Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20560 miejsce

Rodzice dzieci z ADHD też potrzebują pomocy i zrozumienia

Rozmawiam z mamą Piotra, 16-letniego chłopca cierpiącego na ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi) o podłożu epileptycznym.

Kiedy dowiedziała się Pani, że syn cierpi na ADHD?
– Syn od zawsze był ruchliwy. W "zerówce" usłyszałam od nauczycielek, że źle wychowuję Piotra. W pierwszej klasie szkoły podstawowej psycholog powiedział mi, że Piotr jest nadpobudliwy, wymaga dużo cierpliwości i serdeczności. W szkole jednak nauczyciele traktowali go, jak każdego innego ucznia. Dwa, trzy razy w tygodniu byłam wzywana do szkoły, bo Piotr biegał, popychał dzieci itp. Kiedy był w piątej klasie, poszliśmy do innej poradni. Tam usłyszałam diagnozę: ADHD o podłożu epileptycznym. Potwierdziły to badania psychiatryczne. Zaczęłam podawać synowi leki, które troszkę go wyciszały. Do zeszłego roku Piotr był jedynym dzieckiem z ADHD w swojej szkole.

Jaka była Pani reakcja na diagnozę?
– Wcześniej nie spotkałam się z tą chorobą. Długo nie mogłam się pogodzić z nową sytuacją. Traciłam cierpliwość, szkoła podważała lekarskie zaświadczenia. Był nawet taki czas, że nienawidziłam syna, chciałam uciec, nie potrafiłam go przytulić... Do tego doprowadza ta choroba, nieprzychylni ludzie, szkoła. Człowiek jest tylko człowiekiem, a ile zła i złośliwości można znieść?

Czy teraz ma Pani więcej cierpliwości do syna?
– Uczę się na nowo okazywać mu uczucia, kochać go, choć wiem, że oddałabym za niego życie. Teraz Piotr częściej przychodzi do mnie i się przytula, bo ja częściej okazuję mu uczucia.

Zdarzyło się, że skrzywdził kogoś, zranił w sensie fizycznym?
– Nie. Staramy się z nim rozmawiać, tłumaczyć, że nikogo się nie bije, że tak nie wolno. Swoje nerwy Piotr wyładowuje na sobie, tzn. bije głową w poduszki, wersalkę. Skończył już 16 lat i nadal w ten sposób rozładowuje emocje. Tak naprawdę dzieci z ADHD nie robią nikomu krzywdy, a jeśli już, to nie zdają sobie z tego sprawy. To media wykreowały stereotyp dziecka z ADHD, które bije i krzywdzi inne dzieci. Piotr bardziej krzywdził siebie niż swoich rówieśników.

W jaki sposób psycholog kazał Państwu pracować z synem, czy zaproponował jakąś terapię?
– Prawda jest taka, że w naszej miejscowości (Piechcin, woj. kujawsko-pomorskie) nie ma poradni psychologicznej. Po diagnozę i na badania jeździliśmy do innych miast. W szkole współpracowaliśmy z pedagogiem szkolnym, który nie wiedział nic na temat ADHD. Uczył się od nas. Niestety dziecko z tą dolegliwością wymaga ciągłej uwagi i cierpliwości. Ja nie pracuję, poświęciłam się synowi, nie mam czasu na życie towarzyskie, prywatne. Co gorsza na chorobie Piotra ucierpiała również moja młodsza córka. Ona też musiała przejść przez ten koszmar. Szybko musiała wydorośleć. Szkoła, lekcje, z tym wszystkim musiała radzić sobie sama. Kochają się, Asia bardzo mu pomaga, często rozmawiają.

Wracając do tematu szkoły, jak nauczyciele radzili sobie z Państwa synem?
– Nie zwracali uwagi na jego chorobę. W gimnazjum Piotr miał indywidualny tok nauczania, do szkoły jeździł tylko na wychowanie fizyczne i godzinę wychowawczą. To był dobry pomysł i jedyny racjonalny sposób, aby Piotr ukończył szkołę. Za to jestem szkole wdzięczna. Teraz uczy się w liceum, w normalnym trybie. Ostatnio miał robione testy na inteligencję i jest na tym samym poziomie, co rówieśnicy, a w piątej klasie był jakby o dwa lata do tyłu.

Piotr ukończył 16 lat, czy jest już świadom swojej choroby, potrafi sobie z nią radzić ?
– Teraz już chyba tak, chociaż nadal jest mu ciężko. Nie potrafi spokojnie przesiedzieć 45 minut w szkole. Kiedy już się na czymś skupi, szybko traci cierpliwość i zapał.

Pytaliście go Państwo jak widzi swoją przyszłość?
– Piotr na razie nie myśli zbyt intensywnie o swojej przyszłości. Nie myśli o karierze zawodowej, swojej przyszłej rodzinie. Choć czasem mówi nam, że boi się samodzielności, utrzymywania siebie, odpowiedzialności.

A Pani?
– Boję się, że nie da sobie rady. Ale mam nadzieję, że z naszą pomocą będzie się starał coś osiągnąć, że kiedyś wydorośleje.

