Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37045 miejsce

Rosja bez lukru

"Zagubiony kosmonauta" Daniela Kaldera to opowieść o rosyjskiej prowincji, urzekająca brakiem politycznej poprawności. Autor dociera w miejsca, gdzie pojawienie się cudzoziemca to wydarzenie dnia, by przekonać się, że wydarzenie wydarzeniem, ale rosyjskiej mentalności to nie zmieni.

Okładka"Zagubionego kosmonauty" Daniela Kaldera / Fot. Wydawnictwo Czarne"Zawsze podejrzewałem, że Rosja częściowo nie istnieje. A już na wschód od Moskwy nie istnieje na pewno" - zaczyna wstęp do książki Kaldera Andrzej Stasiuk. "Ale nie chciałem tego mówić głośno. Myślałem sobie, że mogę się mylić, że ulegam wygodnym złudzeniom, albo, co gorsza, powielam typowy dla Polaka antyrosyjski stereotyp. Tak więc podejrzewałem, że Rosja nie istnieje, a z drugiej strony gnębiły mnie wyrzuty sumienia: a może ty tę biedną Rosję jednak krzywdzisz?" Po czym Stasiuk dodaje, że po lekturze "Zagubionego kosmonauty" jego sumienie ucichło.

Bo okazuje się, że Rosja istniejąc nie istnieje. Jak to? Po prostu nie istnieje w sensie, w jakim przedstawiciele świata zachodniego pojmują świat. Choć pozory wydają się wskazywać, że mamy do czynienia ze rzeczywistością przypominającą nam coś, co znamy, to po chwili okazuje się, że to tylko złudzenie. Urzędnik odpowiedzialny w prowincjonalnym mieście za kontakty z prasą (autor w którymś momencie zaczyna się podawać za dziennikarza, bo informacja, że pisze książkę, wydaje się rozmówcom mocno abstrakcyjna) w świecie zachodnim nie posiadałby się z radości, że ktoś zainteresował się jego miejscowością i z pewnością służyłby wszelką możliwą pomocą. W Rosji taki urzędnik jest najpierw zdziwiony, potem niczego nie wie, a widząc, że zainteresowany nie rezygnuje, wręcza mu na odczepnego listę kontaktów, z których połowa jest nieaktualna, a druga połowa kompletnie nieprzydatna.

A czy na Zachodzie mogłoby się zdarzyć, że najtańszy nocleg znajdziemy podając się za cudzoziemca szukającego żony? A w Rosji taki delikwent może skorzystać z niedrogiego, wynajmowanego nawet na kilka tygodni mieszkanka. Takich sytuacji z pogranicza absurdu i paranoi znajdziemy w tej książce mnóstwo, bo na pewno nie można zarzucić autorowi, że ulega politycznej poprawności. Szkot Daniel Kalder spędził w byłym Związku Radzieckim blisko dziesięć lat, więc z tamtejszą rzeczywistością obeznany jest dobrze, a mimo to nie traci zdroworozsądkowego spojrzenia.

"Zagubiony kosmonauta" nosi podtytuł "zapiski antyturysty", a na początku książki znajdziemy manifest takiegoż antyturysty właśnie. Wynika z niego między innymi, że antyturysta unika miejsc uważanych za atrakcyjne, gardzi wygodami, wybiera się zawsze w niewłaściwą porę roku i stara się "nie leźć w oczy". Kalder ten manifest realizuje wzorowo, bo czy klasyczny turysta wybrałby się na przykład do Iżewska, którego głównymi atrakcjami są kombinat metalurgiczny Iżmasz i twórca słynnego karabinu AK-47 Michaił Kałasznikow, z którym zresztą nie sposób się spotkać? "Zagubiony kosmonauta" to relacje z podróży do europejskich części Rosji - Tatarstanu, Kałmucji, Republiki Mari i Udmurcji - a mimo to mamy wrażenie, że wreszcie czytamy o czymś nowym, a Rosja to coś więcej niż mauzoleum Lenina i Ermitaż ("jedyni prawdziwi odkrywcy to antyturyści", twierdzi autor).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Dobre :) Aż chyba przeczytam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duuuuuży plusik :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

PLUS;) duży

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.