Facebook Google+ Twitter

Rock-opera w 600 lat po bitwie ["Krzyżacy" - subiektywnie]

Wiele lat dane nam było czekać na kolejną rodzimą rock-operę. Od czasów "Nagiej" czy "Pozłacanego warkocza" upłynęło wiele czasu. Tym szczęśliwszy byłem, słysząc wieści o "Krzyżakach", porównywanych przed premierą do "Jesus Christ Superstar".

grafika z oficjalnej strony twórców - www.krzyzacy.org / Fot. Krzyzacy.org Scenarzystą i reżyserem przedstawienia (a także - jak się okazało - odtwórcą roli Kuno von Liechtensteina), którego prapremierę mieliśmy okazję zobaczyć w warszawskiej Sali Kongresowej 30 grudnia 2010 roku jest Maciej Kołaczkowski. Do swojego pomysłu udało mu się namówić Jacka Korczakowskiego (twórcę tekstów) oraz, znanego z formacji Kameleon (która od lat wspomaga m.in. koncerty "Pamiętajmy o Osieckiej") - Hadriana Filipa Tabęckiego.

Jednak największą medialną wartością, jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego spektaklu, było zebranie przez twórców grupy wybitnych wokalistów - poczynając od wielkiej czwórki, która od kilku miesięcy spoglądała na nas z plakatów promocyjnych "Krzyżaków", a więc: Maćków - Silskiego i Balcara, Pawła Kukiza i Artura Gadowskiego, przez Katarzynę Jamróz czy Jana Jangę Tomaszewskiego.

Faktycznie wokalnie sztuka mogła się podobać - świetna kreacja Maćka Silskiego (w roli Zbyszka z Bogdańca) czy też obu powieściowych miłości średniowiecznego rycerza - Danusi (w tej roli Olga Szomańska) i Jagienki (Joanna Dec). Krótko wokalnie (ze względu na graną rolę - Juranda ze Spychowa), acz udanie zaprezentował się Maciek Balcar. Szczególnie poruszająco zabrzmiał jego głos w pieśni w której... nie użył ani jednego słowa (wówczas jako Jurand był już po okazaniu "miłosierdzia" przez Krzyżaków).

Muzycznie - Hadrian Tabęcki również stanął na wysokości zadania. Było różnorodnie, dynamicznie i lirycznie, miejscami progresywnie, chociaż zdarzył się utwór niemal popowy (Jagna), jak rozumiem w formie swoistego pastiszu.

Co do treści - twórcy nie starali się odwzorować powieści naszego noblisty. Skupili się na dwóch wątkach - miłości rycerza Zbyszka do Danusi i Jagienki i jego sercowych rozterek oraz do ukazania dziejów Zakonu Krzyżackiego i państwa Polskiego od sprowadzenia braci przez Konrada Mazowieckiego w XIII w. aż po bitwę z roku 1410, jednak elementy militarne (również ze względu na minimalistyczną wręcz scenografię) ograniczone były do minimum.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Aga
  • Aga
  • 04.01.2011 18:58

w sumie mam podobne zdanie, dołożyłabym jeszcze zachowanie widzów podczas przerwy...czy naprawdę ludzie mają tak małe pęcherze, żeby od razu pchać się do drzwi - ja zostałam, prawie przez cały czas wpatrując się w Pana Balcara...fajnie to było wymyślone...nie zgadzam się co do komiksów - dla mnie było ich za dużo...zaspamuję jeszcze tu link do mojej recenzji, bo mam wrażenie, że uzupełnia się z recenzją Pana Redaktora - http://tlumaczeniamusicali.bloog.pl/id,328453006,title,Rock-Opera-Krzyzacy-Sala-Kongresowa-Warszawa-30122010,index.html

Komentarz został ukrytyrozwiń
Piotr
  • Piotr
  • 02.01.2011 15:59

Zgadzam się z Panem. Jest kilka szczegółów do dopracowania. Niemniej sama koncepcja wydaje się trafiona.

Choć najbardziej zmartwił mnie fakt, o którym wspomniał Pan w drugiej części tekstu - czyli zachowanie widowni. Szczerze mówiąc byłem nieco skonfundowany. Zastanawia mnie jednak z czego to wynika? Brak edukacji? Obniżenie standardów? Fakt, że sama rock opera jest nastawiona bardziej na komercyjne szlaki. Nie zmienia to jednak faktu, że nie powinno iść ro w parze z obniżeniem pewnych standardów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.