Facebook Google+ Twitter

Rok 2009 był muzycznie interesujący

Falę podsumowań minionego roku mamy już za sobą, ale jako że ja nie lubię chwalić dnia przed zachodem słońca, to i na podsumowanie zdecydowałem się dopiero teraz, u progu 2010.

Nigdy nie kryłem, że obok polityki najbardziej interesującą mnie sferą życia jest kultura, a dokładniej muzyka. Zważając na to, że polityka dzieli, a muzyka łączy (sam James Hetfield tak powiedział) zajmę się tą drugą. W jakiej formie? Postanowiłem stworzyć kilka własnych kategorii i według nich subiektywnie wskazać, co interesującego działo się minionego roku w muzyce.

Wydarzenie roku

Nikt nie będzie chyba oponował, gdy wymienię tu śmierć Michaela Jacksona, zwanego szerzej królem muzyki pop. Kiedy obudziłem się 25 czerwca i sięgnąłem po telefon komórkowy, by sprawdzić, która jest godzina, odczytałem SMS-a od znajomej, a jego treść brzmiała następująco: „Jackson nie żyje. Mam doła”. Od tego momentu wiedziałem, że rynek muzyczny nie będzie już taki sam. Szkoda tylko, że ludzie doceniają wielkich artystów dopiero, kiedy umrą. To chyba jest w całej tej historii najbardziej żenujące i zatrważające.

Zespół roku

Metallica. Nie, to nie pomyłka. Doskonale pamiętam, że ostatni album grupy, "Death Magnetic", ujrzał światło dzienne jeszcze w roku 2008, ale Czterej Jeźdźcy pokazali, jak można płynąć na fali popularności i wykorzystać sprzyjające prądy. 2009 rok zdecydowanie należał do nich. Najpierw 29 marca została wydana gra "Guitar Hero: Metallica", a zaraz potem 12 kwietnia zespół został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Nie wspominając już o trwającej cały czas trasie, podczas której Metallica z łatwością wypełnia hale.

Płyta roku

Na to miano zasłużył moim zdaniem krążek najbardziej niedoceniony. Mowa o „Chickenfoot” autorstwa supergrupy, grającej pod tak samo brzmiącym szyldem. Arystokraci rock and rolla: Sammy Hagar (wokal - ex Van Halen), Chad Smith (perkusja - Red Hot Chili Peppers), Michael Anthony (bas - ex Van Halen) oraz Joe Satriani stworzyli świetnie wyprodukowany klasyczny album, na który składa się kwintesencja hard rocka połączonego z bluesem. Świetna uczta dla uszu.

Piosenka roku

Nad piosenką roku zastanawiać się długo nie musiałem. Zdecydowanie na miano hitu w moich oczach, czy raczej uszach zasługuje utwór „The Fixer” z ostatniego dziecka grupy Pearl Jam, „Backspacer”. To dowód na to, że może być melodyjnie i z pazurem, a komercyjność i jakość nie muszą się wykluczać.


Brak muzycznego cudu nad Wisłą

Odnoszę wrażenie, że w Polsce więcej działo się w kinie, niż w muzyce, ale nie znaczy to na pewno, że nie mamy się czym pochwalić. Genialną płytę wydał Hey. Mowa o „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Ten album zdecydowanie muzycznie wybiega w przyszłość. Oby jak najwięcej takich produkcji.

Koncertów też było u nas pod dostatkiem. Zespoły brytyjskie i amerykańskie coraz bardziej doceniają nasz rynek muzyczny. Przykłady? Weźmy chociażby koncert U2, czy Madonny. Przyszły rok zapowiada się jeszcze ciekawiej, m.in. za sprawą Sonisphere Festival w Warszawie, podczas którego pierwszy raz w historii na jednej scenie zagra Wielka Czwórka Thrash Metalu: Metallica, Slayer, Megadeth oraz Anthrax.
 / Fot. PAP/ Bednarczyk
Niemałe zamieszanie wywołała metamorfoza Agnieszki Chylińskiej, której mogliśmy doświadczyć na krążku "Modern Rocking" (więcej tutaj). Płyta bardzo dobra, choć może budzić wątpliwości, co do jej szczerości. Zaczyna się jednak kolejny rok muzycznych podróży, a zatem uszy do góry!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Fajne podsumowanie, ale chciałabym trochę więcej:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

piosenka roku = „The Fixer”? nie zgodzę się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.