Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10782 miejsce

Rola Józka, to jak wygrana w totka - mówi aktor z "Plebanii"

Z Radosławem Popłonikowskim - popularnym aktorem z serialu "Plebania" rozmawiamy o aktorstwie, podróżach i gotowaniu.

Radosław Popłonikowski. / Fot. Glinka AgencyKtóregoś dnia spojrzałem w lustro i powiedziałem sobie: będę aktorem. Czy tak rozpoczyna się Pana zawodowa kariera?
- Gdybym patrzył w lustro, to na pewno nie zostałbym aktorem! Po prostu zawsze gdzieś tam ciągnęło mnie do publicznych występów. Myślę, że wtedy odzywała się we mnie ta odrobina ekshibicjonizmu, jaka jest potrzebna w tym fachu. A później to jakoś tak samo wyszło: jakieś granie na gitarze, koncerty, egzaminy wstępne jedne, drugie i ani się obejrzałem, jak zostałem aktorem...

Jakie predyspozycje musi mieć zatem aktor, żeby przebić się i zaistnieć w dzisiejszym świecie filmu?
- Po moich ostatnich obserwacjach? Nie wiem! Myślałem, że trzeba mieć talent, okazało się, że niekoniecznie. Myślałem, że dobry warsztat aktorski. Też niekoniecznie. Tak, jak w muzyce: wszyscy to pewnie zauważyli, że nie trzeba umieć śpiewać, żeby śpiewać. Znajomości? Też bywają zawodne. Okazuje się, że w dobie dzisiejszych „pięciominutowych” karier, zaistnienie w świecie może być tak samo łatwe, jak i niemożliwe.

Kojarzy się Pan przede wszystkim z rolą Józka Piecucha w serialu „Plebania”. Jak się zaczęła Pana przygoda z jednym z najpopularniejszych seriali TVP?
- U mnie to było jak wygrana w totka. Po prostu reżyser Wojciech Solarz przyszedł kiedyś do mojej agentki, obejrzał zdjęcia i wybrał mnie do tej roli. Na początku miała to być postać napisana tylko po to, żeby
kolega Wojciech Dąbrowski, grający mojego zwierzchnika, miał się do kogo odezwać na posterunku, a potem jakoś tak się to wszystko potoczyło, że dopisano Józkowi Mamcię, dziewczynę do kochania, no i wreszcie żonę i dziecko.

Czy często na planie zbierają się w Panu emocje, które później musi Pan odreagować? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
- Praca w takim zawodzie to w ogóle pewnego rodzaju gwałt na własnej psychice. Zawsze powinno się odreagować te wszystkie sztucznie wywoływane na planie czy scenie emocje. Ja wyżywam się w kuchni. Uwielbiam gotować i to mi daje niesamowitą odskocznię.

Co Pan sobie ceni najbardziej w swojej dotychczasowej karierze zawodowej?
- To, że ciągle jeszcze wszystko przede mną. Będę miał co robić w przyszłości.

Czuje się Pan osobą spełnioną na polu zawodowym? Czego brakuje Panu do pełni szczęścia jeżeli chodzi o aktorstwo?
- Do pełni szczęścia zawsze brakuje aktorowi ról. Ja jeszcze nie mam ich na swoim koncie zbyt wiele, ale z drugiej strony należę do grona tych niewielu szczęśliwców, którzy robią to, co lubią. Nie mam więc powodów do narzekań. I tak ważniejsze jest dla mnie to prawdziwe życie.

Quentin Tarantino powiedział kiedyś, że „traktuje swoją pracę śmiertelnie poważnie”. Czy Pan
również choruje na perfekcjonizm, czy raczej stara się Pan trzymać dystans do swojego zawodu?

- Ja myślę, że perfekcjonizm nie wyklucza dystansu do zawodu i odwrotnie. Trzeba dobrze wykonywać swój zawód i jednocześnie utrzymywać jakiś dystans do tego, co się robi, choćby dlatego, że z daleka lepiej widać efekty pracy. Dystans pozwala również na utrzymanie jakiej takiej równowagi psychicznej, o którą naprawdę trudno w tym zawodzie.

Czy istnieje zatem jakaś granica, której Pan jako aktor nigdy nie przekroczy?
- Oczywiście, że istnieje! To granica dobrego smaku w sztuce i w życiu.

Wcześniej wspomniał Pan o gotowaniu. A co z podróżami? Lubi Pan podróżować?
- Uwielbiam! Podróże niesamowicie rozszerzają horyzonty. Choć ze względu na odległość Warszawy od miejsca mojego zamieszkania, właściwie ciągle jestem w podróży. Cierpi na tym trochę moja ukryta druga natura niepoprawnego domatora.

Podróże po kraju czy raczej dalekie kraje? Dla warszawiaków modnym miejscem na weekendowe wypady są np. Mazury. A czy był Pan kiedykolwiek w Bieszczadach?
- Miałem okazję spędzić w Wetlinie jeden z moich piękniejszych sylwestrów. Oczywiście z rodziną. Chętnie tam wrócę przy najbliższej okazji.

Proszę na koniec zdradzić nam jak spędza wolny czas Radosław Popłonikowski?
- Jak już mówiłem uwielbiam gotować, szczególnie, kiedy ma to potem kto zjeść. A poza tym w wolnym czasie zawsze mam co robić w moim nowym domu. Wprowadziliśmy się tam dwa lata temu i wydaje mi się, że zajęć mi nie zabraknie na najbliższe 10 lat! Ale ja lubię sobie trochę podłubać.

Dziękuję za rozmowę.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nie widziałam ani jednego odcinka tego serialu, ale wywiad sympatyczny. Poza tym też mam fajne wspomnienia z Wetliny :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.