Czego najlepiej Pani życzyć?
– Chciałabym żeby ludzie byli bardziej tolerancyjni, żeby zrozumieli mnie i chorobę syna. Albo chociaż starali się zrozumieć i pomóc.

* Mama Piotra poprosiła o anonimowość

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (32):

Sortuj komentarze:

nie zgadzam sie z tym stwierdzeniem :Tak naprawdę dzieci z ADHD nie robią nikomu krzywdy!
ja przechodze wlasnie teraz jakis koszmar , moje dziecko rozpoczelo szkole we wrzesniu i ma kolege z ADHD ktory namawia go do bicia kolegow, mowi ze ich pozabija , popycha, bije i w to wszystko wmieszany jest moj syn ! rodzice tego dziecka unikaja ze mna rozmowy ,na temat zachowania ich syna w szkole!

Komentarz został ukrytyrozwiń

ADHD to nie choroba!!! I tych dzieci nie należy szprycować lekami. Dostają je, bo przeszkadzają, są nie wygodne, są inne. A jedyne czego one potrzebują to odpowiedniego podejścia, a przede wszystkim mnóstwa miłości. Poza tym, chciałabym zauważyć, że większość dzieci z ADHD to tak naprawdę dzieci Indygo (ta sprawa jest coraz bardziej nagłaśniana w USA [i coraz częściej w innych krajach Europy] już od 20 lat. Polecam takie książki jak "Dzieci Indygo - Opieka i Wsparcie" Doreen Virtue, "Fennomen Indygo - Dzieci Nowych Czasów" Carolina Hehenkamp, jak i również dla tych, co znają angielski, bogatą w informacje stronę: http://www.metagifted.org/. I proszę, nie oceniajcie tych dzieci jako chore czy gorsze. One na to nie zasługują.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Już nic nie będzie o tych biednych dzieciakach? I ich roszczeniowych rodzicach?

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze juz dobrze...zamknijmy ten temat....

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Kamil wrócił do szkoły, bo dziadkowie nie zgodzili się na dalsze nauczanie w domu" - I KTO MA WIĘKSZE PRAWA? Aby dalsza dyskusja miała sens, zapraszam do mnie do szkoły (choćby na jeden dzień).

Komentarz został ukrytyrozwiń

*to czemu każda historia dziecka z adhd o jakiej slyszalam jest podobna do tej przytoczonej w wywaidzie* -
Bo jest przedstawiana przez jedną i tę samą stronę...

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie mialam zamiaru nikogo pouczac...wiem co to andragogika, bo przeciez to studiuje......i proponuje zajrzec: http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3674620.html , przeczytac także komentarze.... skoro sprawa wyglada inaczej niz ja ja przedstawilam (choć nie miałam zamiaru az tak subiektywnie, wyszlo inaczej trudno) to czemu kazda historia dziecka z adhd o jakiej slyszalam jest podobna do tej przytoczonej w wywaidzie i artykule(link powyzej)?

P.S. przynajmniej wiem, ze sama, swoim tekstem i wytknieciem społeczeństwo problemu nic nie zmienie....bo przceyzta to kilka osob, wszyscy i tak beda trzymac sie swoich przekonan... komentarze(jak te z linku powyzej) i tak wciaz beda...a ludzie ciagle beda zajmowac sie soba....tylko ja , moje, mnie, dla mnie, o mnie.... ehhh szkoda gadac...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miła Marto :-)
;-) Za moich czasów nazywało się to andragogika, hmm…ale kiedy to było? Zajmuje się procesami kształcenia, wychowania…ludzi dorosłych. Rozumiem, że zaczęłaś od nas ;-) „Nie czepiajcie się”… Ale niech tam. Powiem Ci, że gdyby ta pani stanęła przede mną, to tak samo bym się „czepiała”. Bo zwyczajnie coś mi tu nie gra. Litość niczego nie rozwiąże. Opisujesz problem matki i szukasz dla niej pomocy… no właśnie, u kogo? Nie atakuję Ciebie, udzielam jedynie rad (obiektywizm). Bo ja to mam na co dzień. Chciałam pokazać spojrzenie na problem drugiej - w moim odczuciu niesłusznie - oskarżanej strony.
A uczymy się tu wszyscy, więc popełniamy też błędy. Podnieś więc skrzydełka i fruń dalej! Pozdrawiam serdecznie. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

literówki robie od zawsze i nie moge sie pozbyc tego nawyku. nie przejmuje się aż tak bardzo, po arz kolejny tylko lekko przypalił mi się zapał, chęć i opadły skrzydła. brutalne zetknięcie z rzeczywistością....

Komentarz został ukrytyrozwiń

OK - Ty możliwie wiernie przekazałaś jej punkt widzenia. Natomiast czepiać się możemy i słów tej mamy, a i Twoich, bo takie jest prawo komentatorów. Jednak - aby nie zniechęcać Ciebie do dalszego drążenia w tym temacie i późnej pory - nie zamierzam już się pastwić nad tekstem, który jest przecież udany i trudno byłoby sie go czepić. Nie zapytałaś tej pani o ojca chłopca? Czy się przejmuje, czy pomaga?
I nie przejmuj się aż tak bardzo, bo po literówkach widać, że... bardzo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.