Facebook Google+ Twitter

Rockowa fala zalała Warszawę - Franz Ferdinand w Stodole

Wczoraj, 19. listopada, w warszawskiej Stodole Franz Ferdinand zagrał koncert na miarę swoich wielkich możliwości. Szkoci nie tylko zaserwowali kawał porządnego grania, ale też rozgrzali publikę do czerwoności.

Franz Ferdinand odwiedził Polskę drugi raz. Dwa lata temu, jako młoda kapela podbili publiczność na Open'erze. Wszyscy, którym nie było dane zobaczyć w Gdyni ich gitarowych popisów zgodnie ruszyli w deszczowa środę w kierunku Stodoły.

Kissogram / Fot. M. JundziłłAnglików supportował niemiecki zespół rockowo- elektroniczny - Kissogram. Pomimo widocznego zagubienia Frontmana na scenie (sprawiał wrażenie zaplątanego w gąszcz kabli) ich potencjał oceniam jako spory.Piosenki były rytmiczne, a refreny szybko wpadały w ucho. Po czterdziestu minutach Kissogram zgrabnie opuścił scenę, wpuszczając tym samym gigantów wieczoru - Franza Ferdinanda.
Koncert się zaczął. Pełnych entuzjazmu krzykom nie było końca. Kwartet zaczął od nowej piosenki ( promującej trzeci album - "Tonight"- który pojawi się w sklepach pod koniec stycznia) - "Bite Hard". Po ciepłym przyjęciu pierwszego utworu - wokalista - Alex Kapranos podziękował publiczności uroczym "cięki". Później poczęstował fanów doskonale znanym "Do You Want To?". Zespół nie zapomniał o swoich legendarnych hitach, takich jak: "Walk Away", "The Dark Of The Matinee", "The Fallen". Z nowych utworów oprócz wyżej wspomnianego "Bite hard" pojawiły sie takie perełki jak "Ulysses" i "What She Came For". Alex Kapranos / Fot. M. JundziłłEntuzjazm rozśpiewanej publiczności rósł z każdą, kolejną piosenką. Potęgowany był wprost genialna swobodą na scenie wokalisty. Alex Kapranos oprócz prób mówienia po polsku ofiarował zlanej potem publiczności kilka butelek z wodą (prawdziwy łaskawca). Franz Ferdinand jest w świetnej formie. Dawał to o sobie znać na każdym kroku. Bardziej spostrzegawczy zauważyli subtelną zamianę słów w jednej z piosenek, z "transmission party" na "Warsaw party". Wszystko to sprawiło, że publiczność jak gąbka chłonęła każdy dźwięk elektrycznej gitary w wykonaniu szkockiego kwartetu. Franz Ferdinand rozpalił fanów na długo przed kawałkiem "This Fire" - ostatniej piosenki wieczoru, podczas której horda pogujących dzikusów wpadła w istny trans, a do jej szeregów przyłączyła się cała sala. Franz Ferdinand opuszczając scenę zapamiętał więc tłum rozśpiewanych, spoconych, polskich twarzy.

Charyzma wokalisty, improwizacyjna zabawa gitarzystów i niezawodny perkusista - jednym słowem - Franz Ferdinand spisali się na medal. Uczynili z przeklętego na wieki środka tygodnia wieczór pełen niezapomnianych emocji, nie tylko dla napalonych nastolatek.
Panowie, chylę czoło i ostrzę zęby na nowa płytę!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

za barwną, ciekawie napisaną relację

Komentarz został ukrytyrozwiń

Twoja relacja uświadomiła mi, że źle zrobiłam nie pojawiając się na ich koncercie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Uczynić z przeklętego na wieki środka tygodnia wieczór pełen niezapomnianych emocji" -to zdecydowanie moje ulubione zdanie :)
+ za dobrą, zwięzłą relację. A ja chociaż na płytę to raczej się nie zdobędę, to "The fallen" i "Do you want to" puszczam już kolejny raz i coraz bardziej mi się podoba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.