Facebook Google+ Twitter

Roman Kuźniar: Smoleńsk jak Powstanie Warszawskie

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-07-21 14:05

W polityce trzeba nie żałować wysiłku, trzeba wszystko zrobić, żeby się nie omylić. Bo omyłka często bywa zbrodnią. Ludzie chcą kierować losami Polski, a nie mogą się zdobyć dla niej na tyle poświęcenia, żeby się czegoś nauczyć, żeby jej położenie zrozumieć, żeby głębiej zastanowić się nad wartością tego, co jej starają się narzucić. I później mówi się: Ależ oni jak najlepiej chcieli!

Prezydent Lech Kaczyński albo nie znał tej myśli Romana Dmowskiego, albo jej nie chciał rozumieć. Z jego rozlicznych wypowiedzi wynikało, że znacznie bliższe było mu zdanie wypowiadane jako argument przez młodocianych zwolenników wybuchu Powstania Warszawskiego: „przynajmniej wszyscy umrzemy na miejscu”. Wtedy umarli oni i umarła duża część ludności Warszawy, której nie pytano, czy chce umierać w taki sposób. Śmierć Lecha Kaczyńskiego i 95 współpasażerów samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem była w metaforycznym sensie wpisana w psycho-intelektualny klimat, w którym zanurzony był zmarły tragicznie Prezydent.

Lech Kaczyński znany był z zamiłowania do przegranych bitew i powstań, do ich martyrologicznej strony. Nigdy nie wspominał, że mogły być rezultatem błędu, złej kalkulacji czy braku należytego przygotowania. Nie były dlań lekcją, z której następne pokolenia powinny były wyciągać jakieś wnioski. Wprawdzie bardzo często powtarzał, że nie należy bać się trudnej prawdy, że są w Polsce tacy, którzy jej unikają, ale nigdy tego nie brał do siebie. Wolał „dobrze chcieć”.

Środowisko polityczno-opiniotwórcze byłego Prezydenta zachowuje się bardzo podobnie w podejściu do sprawy smoleńskiej katastrofy. W zachowaniach, wypowiedziach, inicjatywach, domaganiu się przeprosin przez przedstawicieli tego środowiska widać wyraźnie chęć niedopuszczenia do „trudnej prawdy”, której instynktownie wielu z nich się domyśla. Aby do niej nie dopuścić, stosuje się taktykę ucieczki do przodu, albo też, dla odwrócenia uwagi, wykrzykuje się żargonowe słowa: „łapaj złodzieja”. Pod ścianę został postawiony obóz rządowy, który najpierw „nie zapewnił bezpieczeństwa” Prezydentowi RP, a następnie, wspólnie z Rosjanami usiłuje zatrzeć ślady, jeśli nie przestępstwa, to karygodnego zaniechania.

W skrajnej postaci przedstawiciele i sympatycy tego środowiska posuwają się do insynuacji lub tylko „niewinnego” przypuszczenia, że mógł to być zamach. Najczęściej przyjmuje to formę zastrzeżenia: „ja raczej nie przypuszczam, że to był zamach”, „to zapewne nie był zamach”. Dalszy ciąg znamy. Na różnych wiecach, przykościelnych tablicach, w Internecie czytamy lub słyszymy, że to była „POlityczna zbrodnia”, za którą stał „Komoruski” lub przedstawiany w niemieckim albo sowieckim szynelu Donald Tusk.

Przywódcy i spin doktorzy politycznego środowiska, z którego wywodził się Lech Kaczyński, nigdy nie odżegnali się od tego rodzaju nikczemnych insynuacji, pochodzących od ich sympatyków - czyli wyborców. Przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że jest im to na rękę, ponieważ sytuuje ich w glorii „współmęczenników” smoleńskiej tragedii, przysparza współczucia i poparcia, a przede wszystkim jest formą moralnego szantażu wobec inaczej myślących. Pokazuje to dobrze reakcja na niedawną wypowiedź posła Palikota w tej sprawie.

Rząd i media dały się perfekcyjnie zaszantażować tą taktyką, bo przecież nie wolno mówić źle o zmarłym (tylko jednym!) w tak tragicznych okolicznościach. Mówieniem źle o zmarłym jest tu stawianie hipotezy, która w świetle dostępnej wszystkim wiedzy i materiałów brzmi całkowicie inaczej. Wszystkie fakty, fakciki, tajemnice, szukanie winy po stronie naziemnych kontrolerów lotów czy innych sił, niezdolność kupienia przez Polskę od kilkunastu lat nowoczesnych maszyn lotniczych dla ważnych osób w państwie, są nieistotne w obliczu podstawowej okoliczności: w tych warunkach pilotom prezydenckiego samolotu nie wolno było lądować. Nie wolno! I tyle. Oczywiście, zbadać trzeba każdy detal, ale świetle tej okoliczności zasadnicze pytanie brzmi: dlaczego mimo wszystko podjęli próbę lądowania, dlaczego podjęli niedopuszczalne ryzyko katastrofy z takim pasażerami na pokładzie.

