Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24762 miejsce

Rocznica tragedii na Heysel

22 lata temu na stadionie Heysel doszło do jednej z największych tragedii w historii futbolu. 29 maja 1985 roku największe święto w europejskiej piłce przeistoczyło się w dramat, który do dziś budzi olbrzymie emocje, smutek i żal.

Mimo, że od tamtego pamiętnego wieczora minęło wiele lat ludzie ciągle zadają sobie pytanie czy tamtej tragedii można było uniknąć. Drugim pytaniem jest: na kogo spada odpowiedzialność za śmierć 39. sympatyków piłki nożnej, którzy tego dnia zapłacili za swoją pasję najwyższą cenę?

Przestarzały stadion



Smutni kibice Liverpoolu po meczu finałowym tegorocznej edycji piłkarskiej Ligi Mistrzów. 22 lata temu także byli smutni z powodu przegranej, ale i winni tragedii na Heysel. / Fot. PAP/EPA/Daniel dal ZennaroBył 29 maja 1985 roku. Na stadion Heysel w Brukseli maszerowały tłumy kibiców, które chciały na żywo, z trybun obserwować najważniejszy mecz sezonu, finał Pucharu Europejskich Mistrzów Krajowych. Naprzeciw siebie stawały wówczas jedenastki Liverpoolu oraz Juventusu Turyn.
Jeszcze zanim było wiadome kto zagra w wielkim finale wielu wyrażało wątpliwości w kwestii doboru stadionu na ten mecz. Zastanawiano się, czy ten prestiżowy pojedynek powinien odbywać się na dawno nie modernizowanym, przestarzałym obiekcie. Włodarze Europejskiej Unii Piłkarskiej - UEFA - nie mieli w tym zakresie żadnych wątpliwości.

O godzinie 18, na dwie godziny i piętnaście minut przed planowanym rozpoczęciem spotkania bramy stadionu zostały otwarte. Ponad 60 tysięcy kibiców zaczęło zajmować miejsca na trybunach belgijskiego obiektu. Jedni, ci z Turynu, udawali się na lewo, drudzy, z miasta Beatelsów, na prawo. Miejscowi fani oraz ci, którzy przybyli na finał prywatnie, w niezorganizowanych grupach z Włoch i Anglii znaleźli się w neutralnym sektorze "Z". Ów sektor nie był dobrze chroniony, albowiem był miejscem w którym mieli znaleźć się kibice spokojni, nie stanowiący zagrożenia dla porządku na stadionie. Okazało się jednak, że wielu miejscowych kibiców odsprzedało z zyskiem swoje bilety włoskim fanatykom piłki kopanej.

Całe nieszczęście polegało na tym, że obok tego sektora umieszczono najbardziej krewkich brytyjskich kibiców, którzy podrażnieni bliską obecnością kibiców Juventusu zaatakowali. W tym czasie na stadionie trwała prawdziwa fiesta. Nikt nie spodziewał się tragedii. Kibice obu drużyn przygotowywali się do prawdziwego święta. Rozwieszali transparenty, flagi, śpiewali klubowe pieśni.

Piekło zamiast święta



Ok. godziny 19.25 rozwścieczeni i pijani bandyci z Liverpoolu sforsowali ogrodzenie oddzielające ich od sektora "Z" i rozpoczęli atak na zszokowanych i niczego nieświadomych neutralnych kibiców. Naoczni świadkowie tamtych zdarzeń dodają, że Brytyjczycy uzbrojeni byli w kije, butelki oraz kastety. Ludzie rzucili się do ucieczki. Szybko jednak okazało się, że nie ma dokąd uciekać. Z drugiej strony sektor otaczał mur. Podobne zasieki oddzielały trybuny od murawy - ponad metrowy mur wsparty był siatką.

Chuligani z Wysp zaczęli z góry trybuny nacierać na ludzi, którzy uciekali w dół i wpadali na siebie wzajemnie się tratując. W końcu mur i siatka oddzielające kibiców od murawy stadionu nie wytrzymały i zostały obalone. Dzięki temu uratowano wiele ludzkich istnień. Niestety fragmenty muru śmiertelnie przygniotły niektórych kibiców. Inni zostali zadeptani przez tłum. Jeszcze inni się udusili. Część umierała na noszach Czerwonego Krzyża. Tego wieczora 39 osób zostało brutalnie zamordowanych.

