Facebook Google+ Twitter

Rodzina Sybiraka, cz. 9. Rusyfikacja

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-12-15 14:09

Zapisy do pionierskiej organizacji wiązały się z olbrzymim przeżyciem i stresem dla maluchów trzeciej klasy. Działo się to w 1955 r. w miejscowości Wawierka, koło Lidy na Białorusi.

Z rodzinnego albumu. Autorka u góry, trzecia od lewej. / Fot. Skanowała:Leokadia CzajkowiczChodziłam do trzeciej klasy. Nauczyciele codziennie mówili, że czeka nas niesamowite wydarzenie. Wódz rewolucji Lenin, życzy sobie abyśmy zostali pionierami. Pogadankami przygotowywali nas na wielkie świętowanie.

Cieszyłam się na tę chwilę, ale radość moja skończyła się w momencie, kiedy przyznałam się bratu, że wstępuję do organizacji. Natychmiast zaczął mnie straszyć, że jak wrócą "nasi", to komunistów będą wieszać na drzewach. Nie wolno mi nosić czerwonej chusty, bo ojca naszego męczą w obozie "czerwoni". Następnie zaprowadził na polski cmentarz, który znajdował się naprzeciwko szkoły, pokazał mogiłę gdzie był pochowany "Ponury" - Piwnik wraz z żołnierzami, kazał czytać polskie napisy i tłumaczył, że jestem Polką i nigdy nie wolno mi o tym zapomnieć.

Mama nie zabierała głosu, a ja niewiele z tego rozumiałam. Marzyłam tylko o kawałku ślicznego, czerwonego, nowiuteńkiego materiału na mojej szyi. Ze mną nie było najgorzej, ale moi koledzy z innych polskich rodzin mieli kategoryczny zakaz wstępowania do pionierów i to było dla nich prawdziwym nieszczęściem.

Przyszedł ten "uroczysty" dzień. Nauczycielka weszła do klasy w asyście starszego ucznia, który niósł na tacy czerwone chusty. Po pogadance wstępnej, zawiązywała chusty na szyjach dzieci, gratulując czegoś tam. Ci, którzy nie chcieli przyjąć chust, stawiani byli do kąta. Moja najbliższa koleżanka Irenka Macewicz, tak długo stała w kącie, aż zrobiła siusiu w majtki. Tak wyglądała walka ruskich nauczycieli z "białą" zarazą. Starszych chłopców wyzywali często od "białych bandytów" i "parazitów nieszczasnych".

Zawieszanie chust nie było najgorszą rzeczą jaka przydarzyła się nam tego dnia. Tragedia spotkała nas dopiero podczas przerwy. Starsi chłopcy wiedzieli co dzieje się u maluchów i przygotowali się do tego wydarzenia należycie. Każdy z nich miał w kieszeni dobrze naostrzony scyzoryk. Kiedy w pobliżu nie było nauczyciela, dopadali do nas i obcinali końce czerwonych chust. Do klasy wracaliśmy z płaczem, ale nie mogliśmy powiedzieć nauczycielowi kto obciął chustę, bo często wśród egzekutorów było nasze rodzeństwo. Mój brat był gorliwym antykomunistą. Nie mógł znieść faktu, ze jego siostra chodzi w czerwonym "gałstuku".

Obcinanie chust przez starszych chłopców odbywało się regularnie, ale było niczym w porównaniu z tym, czym jeszcze szantażował mnie brat Czesław. Chciał napisać ojcu, że należę do pionierów, więc robiłam wszystko co chciał, usługiwałam mu na każdym kroku, aby tylko nie spełnił groźby.

