Facebook Google+ Twitter

Rodzina Sybiraka - cz. 4. W workuckim obozie. Relacja ojca

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-11-27 11:35

Poniżej przedstawiam przekazany przez mojego ojca opis przyjazdu i pobytu w łagrach Workuty. Najbardziej starannie dobrane wyrazy nie pokażą tragedii jaką przeżyli zesłani na Syberię.

Do Workuty przybyliśmy w połowie marca 1952 roku w pełni bardzo surowej zimy. Wygnali nas z wagonów i tak obstawieni żołnierzami i psami rwącymi się do ataku, dotarliśmy do obozu. Trafiłem do obozu nr 6, kopalnia 9,10. Przydzielono nas do cel w barakach z zakratowanymi oknami. Na noc zamykano drzwi na kłódki, chociaż o żadnej ucieczce przecież nie było mowy. Poza tym w drzwiach znajdowały się okienka, przez które co jakiś czas zaglądał strażnik. Przez całą noc w celach paliło się światło.

Przed pójściem do pracy w kopalni, pod ziemią, odbyliśmy dwutygodniowa kwarantannę i szkolenie górnicze. Przed pójściem do pracy pod ziemią wydano nam robocze ubrania. Były to uniformy więzienne z naszytymi numerami. Otrzymałem numer 1щ 225. Posiłki wydawali dwa razy dziennie. Śniadanie - przeważnie zupa i 800 gramów chleba, który musiał starczyć na cały dzień. Obiad, który był jednocześnie kolacją, składały się z zupy rybnej oraz kilku solonych rybek kamsy. Czasami do zupy dawali kawałeczek gotowanej ryby lub 65-gramowy kotlet z renifera. Te posiłki otrzymywaliśmy za darmo.

W 1954r. w kopalni nr 29 więźniowie podnieśli bunt o nieludzkie traktowanie. Zginęła masa więźniów, bo strzelali jak do kaczek. Ci co przeżyli, jednak otrzymali ulgi. Zdjęto kraty z okien, kłódki z drzwi, numery z ubrań. Dopiero wówczas zaczęli wypłacać nam nieznaczne sumy pieniędzy, do 75 rubli, z czego 70 proc. zabierało państwo, część odliczali za ubrania i wyżywienie. Kupowaliśmy za to dodatkowe jedzenie albo papierosy.

Później warunki pobytu w obozie uległy dalszej poprawie. Można było nawet urządzić wigilię. Przypominam sobie wigilię z 1955 roku, kiedy to ugotowaliśmy sobie rybę. Spożywaliśmy tę potrawę z jednego garnka, trzymając w ręce grubą już pajdę czarnego chleba. Mogliśmy rozmawiać, zanucić kolędę i powspominać rodziny, które w dalekich rodzinnych miejscowościach siedziały przy stole, dzieląc się opłatkiem.
Myślami byliśmy przy sobie, czuliśmy to.

Są to trudne wspomnienia: areszt, wielogodzinne przesłuchania z biciem, więźniarka, wyrok i dalej więźniarki, wagony stołypińskie, ciężka i niebezpieczna praca w kopalni, surowe warunki klimatyczne i socjalne, niedożywienie, oraz cierpienie fizyczne i moralne. Sam nie wiem, jak można było mieć w sobie tyle sił, aby przeżyć piekło Syberii. Wypadki w kopalniach zdarzały się nader często. Sam miałem ich kilka i długie tygodnie spędziłem w obozowym szpitalu. Po powrocie z Komi SSR ważyłem zaledwie około 40 kg.

Przyroda wokół Workuty była inna, karłowate lasy, bardzo krótkie lato, niezwykle kolorowo kwitnące, ale bezwonne kwiaty. Tubylcy zamieszkujący Syberię to Nieńcy, mali ludzie, odziani w skóry reniferów. Ponieważ wszyscy golili głowy, więc nie można było odróżnić kobiety od mężczyzny. Zajmowali się hodowlą reniferów, które dostarczały im pożywienia i odzieży. Mieszkali w jurtach.

