Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Wydarzenia > Polska > Roman Kluska: Bill Gates z Nowego Sącza

Pozycja materiału w rankingach:

10528 miejsce

Dział: Polska

Ocena: 5pkt

Oceń:

Roman Kluska: Bill Gates z Nowego Sącza

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • 2006-06-17 11:42
  • Odsłon: 5400
  • Komentarzy: 0

Rozmowa z Romanem Kluską, twórcą firmy Optimus, jednym z najbogatszych Polaków

- Tyle lat w biznesie, a teraz hoduje pan owce. Nie za wcześnie na emeryturę?
- To nie emerytura. Po latach prowadzenia interesów, przyszedł czas na dzielenie się doświadczeniem z młodzieżą. To bardzo ważne, bo to w jej rękach jest przyszłość kraju. Nie chcę, żeby młodzi ludzie musieli z takim mozołem zdobywać doświadczenie jak ja. Jeżdżę po wyższych uczelniach i prowadzę wykłady. To, że nie siedzę bezpośrednio w biznesie, pomaga mi inaczej patrzeć na rzeczywistość i daje ogromny komfort bycia wiarygodnym. A owce? To moje hobby i praca dla ludzi z mojej wsi. To nie biznes, bo dzisiaj w rolnictwie nie ma interesu.

- Niby nie biznes, ale pracuje pan nad wyhodowaniem nowej rasy?
- Nie do końca. Próbuję odtworzyć w Polsce rasę owiec mlecznych, która kiedyś tu była, ale zniknęła, bo nie było zainteresowania owczym mlekiem. Jakiś czas temu jednak zauważono, że w Grecji, ten kto pracuje przy owcach, nie choruje na raka. Zaczęły się eksperymenty. Podawano tym zwierzętom ludzkie komórki rakowe różnych rodzajów nowotworów. Okazało się, że po ok. 3 tygodniach komórki rakowe ginęły. Bardzo silne związki likwidujące raka wykryto właśnie w mleku owczym. Sprowadziłem owce z Niemiec, by hodowlą mogli zająć się nasi górale.

- A co z olejem rydzowym, wyprodukowanym przez pana w domowych warunkach? Miał zrewolucjonizować rolnictwo w górach.
- Roślina, zwana rydzem lub lnianką, kiedyś była w Polsce powszechna, teraz ma szansę stać się biopaliwem. Wymagane są jedynie zmiany prawne, żeby rolnicy bez przeszkód tę roślinę mogli uprawiać. Wszystkie koncerny, produkujące traktory, przygotowały już modele z silnikami na oleje roślinne. Koszty prowadzenia gospodarstwa rolnego w górach są tak wysokie, że nie mają ekonomicznego sensu, a główny składnik tych kosztów to właśnie paliwo. Olej rydzowy jest najtańszym tego typu produktem, bowiem sam rydz - roślina pokrewna do dużo droższego w uprawie rzepaku - nie ma żadnych wymagań, rośnie na najgorszych górskich glebach, nie potrzebuje nawożenia, a pozostające po wytłoczeniu makuchy są wysokobiałkową paszą dla zwierząt.

- Woli pan życie zaszytego na wsi rolnika od obiadów z Billem Gatesem?
- Spotkałem w życiu wielu bogatych ludzi. Zauważyłem jednak, że ludzie bogaci nie są szczęśliwi. Praca dla nich jest jak narkotyk. W biznesie tak się człowiek zatraca, że gubi czas na życie, na rodzinę... a to przecież jest szczęście! Akcje Optimusa sprzedałem za pół ceny, a i tak mnóstwo pieniędzy mi zostało. Mogłem i mogę nadal sobie kupić prywatną wyspę, samolot, lotnisko... Kiedyś nie byłem szczęśliwy, teraz znalazłem swoją drogę.

- 15 mln złotych podarował pan na Sanktuarium Maryjne w Łagiewnikach, drukuje pan książki i płyty o tematyce religijnej, rozsyła po Polsce za darmo. Rozdawanie swojego majątku to sposób na szczęście?
- Płacę za to, co kiedyś dostałem. A dostałem dużą liczbę talentów, jest więc dla mnie rzeczą naturalną, że dzielę się teraz z tymi, którzy takich możliwości nie mają.