Przecież dziewięcioletnie dziecko niewiele rozumie, przeważnie wszystkiego się tylko boi. Ja też bałam się wielu rzeczy, może zbyt wielu jak na małą dziewczynkę, a przecież ja tylko nie chciałam być gorsza od innych dzieci, nawet tych ruskich.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 17.12.2009 17:24

Tu nie o spory żadne chodzi ale o to żeby swym pisaniem nadal ans obdarowywała:) Wiem dlaczego Leokadia przerwę sobie zrobiła:) Pojechała szukać materiału do kolejnej fotorelacji która nas mile zaskoczy:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tu siostra Lodzi. Właśnie dzwoniła do mnie z prośbą, żebym przekazała wszystkim, że nie chciałaby, aby na portalu z jej powodu były jakieś kłótnie. Przesyła wszystkim najlepsze życzenia Świąteczne i serdecznie pozdrawia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.12.2009 15:20

Niebawem kochani dowiecie się dlaczego Leokadia usunęła swoje konto i zrezygnowała z pisania na tym portalu.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.12.2009 11:39

Lonia DLACZEGO:)
Lonia nie nie tak!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.12.2009 11:34

Lotka - NIE!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.12.2009 09:55

Dziękuję Wam pięknie za wszystkie uwagi. Piotrze, może powinieneś to wszystko opisać, wszak sam proponowałeś stworzenie historii rodzin polskich. Ago, przypomniałaś mi, że nauczycielka, która zmuszała nas do noszenia pionierskich chust też miała zadrę w sercu.Jej męża zamordowali Polacy i jak na ironię ona musiała uczyć polskie dzieci. Na ten temat mogłabym dużo pisać, ale byłoby to nudne dla czytających, więc ograniczam się do zasygnalizowania faktów, a Wy kochani, opisując zdarzenia Waszych Rodzin uzupełniacie wiadomości i za to jestem wdzięczna. Pozdrawiam ciepło.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.12.2009 20:56

Widzę mam zaległości w czytaniu:) Masz Leokadio dar opisywania i naprawdę czytam po kilka razy a to dlatego, że jakoś tak przyjemnie się czyta, pomimo, że losy tu opisane do przyjemnych nie należą.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.12.2009 18:12

Wspolczuje jako dziecku.
Teraz latwo jest mowic: "...trzeba było słuchać starszego, mądrzejszego brata", hehehe.
A swoja droga sowieci wiedzieli, czym przyciagnac dzieci i prosty lud.
Dzieci - swiecidelkami, a lud - festynami obficie podlewanymi wodecznoscia.

Moja nauczycielka nigdy nas nie namawiala do niczego, choc kilkakrotnie otrzymala nagane kierownika szkoly w naszej obecnosci. Kiedy opowiedzialam o tym rodzicom, dowiedzialam sie, ze Nasza Pani przezyla Aushwitz-Burkenau okaleczona przez pseudomedyczne eksperymenty slynnego Mengele. Byla wewnetrznie rozdarta, tzn. nienawidzila Niemcow, a Rosjanom byla w pewnym sensie wdzieczna za wyniesienie z obozowego szpitala. Jednak ta wdziecznosc miala jakas skaze, ktorej nie umielismy rozszyfrowac.
Po latach okazalo sie, ze cala jej rodzina zginela w jednym z rosyjskich lagrow...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki niemieckim dzieciom polskość w Józku została do końca życia. Kiedy miał wybrać Folksdeutsch albo śmierć w czasie II Wojny Światowej, wybrał śmierć. Tylko dzięki Opatrzności Bożej został cudownie uratowany a ja na okoliczność odrodzenia się państwa polskiego zostałem poczęty z niemieckiego łona. Po II Wojnie Światowej znowu wszyscy cieszyli się że jest pokój. I znowu kłopoty.
Uratowałem ojca mając 3,5 lat. Ktoś dzwonił do zakładu dzwonkiem przy drzwiach, wieczorem. Ojciec poszedł otworzyć a mnie coś natchnęło i pobiegłem za nim. Pamiętam jak dziś. Pan ładnie ubrany, kiedy rozmawiali ruszył się i ujrzałem kawałek lufy a wiedziałem co to jest, bo lubiłem zawsze pomagać "opiekunowi" zakładu przy czyszczeniu i konserwacji broni poprzez rozmowę i przyglądanie się. Na prośbę przybysza o nocleg powtarzałem ciągle że trzeba zapytać sołtysa, bo on był najważniejszy, to wiedziałem. Patrzył na mnie i w końcu powiedział : " Oj żebyście wiedzieli kto ja jestem ?! " I poszedł.
Ja teraz wiem że ktoś ważniejszy ode mnie pomógł, bo skąd dziecku na poczekaniu przyjdą takie słowa ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Leokadio, czytam Twoje wspomnienia z wielkim zainteresowaniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.