Tak żyłem do 20 września 1956 r. 25 września ruszyłem w drogę powrotną do rodziny. Najmłodszą córkę znałem tylko z fotografii. Pięć lat obozu, cierpienia i poniewierki. Co w tym czasie przeżyli moi bliscy? Może los samotnej matki z trojgiem dzieci był gorszy od mojego? Może któraś z córek o tym kiedyś napisze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 03.12.2009 15:39

Pani Basiu, mój brat zupełnie wykreślił ze swojej pamięci wszystko co bolało. Zostawił 100stron pamiętników, ale opisuje w nich tylko to, co cieszyło jego dziecięca duszę. O ojcu Sybiraku nie wspomina. Może dlatego że ciężko mu było uporać się z chorobą stwardnienia rozsianego i nie chciał sobie dokładać bólu? Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To bardzo smutna, wzruszająca historia.
Pozdrowienia dla Pani Leokadii i Danuty.))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.11.2009 13:33

Dziękuję Pani Barbaro. Staramy się z siostrą utrwalić nasze wspomnienia. Brat natomiast w swoich pamiętnikach nie wspominał o biedzie, o braku ojca, opisywał tylko radosne dzieciństwo. Tragicznych wydarzeń nie chciał pamiętać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Warnki w kopalniach były tragiczne. Opowieści z tamtych zesłań dotarły do mnie dopiero w 90 latach. Wuj mój napisał wspomnienia i wydał je.
To są niesamowite wprost opowieści. Wspaniale , że je uratowałyście od zapomnienia. Zapisały i przekazały.
Chwała za to.
Trudno jednak nie dziwić sie Ojcu Agi WIc. który wspominać nie chcał, mówiąc "po co Wam to ?"
Mój dziadek też nie chciał. Niechciał by wzniecać żale i nienawiść. Nie chciał grzebać w ranach.
Twierdził też , że historia jest matką nauczycielką życia. A więc , Cześć tym wspaniałym ludziom!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.11.2009 15:25

Och, jakze zaluje, ze to juz koniec!
A moze we dwie, razem z siostra jeszcze cos wyluskacie ze wspomnien Ojca?
Wiem po moim, jak trudno bylo z niego cokolwiek wyciagnac. Tylko w chwilach jakichs przyplywow dobrych wspomnien opowiadal o czyms zabawnym, niezwyczajnym, np. przy okazji zamkniecia szkol z powodu bardzo niskiej temperatury wspomnial noc, ktora przesiedzial na dachu przytulony do komina. Co chwila zmienial pozycje, by w miare rowno ogrzewac sie z tylu i z przodu. Mroz byl okrutny, -30st.C. Tamtej nocy wszystkich z kamienicy wywieziono; uratował sie tylko on. O trudnych przejsciach nie lubil opowiadac. Nasze nagabywania zbywal krotko: "Nie chce do tego wracac nawet wspomnianiami. Zreszta, po co wam to?"
Dzisiaj bardzo zaluje, ze dawalam za wygrana, bo juz niczego nie opowie...
Rowniez zycze spokojnego milego weekendu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miłego weekendu życzę i pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2009 16:29

Dziękuję za każde słowo. Tak mało jest teraz w ludziach życzliwości, dlatego cenię ją sobie bardzo i staram się odwzajemnić. Miłego weekendu życzę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2009 16:19

Pani Leokadio:) wzruszyć, to ja się wzruszyłem czytając przytoczony wyżej przeze mnie wątek. Pani spełniła marzenie Ojca. Poza tym, że jest to bardzo piękne, pomimo tragicznych losów - więcej nie potrafię napisać. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2009 15:46

Nic się nie martw Nutko, przecież często pamiętałaś to, czego ja nie zakodowałam. Obie staramy się sercem pamiętać i to jest najważniejsze, prawda?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2009 15:44

Panie Antoni, jest Pan dla mnie zbyt łaskawy, aż się kurcze... wzruszyłam. Dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.