
"Mona Lisa", "La Gioconda" czy "La Jaconde" to bez dwóch zdań najbardziej rozpoznawalny obraz świata. O uwiecznionej na topolowej desce kobiecie i jej tajemniczym uśmiechu krążą rozliczne legendy.
Wielka kradzieżVincenzo Perugio zatrudnił się w Luwrze na stanowisku dekoratora. W czasie pracy często mijał obraz Leonarda. Któregoś dnia obudziło się w nim silne uczucie patriotyzmu. Doszedł do wniosku, że ponieważ autorem portretu jest Włoch, trzeba go zwrócić Italii.
Ktoś później stworzy legendę jakoby Perugio zakochał się w Giocondzie i postanowił mieć ją na własność. Skrupulatni (a mianowicie Robert Noah, autor książki "The man who stole Mona Lisa") wytkną związki Vincenzo z markizem de Valfierno, brazylijskim oszustem handlującym kradzionymi obrazami w Ameryce Południowej (który, notabene, chciał podobnie jak bohaterowie "Vinci" zrobić kilka kopii dzieła i sprzedać je bogaczom).
Włoch po prostu nie wyszedł w niedzielę z pracy, następnego dnia rano wyjął "Monę Lisę" z ramy i wyszedł nieużywanymi drzwiami muzeum. Mimo iż już wtedy obraz Leonarda był bardzo popularny, kradzież spostrzeżono dopiero po południu. Zniknięcie dzieła było niemałym szokiem dla Paryżan. O ten podły występek oskarżano raz Niemców, raz sławnego amerykańskiego milionera, Johna Pierponta Morgana.
Prawdopodobnie o tym, co się stało z obrazem da Vinci, nikt by się nigdy nie dowiedział gdyby nie to, że Perugio pół roku później postanowił go sprzedać dyrektorowi Galerii Uffizi - profesorowi Giovanniemu Poggi. Wysłał do niego list ze swoją propozycją, a następnie pojawił się osobiście w biurze profesora. Poggi obiecuje złodziejowi pół miliona franków ... jeśli obraz okaże się oryginałem. Vincenzo zgadza się na przeprowadzenie testów. Obraz trzyma w hotelu pod łóżkiem, w skrzyni z podwójnym dnem. Oględziny potwierdzają autentyczność obrazu. Gdy tylko profesor Poggi zostaje z dziełem sam na sam, wzywa policję.
Skok na muzeumZe statystyk wynika, że kradzież dzieł sztuki jest na trzecim miejscu (po handlu bronią i narkotykami) pod względem opłacalności procederem. Co roku z muzeów znikają płótna warte ok. 10 miliardów dolarów. Trudno powiedzieć, ile może być warta "Mona Lisa", na pewno więcej niż majątek. Jeśli chodzi o naszych rodzimych artystów, najdrożej sprzedał się (z tego co wiem) obraz olejny Henryka Siemiradzkiego "Rozbitkowie". Poszedł za 2 mln 130 tys. zł (na polskiej aukcji). Zagraniczne (nie mówiąc o muzealnych) obrazy są dużo, dużo droższe.
1961 r. - National Gallery w Londynie - Brytyjczyk protestujący przeciwko obowiązkowi płacenia abonamentu telewizyjnego przez emerytów ukradł portret księcia Wellingtona autorstwa Francisco Goi. Żądał za niego pieniędzy, ale w końcu oddał obraz z własnej woli. Miał czas, aby przemyśleć całą akcję, w więzieniu spędził 3 miesiące.
1976 r. - Z Pałacu Papieży w Awinionie skradziono 119 obrazów Pabla Picassa, wszystkie odzyskano.
1990 r. - Z muzeum w Bostonie zniknęły obrazy namalowane m.in. przez Rembrandta, Maneta i Degasa (razem warte 300 mln dolarów). Była to największa kradzież sztuki w historii Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo, co się stało z obrazami i ile udało się odzyskać.
1991 r. - Amsterdam. Z muzeum im. Vincenta van Gogha skradziono 20 obrazów wartych w sumie 200 mln dolarów. Złodzieje weszli na dach muzeum i z dachu, niczym Tom Cruise, zsunęli się na linie do sali muzealnej. Ale chyba zabrakło im pomysłów. Płótna znaleziono w porzuconym samochodzie.
1994 r. - Z Narodowej Galerii w Oslo skradziono jedną z czterech wersji "Krzyku" Edwarda Muncha. Obraz odzyskano.
2000 r. - Sztokholm. Do muzeum wpadają uzbrojeni mężczyźni, terroryzują pracowników. Zabierają ze ścian autoportret Rembrandta i dwa obrazy impresjonisty Renoira. Złodzieje mieli wszystko dokładnie zaplanowane (sprzed muzeum uciekli motorówką, na drodze rozsypali gwoździe), a mimo to jeden obraz (Renoir) odzyskano.
* Fragment o Giovannim Poggim powstał na podstawie artykułu Włodzimierza Kalickiego "To u nas nie wisiało" z Dużego Formatu.