Facebook Google+ Twitter

Rodzina Sybiraka, cz. 6. Moje wspomnienia

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-12-02 11:10

Ojciec poprosił o przysłanie paczki żywnościowej do Workuty, bo w obozie panował głód. Sami nie mieliśmy co jeść, więc spełnienie prośby ojca wiązało się z traumatycznym przeżyciem dla całej rodziny.

Fotografia ojca, przysłana z Workuty. Pochodzi z rodzinnego albumu. / Fot. Skanowała: Leokadia CzajkowiczW kwietniu urodziła się siostra. Nie było w domu radości z powodu przyjścia na świat nowego członka. Przybyły dodatkowe obowiązki dla i tak już bardzo zapracowanej matki. Widywałam ją smutnie pochyloną nad kołyską. Płakała i mówiła do nieświadomej niczego małej istotki… "widzisz nie ma taty, ale wróci, zobaczysz". Samą siebie chciała pocieszyć wypowiadając te słowa.

Dużo obowiązków przy sprawowaniu opieki nad siostrą spadło na mnie. Potrafiłam delikatnie poruszać kołyseczką na biegunach, zawiadamiać mamę kiedy dziecko płakało, bo nikt nie zwolnił jej od obowiązku pracy w kołchozie.

Przyszedł od ojca list z Syberii, w którym pisał, że w obozie panuje głód. Mama zaczęła naradzać się z sąsiadami jak temu zaradzić i co można ojcu wysłać. Sami przecież chodziliśmy głodni.

Mieliśmy jedną krowę i jedną owcę. Na tę drugą zapadł wyrok. Postanowili w wujkiem zarżnąć owcę, a łój i zatopione w nim mięso wysłać ojcu do Workuty. Mnie i bratu kazali wyjść z kuchni, bo tam odbyła się rzeź. Za chwilę do pokoju wpadła zapłakana matka. Domyśliliśmy się, że jest już po wszystkim. Mama płakała, bo podobno owcy ciurkiem płynęły z oczu łzy.

Najgorsze przyszło potem, kiedy wujek rozciął owcy brzuch i okazało się, że była kotna. Miała w sobie trzy małe baranki. Zabiliśmy więc nie jedną, ale cztery istoty, na dodatek pozbyliśmy się przyjaciela, bo jadła nam z rąk podawane siano. To był mord, stwierdził wuj i natychmiast sięgnął po szklankę bimbru. Powiedział, że na trzeźwo tej pracy nie dokończy. Długo prześladowały nas obrazki z tego wydarzenia. Widziałam ułożone na podłodze małe jagnięta i zapamiętałam ten obraz na zawsze.

Paczkę ojcu wysłaliśmy, ale mięso z owcy nie smakowało nam w żaden sposób. Mama zapowiedziała, że nie przełknie ani kawałka. O tym zdarzeniu ojciec dowiedział się dopiero po powrocie z zesłania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Tak, smutne, bardzo smutne.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.12.2009 17:25

Smutne to wszystko pomimo, że ładnie napisane :) Pewien fragment cyt. "Mama płakała, bo podobno owcy ciurkiem płynęły z oczu łzy " Tak to jest prawda. Właśnie dlatego zamieniłem myślistwo na wędkowanie, nie chodzi tu o łzy owcy ale o łzy ustrzelonego koziołka których widok zdecydował o tym. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kapitalnie sie czyta!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.12.2009 14:44

Dziękuję Basiu, to prawda że wspomnień mi nie brakuje i tych pięknych i tych, które wyrzeźbiły głębokie rysy. Ładny zwyczaj myśliwych z zieloną gałązką, bo zwierzęta chyba także mają duszę.
Piotrze, ja też nie chciałabym patrzeć na łzy zwierzęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czyżby, dlatego się mówiło "sarnie oczy, albo "owcze oczy" , są osoby które mają takie "płaczliwe" oczy.

Te smutne wspomnienia, mocno naznaczyły autorkę na całe życie, czemu się nie dziwię.
Dobrze , że nam ją opowiedziałaś Leokadio.

PS. Panie Piorze także słyszałam o tym w opowieściach o polowaniu. Jest też zwyczaj myśliwych, że zawsze upolowanej zwierzynie wkładają między szczęki kawałek świeżej zielonej gałązki, jako ostatni posłek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

U owcy, ale prawdopodobnie też u sarny występuje zjawisko płaczu w czasie odchodzenia z tego Świata. Powiedzieli mnie o tym znajomi myśliwi. Ten kto to przeżył nie chce więcej strzelać do saren.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.