Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

139650 miejsce

Rodzina Sybiraka, cz. 8. Jak znalazłam się w ostatniej ławce

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-12-09 11:26

Jesienią 1952 roku poszłam do pierwszej klasy. Musiałam iść trzy kilometry do Wawiórki, gdzie znajdowała się szkoła. Pierwsze zetknięcie z koleżankami i nauczycielką nie należało do najszczęśliwszych. Potem wiodło mi się lepiej.

Pierwsza klasa wawiórskiej szkoły. Autorka w drugim rzędzie, druga od prawej, z grzywką. Wiera w białej sukience. / Fot. Archiwum autorkiMinęło lato 1952 roku. Obuta w czarne trzewiki powędrowałam do pierwszej klasy. Szkoła wydała mi się ogromna i krzykliwa. Nauczycielka wygłosiła mowę powitalną i wtedy zauważyłam, że nie bardzo rozumiem o czym mówi. W naszym domu mówiło się po polsku. Dlatego ciężko mi było odnaleźć się w rzeczywistości szkolnej.

Wychowawczyni była Białorusinką. Do klas pierwszych nie przydzielali Rosjan, bo dzieci najczęściej nie znały ich języka. Nina Nikołajewa okazała się miłą i łagodną kobietą.

Jeden fakt tylko zmarnował dobre wrażenie z pierwszego dnia nauki. Znalazłam się w ostatniej ławce, mimo że nie byłam wysoka, na dodatek z Wierą Kurłowicz. To przez jej ojca, mojego wywieźli na Syberię. Oddział AK kierowany przez Kurłowicza odwiedził nasz dom w poszukiwaniu jedzenia i odzieży. Wkrótce wszyscy zostali aresztowani, a na przesłuchaniu Kurłowicz podał nazwisko mojego ojca. NKWD tylko czekało na nazwiska "przestępców". Za to ojciec dostał wyrok - 25 lat zsyłki na Syberię.

Resztki oddziałów AK na naszych terenach Rosjanie zlikwidowali dopiero na początku lat pięćdziesiątych.

Nazwisko Kurłowicz tyle razy było wymieniane w naszym domu, że zapamiętałam je dobrze, więc kiedy nauczycielka obok mnie posadziła Wierę, rozpłakałam się. Do dziś zastanawiam się, czy zrobiła to celowo. Nigdy nie polubiłam tej koleżanki i starałam się nawet nie patrzeć w jej stronę.

Bolało jeszcze jedno, że pierwsze ławki zajmowały dzieci pochodzenia rosyjskiego i Białorusini, bo byli ładnie ubrani, a dziewczynki nosiły białe kokardy we włosach. Na polskich dzieciach widniała skromna odzież, a na nogach najczęściej od wczesnej wiosny, do późnej jesieni nie nosiliśmy butów. Bosonogie towarzystwo nawet do fotografii ustawiali z tyłu.

Różnice w traktowaniu Polaków czuło się na każdym kroku. Doświadczaliśmy tego często, a szczególnie mój starszy brat. Nauczyciele wyzywali go od "parazitów i biełych banditów". Dlatego zbuntował się i nie chciał uczyć. Mama miała z nim wielkie problemy.

Tak rozpoczęła się moja rusyfikacja. Najgorsze nastąpiło w klasie drugiej, kiedy nauczyciele zapisywali nas do pionierów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 11.12.2009 17:50

Jak zwykle jesteście dla mnie zbyt łaskawi. Dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.12.2009 19:23

Czytam na bieżąco i pochwalam zamysł spisania historii rodziny:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciąg dalszy rodzinnych wspomnień - czytam.))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam Leokadio. Jak zwykle serwujesz ciekawe wspomnienia. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.12.2009 11:42

Mam dwa zdjecia z wawiórskiej szkoły, to z pierwszej klasy i z trzeciej. Pierwsza z lewej to Nina Iwanowna, moja pierwsza wychowawczyni, w środku dyrektorka szkoły, z prawej pionieroważata Jelena Alfonsowna. Kurłowicz w białej sukience.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ojej, jak zdobyłaś to zdjęcie, nie widziałam go dotąd...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.