- Zaczynał pan od składania komputerów w garażu. Po dwóch latach zarobił pan pierwszy milion. Szybko stał się pan jednym z najbogatszych ludzi w Polsce. Czego potrzeba, by w takim tempie dorobić się majątku?
- Optimusa założyłem w akcie rozpaczy. Wyrzucono mnie z pracy, bo w socjalistycznym przedsiębiorstwie próbowałem wprowadzać rynkowe metody. Ale to, co powstało z tej rozpaczy, jest najwspanialszą przygodą w życiu. Żeby osiągnąć sukces w biznesie potrzebne są trzy elementy. Każde biznesowe spotkanie musi być spotkaniem dwóch zwycięzców, z każdej rozmowy obie strony powinny wyjść z poczuciem, że załatwiły coś ważnego. Po drugie – bardzo ważna jest etyka. Po trzecie - każdą decyzję skonsultować trzeba z głupszym od siebie i wykorzenić z siebie poczucie, że jest się nieomylnym. Bo się nie jest! I tyle...

- W styczniu buchnęła plotka, że zostanie pan premierem. Padła taka propozycja?
- Nie jest tajemnicą, że Jarosław Kaczyński złożył mi kilka propozycji. O stanowisku premiera nie rozmawialiśmy, bo znał moje zdanie. A ja uważam, że premier Marcinkiewicz bardzo dobrze pełni swoje obowiązki.

- A to, że miał pan być ministrem przemysłu w rządzie Marcinkiewicza to prawda?
- Odmówiłem. Po pierwsze - uważam, że wtedy musiałbym się zająć tylko jednym szczegółem rzeczywistości, podczas gdy do poprawienia jest dużo więcej. Po drugie – trzeba realnie patrzeć, jak dużo potrzeba pracy nad świadomością naszego społeczeństwa, by akceptowało potrzebne zmiany. Te hasła, że rząd załatwi, że wszystkim się po równo należy, pokutują w nas i przekazujemy je naszym dzieciom. Jest rzeczą nadrzędną, żeby społeczeństwo wymuszało na rządzie takie rozwiązania, które Polsce służą, a nie takie, które nam kiedyś w socjalizmie wtłoczono.

- Poparł pan kandydaturę Lecha Kaczyńskiego na prezydenta. Zrobiłby pan to również dzisiaj?
- Proszę zobaczyć, jak wyglądało moje poparcie. Wskazałem dwie przewagi Lecha Kaczyńskiego nad konkurentem i w tym zakresie nic się nie zmienia. Kaczyński jest przeciwko wprowadzeniu podatku dochodowego w rolnictwie, który jest absurdem w polskich warunkach. Gdyby ten podatek wszedł, kilka milionów obywateli byłoby bezbronnych, zostaliby zniszczeni, wyrzuceni z ziemi. Druga sprawa to podatek katastralny. Portugalia wprowadziła go i się wycofała. Jak taki podatek - gdzie jest duża korupcja, a kultura urzędnicza bardzo niska - może zależeć od decyzji urzędnika? Lech Kaczyński był zdecydowanym przeciwnikiem obu tych podatków. Wystarczy, że te dwa podatki nie wejdą, a już prezydentura Lecha Kaczyńskiego będzie lepsza od każdego innego kandydata. Gdyby Donald Tusk powiedział, że też jest przeciw tym ustawom, to mój głos byłby głosem neutralnym, głosem za Polską.

- Prezydent Kaczyński jest dość radykalny w poglądach. Nie obawia się pan, że podobnych metod, jakich użyto wobec pana, ktoś użyje wkrótce wobec kogoś innego?
- Myślę, że obojętnie kto ma władzę, Polska normalnieje. Sądzę, że sytuacje, jakie spotkały mnie, będą coraz rzadsze. Zmienia się świadomość społeczeństwa i urzędników, którzy nie są już bezkarni i mają świadomość, że mogą przegrać. Mój przykład pokazuje, żeby nie byli tak pewni swojej nieomylności.

