Facebook Google+ Twitter

Rosa Radom pokonała Politechnikę w hicie ostatniej kolejki

O tym meczu pisano wiele. Choć radomianie rozpoczęli go kiepsko, później złapali właściwy rytm i dwa punkty pozostały w ich hali. W hicie ostatniej kolejki, o ile nie całej rundy zasadniczej, Rosa pokonała Politechnikę Warszawską 80:65.

Jeszcze w piątek, na dobę przed rozpoczęciem meczu, Rosę dopadły niemałe problemy. Z niewiadomych przyczyn na czas nieokreślony Komisja Odwoławcza PZKosz zawiesiła licencję kluczowemu zawodnikowi beniaminka, Michałowi Przybylskiemu. Czasu na odwołanie się już nie było i skrzydłowy spotkanie mógł obejrzeć tylko jako widz.

Czytaj też: Rosa podejmuje Politechnikę w hicie koszykarskiej I ligi

Sobotni pojedynek lepiej rozpoczęli goście. Choć przez pierwsze 2,5 minuty żadnej z drużyn nie udało się zdobyć ani jednego punktu, to później aż 6 z rzędu rzucili warszawiacy, wychodząc na prowadzenie 6:0. W tym fragmencie nie brakowało ostrych starć i fauli, ponieważ trenerzy postawili na agresywną obronę. Lepiej spisywali się w niej jednak przyjezdni, nie dopuszczając radomian do łatwych sytuacji. - Zaczęliśmy słabo - przyznał na konferencji prasowej Piotr Ignatowicz, trener Rosy. Premierowa kwarta zakończyła się więc zwycięstwem AZS-u, 19:12.

W drugiej części obraz gry uległ diametralnej zmianie. Gospodarze wreszcie złapali właściwy sobie rytm, w mgnieniu oka zdobyli 4 "oczka", dzięki penetracjom Artura Donigiewicza i Michała Nikiela. Następnie trafił Jakub Zalewski (18:20), zaś po chwili był już remis. Szkoleniowiec Politechniki, Mladen Starcević, nie czekał długo i poprosił o czas.

Piąta edycja konkursu Dziennikarz Obywatelski 2010 Roku trwa! Dołącz, wygraj 10 tysięcy


Opiekun "akademików" w końcówce tej odsłony popełnił duży błąd, który okazał się kluczowy dla losów meczu. Nie zgadzając się z decyzją arbitrów i próbując wymusić na nich decyzję o odgwizdaniu niesportowego faulu, ukarany został przewinieniem technicznym. Manifestacja jego niezadowolenia trwała, a cierpliwość sędziów skończyła się - arbitrzy odesłali szkoleniowca na trybuny. Główny poszkodowany tak wyjaśnił sytuację ze swojego punktu widzenia: - Mamy w pierwszej lidze taki sędziowski trend. Jako trener chcę z sędzią porozmawiać, a on mi mówi "po meczu". Po meczu chcę porozmawiać, a on mi mówi "nie mam czasu". Coś tu jest nie w porządku, ja tego nie rozumiem. Domagałem się ukarania niesportowego przewinienia i tylko tyle.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.