Magda Kazikiewicz: – W gdańskim gimnazjum przedstawi pan szczegóły programu "Zero tolerancji". Co pan powie kolegom Ani?
Roman Giertych, wicepremier, minister edukacji: – Słowa tu już nic nie pomogą. Ta klasa prawdopodobnie zostanie rozwiązana. Czekam na zakończenie postępowania, które ma wyjaśnić, co tam się naprawdę stało. Na razie są dwie wersje wydarzeń: nauczycieli i koleżanek Ani. Jeśli potwierdzi się, że uczniowie nie zrobili nic, by pomóc koleżance, według mnie uczniowie powinni być rozdzieleni i przeniesieni do innych klas.
A co z nauczycielami? Jakie oni będą ponosić konsekwencje za niedopełnienie obowiązków?
– Zostawienie uczniów samych w czasie lekcji to największe przestępstwo. Zaproponuję rozwiązania dające większą władzę dyrektorowi szkoły i umocnienie jego pozycji. Nauczyciela będzie można łatwiej zwolnić z pracy, a z drugiej strony wzmocniony zostanie nadzór pedagogiczny nad dyrektorami.
Rodziców też pan zamierza ukarać za to, że nie dostrzegają problemów swoich dzieci?
– Winę za to, co się stało, ponosimy wszyscy. Przez wiele lat tolerowaliśmy pogarszający się stan oświaty, bezpieczeństwa i braku wrażliwości. W Stanach Zjednoczonych rodzice szkolnych chuliganów muszą siedzieć z nimi na lekcjach. Nie zamierzam jednak wprowadzać takiego pomysłu. Na razie proponujemy rozwiązanie dotyczące ośrodków wsparcia wychowawczego. Zobaczymy, jakie przyniosą efekty.
Program tworzenia szkół pod specjalnym nadzorem już krytykują eksperci i uczniowie...
– Spodziewam się krytyki, ale nic mnie ona nie obchodzi. Nie cofnę się przed niczym. Nie można siedzieć z założonymi rękami i patrzeć na rosnącą agresję. Barbarzyństwo sięga zenitu. Żarty się skończyły. Uczniom ten program z pewnością się nie spodoba, bo jest surowy i konsekwentny. Ma w radykalny sposób zmniejszyć agresję i anarchię w oświacie.
Czy te ośrodki są rzeczywiście potrzebne? Przecież istnieją już poprawczaki i młodzieżowe ośrodki wychowawcze.
– Do instytucji, jakie pani wymienia, trafiają osoby, które popełniły już przestępstwo. Celem ośrodków wsparcia wychowawczego ma być wcześniejsza praca z uczniem zagrożonym takim czynem. To ma być straszak, a nie więzienie. Od pierwszego września 2007 roku szkolni chuligani będą się mieli czego bać. Naszym celem jest by pobyty w ośrodkach były krótkie. Uczeń dostanie w kość i nie będzie miał więcej ochoty tam wracać. Takie szkoły są na całym świecie i raczej się sprawdzają.
Profesor Janusz Czapiński uważa, że skoro mają powstać takie ośrodki, to równocześnie należy zacząć budować więzienia dla uczniów, którzy opuszczą te placówki.
– Dwa lata to będzie maksimum. Powtarzam – naszym celem są krótkie pobyty. Wydaje mi się, że osób, wymagających długiego pobytu będzie niewiele. Nie będę się więc zajmował jednostkami. Muszę się troszczyć o sześć milionów uczniów. Wybór jest prosty.
W Nowym Jorku zabroniono uczniom przynosić telefony komórkowe do szkół i przestępczość rzeczywiście trochę spadła. W Polsce komórki ma ok. 2,5 mln uczniów. Może to jest rozwiązanie?
– Program "Zero tolerancji" zakłada, że w szkole nie można korzystać z telefonu komórkowego. Uczeń będzie mógł wnieść telefon, nie zamierzam wprowadzać rewizji. Nie unikniemy sytuacji, że młodzież będzie korzystała z telefonu na przerwach, ale znacząco to ograniczymy. Są przecież przypadki, że uczeń potrzebuje się skontaktować z rodzicami.
Powiedział pan, że gdańska tragedia to porażka bezstresowej metody wychowywania. Popiera pan stosowanie kar cielesnych?
– Konstytucja tego zakazuje. Jednak nie ma nic złego w daniu dziecku klapsa. To nie jest żadna kara cielesna. Nie można jednak mylić klapsów z biciem.
Dał pan klapsa swoim dzieciom?
– Oczywiście. Wiele razy.
Czy wprowadzenie zakazu rozpowszechniania pornografii, którego domaga się LPR, rzeczywiście jest realne? Nie ma przecież możliwości kontrolowania internetu.
– Ten pomysł wypłynął w poniedziałkowej dyskusji z kuratorami. Wszyscy eksperci go poparli. Nie damy rady zlikwidować pornografii, to jest niewykonalne. Ale samo powiedzenie, że pornografia jest złem, może przynieść efekty. Musi to być jednak usankcjonowane prawnie. Jest naukowo udowodnione, że pornografia wpływa negatywnie na postrzeganie kobiet przez mężczyzn. Pornografia narusza przede wszystkim godność kobiet. Wprowadzenie proponowanych zapisów na pewno obniży stopień jej akceptowalności i znacząco utrudni dostęp do niej, zwłaszcza dzieci i młodzieży.
Magda Kazikiewicz
–
Dziennik Bałtycki