Dalsza część tej, jak na razie jedynej racjonalnej hipotezy mówi, że podjęli to ryzyko właśnie uwzględniając życzenie najważniejszych pasażerów lub tego jednego, najważniejszego. Bez stanowiska czynnika politycznego nie mogliby podjąć tej próby. Najwyższy czynnik polityczny był informowany zarówno o warunkach nad lotniskiem, jak i o zniechęcaniu z ziemi do lądowania oraz skłanianiu do lądowania w innym miejscu. Stało się tak, jak w ukochanym przez Lecha Kaczyńskiego Powstaniu Warszawskim. Jak wiadomo, latem 1944 roku, wbrew stanowisku starszych i bardziej doświadczonych, spróbowano tego powstania. Zwyciężyło „przynajmniej wszyscy pomrzemy na miejscu”. 10 kwietnia 2010 roku tym miejscem było lotnisko pod Smoleńskiem.

Lech Kaczyński jako prezydent nie miał szczęścia. Było tak do samego końca, a nawet później. Dwa dni przed katastrofą litewski Sejm w jego obecności odrzucił projekt ustawy umożliwiającej polską pisownię nazwisk litewskich Polaków. Chwilę potem była mgła pod Smoleńskiem i katastrofa samolotu wypełnionego po brzegi na życzenie prezydenta wybitnymi przedstawicielami polskiego życia publicznego. Wreszcie, chmura wulkanicznego pyłu w dniach poprzedzających pogrzeb, która uniemożliwiła przybycie wielu politykom ze świata. Jego zwolennicy nie mają uszu dla „trudnych prawd”, do mówienia których tak często wzywał tragicznie zmarły.

Nie tylko tragedia smoleńska została zawłaszczona przez jedno środowisko i to często w przejawach nienawiści i nietolerancji. Teraz usiłuje się jeszcze narzucić jedną wersję tych wydarzeń oraz przyczyn katastrofy. Stąd wołanie o rozliczenie z moralnej, politycznej i karnej odpowiedzialności za katastrofę. Stało się to nową formą politycznej poprawności. Można się obawiać, że będzie ona uniemożliwiać wyjaśnienie i ujawnienie prawdy o tej katastrofie.

Temu służy ogień zaporowy, ustawiany przez zwolenników nowej martyrologii i teorii spisku. W obawie przed zlinczowaniem, nową formą politycznej poprawności wymuszanej przez zwolenników Lecha Kaczyńskiego, rząd i media mogą odrzucać to, co staje się także dla wielu Polaków oczywiste. W ten sposób pamięć o katastrofie smoleńskiej będzie taka, jak o Powstaniu Warszawskim. Będzie pamięcią o tragedii (zasilającą także niskie uczucia) z pominięciem błędów i omyłek, które do niej doprowadziły.

Więcej przeczytasz na stronie: Kultura Liberalna

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Bardzo mądry tekst!

Komentarz został ukrytyrozwiń

5! Naprawdę godny uwagi tekst!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Póki co spoczywa na Wawelu inaugurując nową tradycję? Dla usprawiedliwienia dodać trzeba, że to zasługi nie tylko byłego śp. Prezydenta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A to Polska właśnie boso ale w ostrogach !!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wyrazy uznania i szacunku dla Autora tekstu za - jak to ujął Pan Roman - świetne spojrzenie. Tekst faktycznie rewelacyjny i tylko żal, że nie jest czytany przez użytkowników serwisu. Oczywiście stawiam wielką piątkę. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rewelacyjny tekst ! Pod nim cisza.... zbyt mocne argumenty nie pozwalają ''biesiadować'' tym co wiedza lepiej.
Czapki z głów ! Autorze :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetne spojrzenie, więcej takich tekstów tutaj.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nic dodac, nic ująć. I trudno nawet wyobrazic sobie polityczne reperkusje w przypadku, gdyby rząd - widząc tak zadysponowaną eskapadę - storpedował ją z racji oczywistego idiotyzmu organizacyjnego. Wylot się odbył, bo tak sobie życzył śp.Lech Kaczyński. Zaproszeni goscie poczuli sie zaszczyceni, a generałowie bez krzty refleksji wykonali prosbę/polecenie zwierzchnika sił zbrojnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.