Facebook Google+ Twitter

RODZICE ZA WSZYSTKO ZAPŁACĄ?

Czy ktoś się jednak zastanowił w jakim stopniu to my rodzice wspieramy edukację, na którą jest zawsze za mało pieniędzy. Jasne, każdy z nas policzył, ale...........rodzic i tak za wszystko zapłaci.

Taka jest właśnie filozofia rządzących nami elit politycznych. Wszystkich, tych na szczeblu rządowym i samorządowym czy na własnym podwórku (czytaj w szkole). Absurdy związane z traktowaniem rodzica jako skarbonki streszczę w kilku punktach, powstałych na kanwie doświadczeń własnych oraz historii zasłyszanych i podobno prawdziwych.

1. Podręczniki - nawet się nie zagłębiam, sprawa jest wiadoma i oczywista.

2. Komitet Rodzicielski - wpłaty jak datki w kościele - niby dowolne ale "nie mniej niż..." I tu ciekawostek kilka dotyczących finansowania szkół przez rodziców. W szkołach podstawowych i gimnazjach uczy się ponad 5 mln dzieci. Przyjmując, że każdy rodzic zapłaci średnio 20 zł rocznie na komitet wychodzi nam astronomiczna kwota 100 milionów złotych. A to bardzo ostrożne założenie, ponieważ są w szkołach organizowane konkursy, która klasa zbierze najwięcej na „komitet”. A czy zainteresowaliście się kiedyś, jak wygląda rozliczenie finansowe tych wpłat i na co one naprawdę są wydatkowane? Spróbujcie się dowiedzieć i wyciągnijcie wnioski.

Rodzice w ramach tzw „czynów społecznych” czy jak to inaczej nazwać - „współpracy Rad Rodziców ze szkołą” malują klasy, pieką ciasta na imprezy, robią dekoracje, zakładają szkolne ogródki, szukają sponsorów dla szkół, itp. - każdy może sobie dodać swój wkład w „życie szkoły”. Wszystko pięknie, ale... Ile szkoły na tym oszczędzają? Może trzeba kiedyś taką pomoc wycenić, np. 1 godzina pracy malarza to minimum 7 zł. Jeśli malowaliście klasy w szkole to sami sobie policzcie.

Są również tzw. datki celowe: na farbę do pomalowania klas, na żaluzje, na sprzęt sportowy, na pomoce naukowe, itd. W „mojej” szkole na dzień dobry poproszono o 20 zł., słyszałam też o 70 zł. od ucznia.

Opłaty za ksero – 10 zł na semestr x 5 mln dzieci = 50 mln złotych (w szkole liczącej powiedzmy 300 uczniów to 3 tysiące zł., przy około 110 dni nauki w semestrze, to mniej więcej 27 zł dziennie - nie wiem czy kserokopiarka taką pracę wytrzyma).

Dzieciaki zbierają nakrętki, makulaturę, płyty dvd i wiele innych rzeczy za które szkoła otrzymuje „prezenty” a lider zbierania - książkę, dyplom? No dobra, zdarzają się większe nagrody, ale to wyjątek i obejmuje tylko niewielki procent zaangażowanych w sprawę zbierania dzieci. W woj. mazowieckim w 2010 roku dzieciaki zebrały 1 228 678,89 kg makulatury (informacja z internetu ) x 0,10 zł ( najniższa cena za 1 kg makulatury z internetu) co daje kwotę 122 867,88 zł. A gdyby policzyć wszystkie szkoły w Polsce?

Dzieciaki sprzątają świat, który najczęściej „zabałaganili” dorośli - niezła darmowa siła robocza. A przecież są od tego odpowiednie służby i ktoś za to żeby było czysto bierze pieniądze. Pomijając niewątpliwe walory edukacyjne (jak sam posprzątałeś to może nie zaśmiecisz następnym razem), to skandal i wyzysk nieletnich.

Ubezpieczenie dla dzieci - kolejny mit o obowiązku ubezpieczenia dziecka. Ale też trzeba mieć świadomość, że dzięki temu, że rodzice wykupują je swoim dzieciom, szkoły dostają zniżkę na ubezpieczenie swoich pracowników czy budynków. O dzieciach i godziwych warunkach ubezpieczenia dla nich nikt nie myśli – rodzice i tak zapłacą. Zresztą ich nawet nikt nie pyta o zdanie przy wyborze firmy ubezpieczeniowej-no może czasem! A rynek ubezpieczeń dzieci - policzmy - 5 mln dzieci x średnio 40 zł = 200 mlm zł.

Zdjęcia klasowe - to jest dopiero hit. Format 15x 20 - 13 zł. W zakładzie fotograficznym 6 zł., przy zamówieniu 100 szt. pewnie cena spadłaby do 4 zł. Szkoły za wpuszczenie fotografa (czasem 2-3 razy do roku) dostają kalendarze, długopisy itp. gadżety. Kto za to płaci – oczywiście głupi rodzice. No ale co, zdjęcia dla dziecka na pamiątkę każdy kupi. A może Pani nauczycielka jeśli potrzebuje do pracy kalendarz, to niech go sobie sama kupi, albo niech jej dyrektor szkoły kupi. Bo rodzice to już nie chcą kupować pani nauczycielce kalendarza, długopisu, gumki, notesu i innych bardzo potrzebnych rzeczy, które ona dostaje „za darmo” od firmy fotograficznej.

i)środki czystości – na pierwszym zebraniu rodzice słyszą, że trzeba przynieść do szkoły: papier toaletowy, chusteczki higieniczne, mydło. Dobrze, że nie muszą jeszcze przynosić ciepłej wody w baniakach, bo to też nadal rarytas w wielu szkołach. Ile to kosztuje – oczywiście niewiele dla pojedynczego ucznia, w skali globalnej jakieś 5 mln zł. oszczędności dla szkół na dzień dobry, bo przecież jeden papier na cały semestr raczej nie wystarczy.

3.Wnioski. Kiedy rodzice w końcu przestaną płacić za wątpliwe szczęście i spokojny żywot swoich dzieci w szkole, to strzeżcie się samorządy, szkoły i ich dyrektorzy,dopiero wtedy nadejdą dla Was trudne czasy.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.