historie przeplatają się i ocierają o siebie, istniejąc jednak nieświadomie, o włos od świadomości, w paralelnych rzeczywistościach, powodowanych zupełnie innymi czynnikami. Banalna, choć piękna myśl polega na tym, że każde z nas funkcjonuje w pełnym potencjalnych możliwości mikrokosmosie i każdy ruch otwiera morze nowych sytuacji, każąc jednocześnie zrezygnować z całego morza scenariuszy.

Roberto Bolano napisał powieść pokroju "Ulissesa" albo "Gry w klasy", wielkie wyzwanie, bogate w wątki, przemyślenia, historie i wiedzę. Zawarł w niej zarówno elegancką satyrę na światek intelektualistów, nie tylko naszych czasów śmiem twierdzić, ale w ogóle, wyśmiał akademików i obnażył ich ciemnotę oraz strategie działania. Dał im do ręki kontrowersyjne i nieporadne powieści nieznanego, enigmatycznego pisarza i pozwolił im wyłuskiwać z nich swoje kariery, oparte na spekulacjach i teoretyzowaniu. Ściera nas z niesamowitymi losami wykładowcy Amalfitano w kolejnej części, pokazując egzystencjalne obawy i nakreślając obawy mieszkańca Meksyku, który trafia tam z przypadku i pogrąża się powoli w specyficznym amoku. Przedstawia nam rzeczywistość meksykańskiego boksu i pokrętnych karier, których prawidłowości nie ograniczają się wbrew pozorom do skorumpowanego i złego świata Meksyku, ale odbijają w sobie choroby naszej cywilizacji, z jego maczyzmem, przemocą, narkotykami i wyzuciem z wartości, w którym nikt nie podąża za żadnym etosem, chyba że jest to etos bandy. Z kronikarską dokładnością, niemalże torturując nas obiektywną i chłodną relacją z morderstw popełnianych w Santa Teresa, prezentuje losy kobiet oraz uwikłanie władz w tym bardzo specyficznym miejscu na świecie. Wreszcie rozsupłuje część wątków w "Części Archimboldiego", odkrywając przed nami niezwykłe losy pisarza i prowadząc fabułę w sposób, który nawet wytrawnego czytelnika będzie w stanie nie raz zaskoczyć. By wreszcie lekką ręką zmienić oś narracji i poprowadzić nas zgrabnie na kolejne manowce, z którymi radź już sobie sam.

Nie chcę tutaj opowiadać o powieści łatwej i przyjemnej, choć tak moim zdaniem można ją czytać - dużo ciekawiej podjąć rękawicę i poszukiwać wraz z Chilijczykiem dróg w zakreślonym przezeń labiryncie, ciesząc się jednocześnie daną nam swobodą, którą wiele lektur odbiera nam przez swoją spójność. I można rzecz zakończyć tak, jak Bolano mógłby ją skończyć w jednej z alternatywnych wersji - słowami nieujawnionego narratora, który rzecze: "Wszystko zrobiłem, wszystko przeżyłem. Gdybym miał jeszcze siły, zapłakałbym". Drogi czytelniku - przeżyj to i zrób to, względnie na odwrót.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.