Facebook Google+ Twitter

"Romeo i Julia" w Teatrze Wielkim

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-01-08 17:51

Muzyka, która nie ma jeszcze stu lat brzmi w tym spektaklu, jakby powstała równocześnie z wiekopomnym dramatem Wiliama Szekspira. Jest bowiem tak koherentna z akcją, że poszczególne gesty sceniczne kompozytor akcentuje akordami albo wyrazistą zmianą tonu.

umierająca Julia Capuletti / Fot. Juliusz MultarzyńskiByło, jak we śnie... Piękne kobiety, wspaniała muzyka, kolorowe kreacje na sali wypełnionej po brzegi publicznością. Można było usłyszeć rozmowy w przeróżnych językach, nawet z dalekiej Japonii. Gwar uciszył się, gdy w kanale orkiestrowym pojawił się maestro Tadeusz Wojciechowski. Dyrygent z platynową grzywą rozwianych włosów uniósł batutę, a w przestrzeni ponad głowami widzów rozległy się tony zachwycającej uwertury Sergiusza Prokofiewa. Muzyka, która nie ma jeszcze stu lat brzmi, jakby powstała równocześnie z wiekopomnym dramatem Wiliama Szekspira. Jest bowiem tak koherentna z akcją, że poszczególne gesty sceniczne kompozytor akcentuje akordami albo wyrazistą zmianą tonu.

To samo można powiedzieć o choreografii Emila Wesołowskiego. Doświadczony praktyk doskonale zna materię, w której się porusza i potrafi to zaszczepić wykonawcom. Wrażliwość osobista poparta umiejętnością przekazania swoich intencji decyduje o wyrazie artystycznym utworu. Tu właśnie z powodzeniem ten rzadki splot umiejętności zaistniał. Oryginalne dzieło Szekspira rozpisane jest na monologi i dialogi postaci dramatu, tymczasem obraz jest wart tysiąca słów. Taniec pary romantycznych kochanków na scenie porusza od lat miłośników baletu na całym świecie.

Iluż to wielkich koryfeuszy kreowało przez lata wymarzone role Romea i Julii. Miałem szczęście oglądać przecudowną, filigranową Julię w tańcu Aleksandry Liaszenko i Władimira Jaroszenko jako Romea. Zanotowałem rychło te pierwsze, osobiste wrażenia i postanowiłem wysłać je czym prędzej do redakcji. Tymczasem w przerwie zmroziła mnie kwestia jednej z młodych osób, która rzuciła, ot tak sobie, mimochodem, kąśliwą uwagę: „Jak można umierać dwie godziny...?” Przez chwilę zastanawiałem się, czy to ona jest złośliwa, czy też ja jestem „niedzisiejszy”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

sylwianowakowska 15
  • sylwianowakowska 15
  • 10.02.2011 20:25

No super tylko niekt€ży niechcą się uczyć
Puziniej się dziwią że niemają prac.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda, szkoda, że jestem tak daleko... uwielbiam Romeo i Julie we wszelkich "wydaniach". Relacja wspaniała...a reszta to moja wyobraźnia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I tak nie uczestnicząc w spektaklu, poznaliśmy jego walory, odtwórców
i profesjonalną ocenę przedstawienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.