- Czy chociaż ktoś powiedział panu „przepraszam“ za to, że komandosi w kominiarkach wywlekli pana o świcie z domu, zakuli w kajdanki i straszyli bronią? Zarzut był mało kryminalny - wyłudzenie przez Optimusa podatku VAT...
- Wiceminister Ciesielski w I programie TVP użył takiego sformułowania. Jednak to doświadczenie było mi potrzebne. Gdy prawie dwie doby spędziłem w jednej celi z mordercą, złodziejem i sprawcą rozboju, wszystkie moje wartości pękły jak bańka mydlana. Wyszedłem z tego wszystkiego cało, bo przypomniałem sobie o dzienniczku świętej Faustyny, który kiedyś przypadkiem wpadł mi w ręce. W tej celi cały czas powtarzałem sobie: „Jezu, ufam Tobie”. Pomogło! Ta sprawa była mi potrzebna, stałem się nowym człowiekiem, mam czas, dobroć, hamuję pychę – to prawdziwe człowieczeństwo. Robiąc z przedsiębiorcy człowieka, odzyskuje się szczęście.

- Zapłacił pan rekordową kaucję – 8 mln złotych. Walczy pan o 1,5 mln odsetek od tej kwoty, a tu za niesłuszne zatrzymanie krakowski sąd ledwo kapnął 5 tysiącami? Będzie pan walczył dalej, czy ma pan dość?
- Oczywiście, że będę walczył dalej. Sąd Najwyższy wypowiedział się w mojej sprawie. Uchwalił, że obywatel powinien dochodzić odszkodowania w czasie, kiedy postępowanie się przeciwko niemu toczy. Prokuratura twierdzi, że moja sprawa jest przedawniona, bo od momentu mojego zatrzymania do chwili złożenia wniosku o odszkodowanie minął ponad rok. Ale przecież moja sprawa toczyła się aż półtora roku! Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że powinienem oskarżyć prokuraturę o niesłuszne zatrzymanie, gdy... sprawa była jeszcze w toku. Przecież to absurd! Jeżeli nie wiadomo, jak długo będą trzymać moje pieniądze, to o jakie pieniądze mam występować?

- Podobno w Polsce coraz trudniej jest robić uczciwie interesy.
- Moja przygoda z biznesem dlatego była piękna, że w latach 1990-95 był prawdziwie wolny rynek. Każdy miał taką samą szansę. Wszystko, co nie było zakazane, było dozwolone, więc zależało tylko ode mnie i mojej załogi. Bez grosza i doświadczenia opanowaliśmy trzy branże – komputery, kasy fiskalne i Internet. Maleńka firma z Nowego Sącza dostała nawet prawo przyklejania do swoich komputerów logo giganta - Microsoftu! Stopniowo wolny rynek zaczął być zastępowany przez inną rzeczywistość. Po 1995 roku Sejm zaczął produkować setki ustaw – po kilka na ten sam temat, zwiększył się koszt funkcjonowania firm. Na początku lat 90. o sukcesie decydowała praca, teraz decyduje dobry kontakt z urzędnikiem, który wyda korzystną interpretację prawa. Prawie każdy kontrakt, który podpisywałem, był związany z propozycją korupcyjną. Wybrałem owieczki...

Roman Kluska

- Ma 51 lat, jest jednym z najbogatszych Polaków.
- W roku 1988 z kilkunastoma dolarami w kieszeni zaczął składać w garażu komputery, by po dwóch latach zarobić pierwszy milion złotych.
- W 2000 r. sprzedał akcje Optimusa za 261,7 mln zł konsorcjum BRE Banku i Zbigniewowi Jakubasowi.
- Dwa lata później urząd skarbowy i prokuratura oskarżyły go o próbę wyłudzenia podatku VAT. Chodziło o wysyłanie przez Optimusa komputerów na Słowację, by mogło je stamtąd importować z powrotem do Polski Ministerstwo Edukacji Narodowej. Powodem takich działań był przepis zwalniający z VAT tylko importowane komputery, co powodowało, że były niemal jedną trzecią tańsze od produkowanych w Polsce.
- Ostatecznie Kluska został oczyszczony z zarzutów. Teraz skarży się na działalność w tej sprawie prokuratury, urzędu skarbowego a nawet Wojskowej Komendy Uzupełnień, która w dniu zatrzymania go przez policję chciała przejąć dwie należące do jego firmy Toyoty Land Cruiser... na cele obronności kraju.
Gdy prawie dwie doby spędziłem w jednej celi z mordercą, złodziejem i sprawcą rozboju, wszystkie moje wartości pękły jak bańka mydlana. Ta sprawa był mi potrzebna, stałem się nowym człowiekiem.

Beata Jajkowska/Dziennik Bałtycki

Zobacz także:


Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.