Dzieci, kobiety, mężczyźni - nie było zasady. Los nie oszczędzał nikogo. Andrea Casula, najmłodsza ofiara tego pamiętnego wieczora miała zaledwie 11 lat. Najstarszą ofiarą była Barbara Lusci, która miała 58 lat. 32 osoby pochodziły z Włoch, czworo z Belgii, dwóch było Francuzami, a jeden Irlandczykiem. Żaden z napastników nie doznał żadnych obrażeń. Największe święto futbolu przerodziło się w jedną z największych tragedii jakie miały miejsce w historii światowej piłki nożnej. Całe zdarzenie trwało około pięć minut. A wszystko na oczach milionów kibiców. Spotkanie relacjonowało około 60 stacji telewizyjnych na całym świecie. W tym również Telewizja Polska.

Zamieszanie i dezorientacja dodatkowo utrudniały przeprowadzenie akcji ratunkowej. Siły policyjne skupiły się na tym, by stadionu nie opuściła żadna osoba, która się na nim znajdowała. Ewentualne przeniesienie zamieszek na ulice Brukseli mogło doprowadzić do jeszcze większej rzezi.

Mimo wielkiej tragedii spotkanie się odbyło. Z ponad godzinnym opóźnieniem rozpoczęło się około 21.30. Nikt jednak nie miał wątpliwości, że w takiej chwili futbol zszedł na drugi plan. Mało kto potrafił wówczas skupić się na piłkarskim widowisku. Samo spotkanie było dość wyrównane. Obie drużyny wypracowały sobie kilka dogodnych okazji do zdobycia bramki. Tą jedyną strzelił Michel Platini z rzutu karnego, po faulu na Zbigniewie Bońku. Wybuch radości po strzelonej bramce wprowadził w zażenowanie wielu ludzi. Później Francuz tłumaczył się, że nie miał pojęcia o rozmiarach tragedii. Piłkarze Starej Damy odebrali swój pierwszy w historii puchar mistrzów od prezydenta UEFA Jacquesa Georgsa w szatni.

Historia zapisała finałową rozgrywkę normalnie:

FC Liverpool 0:1 Juventus Turyn



0:1 58 min. karny Platini
Sędzia: Andre Daina (Szwajcaria)
Widzów: 60 tysięcy
Żółta kartka Wark (Liverpool)
Składy:
Juventus Turyn [trener: Giovanni Trapattoni]: Tacconi - Favero, Brio, Scirea(kapitan), Cabrini - Bonini, Platini, Tardelli - Briaschi (84 min. Prandelli), Rossi (89 min. Vignola), Boniek.

Liverpool [trener: Joseph Fagan]: Grobbelaar - Ph. Neal(kapitan), Lawrenson (4 min. Gillespie), A.D. Hansesn, Beglin - Nicol, Wark, Whelan - Paul Walsh (46 min. Johnston), Rush.

Przewrotność historii



Po tych wydarzeniach brytyjskie kluby zostały wykluczone z europejskich rozgrywek na 5 lat. Feralny stadion został zamknięty. Po raz kolejny najlepsze drużyny Europy zagościły na nim 8 maja 1996 roku, kiedy to rozegrano w Brukseli finał Pucharu Europejskich Zdobywców Pucharów. Na przebudowanym Heysel, noszącym imię króla Baudouina PSG pokonało Rapid Wiedeń 1:0.

Finaliści pamiętnego spotkania sprzed 22 lat przez długi czas nie grali przeciw sobie. Ich drogi spotkały się dopiero w 20 lat po Heysel. Obie drużyny spotkały się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów sezonu 2004/2005. Dwumecz zakończył się zwycięstwem Anglików, którzy na własnym obiekcie pokonali Juventus po bramkach Hyypii i Luisa Garcii 2:1 - honorowe trafienie dla Starej Damy zdobył Cannavaro. Tydzień później na Stadio Delle Alpi w Turynie padł bezbramkowy remis.

Pierwszy mecz tych drużyn w Liverpoolu odbył się 5 kwietnia 2005 roku, a więc kilka dni po śmierci Jana Pawła II. Ojciec jednej z ofiar tragedii na Heysel w wywiadzie udzielonym włoskiej telewizji z żalem zauważył, że Juve przychodzi grać ważne mecze z Liverpoolem w momentach, kiedy futbol schodzi na drugi plan, kiedy nikt nie interesuje się piłką. Słów krytyki pod adresem UEFA nie szczędzi po latach również Zbigniew Boniek, który zapewnia, że to UEFA zmusiła 22 lata temu piłkarzy do rozegrania meczu. Meczu, którego nikt grać już nie chciał. Przygnębiające są również wypowiedzi Walijczyka Iana Rusha, który wspomina, że mecz na Heysel był jedynym, w którym końcowy wynik był mu całkowicie obojętny. Rash, to jedyny piłkarz, który reprezentował w swojej karierze barwy zarówno The Reds jak i Bianconerrich.

