Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

31913 miejsce

Rodzina jedna, problemów wiele. Coraz więcej dysfunkcyjnych rodzin w Polsce?

Po jednej stronie finansowe rekiny połykające kolejne działki, budujące następne domy pod wynajem, nad morzem w w górach. Z drugiej rodziny nie potrafiące się odnaleźć, walczące każdego dnia o przetrwanie. Skazane na porażkę.

 / Fot. Jerzy Kirzyński / Fot. Jerzy KirzyńskiPo jednej stronie finansowe rekiny połykające kolejne działki, budujące następne domy pod wynajem z drugiej rodziny nie potrafiące się odnaleźć , walczące każdego dnia o przetrwanie.

Pani Maria z rodzinnej wsi dojeżdżała do pracy w mieście. Po latach dostała zakładowe mieszkanie, do którego przeprowadziła się z mężem i dorastającym synem. Naraz fabryka przestała istnieć, mąż poważnie zachorował i od tego czasu przebywa w śpiączce. Ukochany ich syn i nadzieja na starość, nie skończył żadnej szkoły i nawet dnia nie przepracował. Wszyscy żyją z emerytury małżonka pani Marii.

W dziurawych butach, coraz bardziej umordowana chodzi codziennie do restauracji po obiad dla swego jedynaka. Zaciąga pożyczki w kolejnych bankach na nowe pomysły Dariusza dotyczące wymiany mebli, zakup podręczników dla studentów medycyny, nut czy wyjazdu do sanatorium. Klimat i otoczenie Daruniek, jak nazywa go matka, zmienia dwa- trzy razy w roku.

- Coraz bardziej widoczne są problemy finansowe i zdrowotne Marii i jej syna- mówi mi w tajemnicy jej znajoma. – Niemal każdego dnia prosi mnie o pożyczkę kilku złotych, kanapkę, kubek herbaty. Dawałam ze swej skromnej emerytury dziesięć, dwadzieścia złotych. Zorientowałem się, że nawet tysiąc złotych, to byłoby za mało.

Problem tkwi gdzie indziej - dodaje pani Teresa. – Wprawdzie nie jestem lekarzem, uważam, że rodzina ta wymaga opieki psychologa, a właściwie psychiatry. Pan Dariusz choć ukończył czterdzieści lat nie został do tej pory zdiagnozowany. Szkopuł jest i w tym, że on nie chce poddać się badaniom.

Boi się, że lekarze zrobią z niego głupiego. O tym, że jest " jakiś taki inny" dawali mu odczuć rówieśnicy w szkole podstawowej, dzieci z sąsiedztwa. Nie miał i nie ma kolegi, koleżanki, a dzisiaj żadnego znajomego…

Pan Mirek, nie wiadomo kiedy i dlaczego, odłączył się od rodziny. Ożenił się z pierwszą miłością, miał czworo dzieci. Rozdawał bankowe ulotki, angażował się przy promocjach. Synami ani nie umiał, ani nie miał czasu zajmować się. Kupował im komórki, coca-colę w puszkach, używane firmowe buty i dresy.

Chłopcy więcej przesiadywali z kumplami niż w szkole. Któregoś ranka przyszło po nich czterech zamaskowanych policjantów. Po roku napisali, z poprawczaka, że czują się dobrze i czekają na list, a zwłaszcza pieniądze.
Najmłodsza córka, decyzją sądu, trafiła do rodziny następczej.

Żona pana Mirka załamała się, odeszła i szczęścia rodzinnego szuka u boku majętnego wdowca.

Opuszczony przez najbliższych, zapożyczony u sąsiadów, pan Mirek otworzył drzwi i serce przed Dorotą, wyrzuconą z domu przez własną matkę. Dziewczyna miała torebkę foliową z zakupami i dwoje maleńkich dzieci. Niedawno urodziła Mirkowi dwojaczki.

- Przybywa rodzin wieloproblemowych, dysfunkcyjnych – mówi emerytowana pracownica opieki społecznej w Łukowie. – O ile łatwiej przyznać im pomoc społeczną, o tyle trudniej nauczyć i nakłonić osoby dorosłe do racjonalnego postępowania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.