Facebook Google+ Twitter

Rodzina Sybiraka - cz. 1. Aresztowanie ojca

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-11-23 21:37

To są moje wspomnienia z dzieciństwa. Losy Sybiraków są ogólnie znane, nie spotkałam się natomiast z publikacją opisującą losy ich rodzin. Na podstawie mojej chciałabym opisać rzeczywistość, walkę matki o byt i przetrwanie w trudnym świecie.

Grób dowódcy AK "Piwnik" Ponurego i jego żołnierzy, na cmentarzu w Wawiórce. Na napisach tam umieszczonych uczyłam się polskich liter. Ponurego sprowadzono do Polski, ale Polacy dbają o to miejsce do dziś. / Fot. Leokadia CzajkowiczBył rok 1951. Miałam wtedy pięć lat. Mieszkaliśmy w Radźwiłowcach na Białorusi. Była to wieś w stu procentach polska. Koleje losu sprawiły, że po wojnie znaleźliśmy się na terenie Związku Radzieckiego. Rodzinie, pod kierunkiem nowej władzy wiodło się nie najgorzej. Ojciec pracował jako księgowy w kołchozie, mama zajmowała się domem, dziećmi i dorywczo wykonywała prace w gospodarstwie.

Na terenach przyłączonych do ZSRR, do 1951r. błąkały się niewielkie oddziały polskiej partyzantki. Ukrywali się w lasach, a do ludzi przychodzili nocami prosić o jedzenie. Wszyscy im pomagali, bo to byli Polacy, nasi, często bez możliwości ujawnienia się. Do nas też przychodzili kilkakrotnie i otrzymywali jedzenie i ubrania. Pamiętam ściszone głosy w ciemnym pokoju, stąpanie ciężkich butów, które budziło nas i napawało trwogą. Zasypialiśmy dopiero wtedy, kiedy cienie umykały cichutko.

Ktoś życzliwy doniósł na milicję, że partyzanci byli w naszym domu. Reakcja NKWD była natychmiastowa. Dziewiątego września o godzinie piątej rano, załomotały do drzwi i okien kolby karabinów. Zerwał nas ze snu brzęk tłuczonego szkła i głośne krzyki. Kilku żołdaków wdarło się do mieszkania, kilku stało przed oknami z wycelowanymi w nas automatami. Inni rewidowali mieszkanie, rozpruwali nawet poduszki. Płacząca matka przynosiła ojcu ubranie. Pamiętam długie buty z cholewami i ciepły, nowy kożuch. Rodzice wiedzieli, że nie zobaczą się prędko, stąd te ciepłe ubrania. Pobladły ojciec stał cały czas z rękami w górze, a przed nim żołnierz z wycelowanym w niego karabinem. Ośmioletni brat schował się za łóżkiem, a ja płakałam i pytałam o coś matkę, ale ona mnie nie zauważała.

Wyprowadzili ojca z domu i załadowali na ciężarówkę. Pomagali mu w wejściu na skrzynię samochodu kolbami karabinów. Wybiegliśmy z domu, ale kurz wydobywający się spod kół samochodu, zasłonił jadącego w tłumie żołnierzy ojca. Zostaliśmy stojąc niemo, a mama załamywała z rozpaczy ręce. Wiedziała, że Rosjanie nie odpuszczą. Wiedziała, że dziecko które nosi pod sercem, nie zobaczy tak prędko swojego ojca. Za politykę karano najsurowiej po to, aby nikt z Polaków nie ośmielił się przeciwstawić ich władzy.
Cdn.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

marek normantowicz
  • marek normantowicz
  • 22.04.2011 18:06

tylko prawde mozna ani igly wbijac dla ludzi

Komentarz został ukrytyrozwiń
marek normantowicz
  • marek normantowicz
  • 22.04.2011 18:05

ile faktycznie jest sibirakow ile kupilo papiery

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.11.2009 15:57

Dziękuję Pani Lidio, sprawiła Pani ze mam mniej wątpliwości czy powinnam to robić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, historię trzeba przekazywać!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2009 15:32

Panie Ryszardzie, kiedyś wieczorami zamiast oglądania telewizji, opowiadali nam rodzice o wszystkim po wiele razy. Dlatego i sami zapamiętali ze szczegółami wydarzenia i w pamięci dzieci utrwaliła historia rodziny. Ojciec tworzył zapiski dla Koła Sybiraków, a ja to skrzętnie zachowałam. Pisał również do Archiwum Wschodniego, gdzie znajdują się odbitki jego pamiątek.Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2009 15:24

Dziękuję Panie Antoni. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2009 15:22

Ciąg dalszy część II link

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.11.2009 10:52

Panie Ryszardzie. Dziękuję za komentarz. Będzie mi miło poczytać Pana wspomnienia. Proszę pisać, a na pewno znajdzie Pan we mnie wiernego czytelnika. Moja rodzina pochodzi z miejscowości Radźwiłowce, koło Lidy. Do Polski przyjechaliśmy w 1958r. po powrocie ojca z Workuty. Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie. Wszystkim komentującym również serdecznie dziękuję i pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Historię musimy przekazywać młodszyn, żeby kiedyś nikt jej nie zafałszował.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak trzymać. Pamiętaj Leokadio, nie daj się ponieść fali emocjonalnej a wyjdzie z tego "Meisterstuck". Miałem wiele kontaktów z ludźmi którzy to przeżyli ale nigdy nie da się tego opisać nie przeżywając tego i nie będąc świadkiem. Ja miałem jako dziecko kontakt z ludźmi w sprawie " Jedwabne " a później oglądałem polski film w TV, płacz i tłumaczenie się Polaków z tamtej miejscowości.
Uczucia mam mieszane a nerwy trzeba mieć stalowe, nikt straconym nie wróci życia.
Trzeba o tym pisać na przestrogę dla potomnych.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.