Ćwierćfinałowa potyczka z 2005 roku miała być okazją do pojednania. Wszelkich starań dokładali w tej sprawie kibicie i działacze Liverpoolu. Turyńczycy jednak nie potrafili wybaczyć śmierci swoich fanów. Nie pomogły wspólne akcje piłkarzy obu klubów. Starania kibiców Liverpoolu też na niewiele się zdały. Fani The Reds podjęli kilka inicjatyw, m.in. na słynnej trybunie The Kop ułożyli ogromny napis – Amicizia.


Wiele obaw towarzyszyło spotkaniu w Turynie. Do angielskich fanów trafiła notatka, w której Turyńczycy zapowiadali krwawy odwet. Wprost informowali, że będą zabijać Brytyjczyków tak, jak oni zabijali kibiców Juve dwadzieścia lat wcześniej. Dodawali, że już ostrzą sobie noże, by pomścić śmierć przyjaciół. Na szczęście nie doszło do poważniejszych zajść.

W dwudziestą rocznicę tragedii w Brukseli odsłonięto pomnik upamiętniający ofiary zajść na Heysel. 60-metrowy monument z nierdzewnej stali ma kształt słonecznego zegara. Projektantem upamiętniającego obelisku jest Francuz Patrick Rimoux. Pomnik kosztował około 200 tysięcy euro.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 29.05.2007 20:50

Mija właśnie maj, który 81 lat temu był tragiczny dla Warszawy. O tym też wspominam w swoim najnowszym filmie dokumentalnym

ZAMACH MAJOWY

Premiera na antenie TV Polonia

Emisja: Wtorek, 29 maja, godz. 22.55
powt. Środa, 30 maja, godz. 14.50


Scenariusz i reżyseria: Zbigniew Wacław Kowalewski
Rok produkcji: 2007 na zlecenie TV Polonia

informacje tekstowe i link z projekcją filmu znajdują się w sieci na stronach:

http://ww6.tvp.pl/7212,20070516498949.strona
http://www.war zawa.pl/Wiadomosci/3,1407,0,1,0,0-Zamach_Majowy.html
http://video.google.pl/videoplay?docid=1354149665085414814


W świetle ostatnich wydarzeń i napięć politycznych powraca jak bumerang wątek krwawych starć zbrojnych na ulicach Warszawy w maju 1926 roku. Wojska rządowe usiłowały przeszkodzić wiernym Józefowi Piłsudskiemu oddziałom w przejęciu kontroli nad kluczowymi urzędami w Stolicy.

To niezwykle rzadko i wstydliwie podejmowany temat bratobójczych walk w Stolicy przed 80 laty może i powinien wreszcie być poddany rzetelnej analizie historycznej.

Szczególnie ważnym elementem rozważań programowych są fakty z dziedziny wojskowości: plany i działania operacyjne, raporty, które obecnie można przywołać przed oczy współczesnych posłów i działaczy politycznych, w najważniejszych merytorycznie fragmentach, ku rozwadze, może nawet i przestrodze...

Nie formułując nachalnych recept odnośnie zachowania się w określonej sytuacji przywołamy fakty, zaprezentujemy opinie historyków, przemyślenia ludzi w mundurach wojskowych, zacytujemy dokumenty z gorących dni majowych 1926 roku...

Suchy, rzeczowy język wojskowych raportów dzień po dniu oddaje atmosferę tragicznego w skutkach starcia sił rządu rzeczpospolitej z uzbrojonymi, gotowymi na wszystko spiskowcami pod rzeczywistym i duchowym przywództwem "Komendanta" - Józefa Piłsudskiego.

Ludzie wplątani w uczestnictwo w przewrocie majowym ginęli przypadkowo na ulicy, jako zwykli przechodnie, obserwatorzy czy nawet sympatycy stron, z której padły do nich skierowane, śmiertelne strzały. Żniwo ofiar kilku dni krwawych rozrachunków było ogromne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a ja ten dzień znam tylko z opowieści i lektur...
Szkoda tylko, że pierwszy triumf Juve w najważniejszym europejskim pucharze odbył się w takiej atmosferze. Ten klub nie zasłużył na taki los...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny artykuł - o takich wydarzeniach nie można nigdy zapomnieć...

Komentarz został ukrytyrozwiń

duży plus, ważne przypomnienie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.